Dowcipy i kawały

Pokaż wszystkie dowcipy:

  • Jedzie rycerz na koniu i widzi księżniczkę. Myśli sobie: Podjadę do niej powoli, to ona zapyta: Dokąd tak powoli jedziesz rycerzu? Ja wtedy odpowiem: Powoli, bo powoli, ale może byśmy się pokochali?

    Więc przejechał obok księżniczki powoli, ale księżniczka nie zwróciła na niego uwagi. Rycerz myśli: To ja teraz przejadę obok niej szybko, a ona zapyta: Dokąd tak szybko jedziesz, rycerzu? Ja wtedy odpowiem: Szybko, bo szybko, ale może byśmy się pokochali?

    Jak pomyślał, tak zrobił. Niestety księżniczka znów nie zwróciła na niego uwagi. Zdesperowany rycerz pomyślał: Wobec tego przemaluję swojego konia na zielono i przejadę obok księżniczki, wtedy ona zapyta: Skąd, rycerzu, masz zielonego konia? Ja wtedy odpowiem: Zielony, bo zielony, ale może byśmy się pokochali?

    I znów jak pomyślał, tak też uczynił. Przejeżdża rycerz na zielonym koniu obok księżniczki, a księżniczka pyta:

    - Rycerzu, a może byśmy się pokochali?

    - Pokochali bo pokochali, ale skąd ja mam zielonego konia?

  • Przechodzi Krzyś przez las i widzi Puchatka, który piecze Prosiaczka na ognisku.

    - Kubusiu? Co ty robisz?

    - Wiesz co, Krzysiu, już rzygam tym miodkiem...

    Przychodzi Puchatek do sklepu mięsnego i pyta się:

    - Czy jest wieprzowina?

    - Jest.

    Puchatek wyjmuje karabin maszynowy, zaczyna strzelać i krzyczy:

    - To za Prosiaczka!

  • W pewnym mieście grasował straszny smok. Mieszczanie nie mogli wytrzymać, więc udali się po pomoc do jednego z trzech rycerzy.

    - Wielki Rycerzu - mówią - pomóż nam, smok gwałci dziewice, zabija mężczyzn, pożera dzieci i kobiety. Wielki Rycerz na to:

    - Dajcie mi miesiąc na ułożenie planu.

    Mieszczanie na to:

    - Co ty, człowieku, za miesiąc to smok nas tu wszystkich wytłucze.

    I poszli do drugiego rycerza.

    - Średni Rycerzu, pomóż... etc.

    Ten chciał się znowu zastanawiać dwa miesiące, więc poszli do trzeciego rycerza.

    - Mały Rycerzu - pomóż etc.

    Na to Mały Rycerz łap za miecz, zakłada zbroję, objucza konia i już jest gotowy do drogi. Pytają więc mieszczanie:

    - Jak to, czcigodny Mały Rycerzu, Wielki Rycerz chciał się zastanawiać miesiąc, Średni Rycerz dwa miesiące, a ty tak od razu?!

    Na to Mały Rycerz:

    - Tu się nie ma co zastanawiać, tu trzeba wiać!

  • Przyjeżdża Zorro na koniu do panienki i mówi do konia:

    - Ty czekaj tutaj, bo jak przyjedzie jej stary, to ja wyskoczę przez okno i odjedziemy.

    Siedzą z panienką w domu, bawią się dobrze, aż tu nagle słychać walenie do drzwi. Zorro wyskoczył, panienka otworzyła drzwi, patrzy, a tu koń stoi w drzwiach i mówi:

    - Powiedz Zorro, że ja tu czekam, bo na dworze strasznie leje.

  • Święty Mikołaj przyjechał do Etiopii i rozmawia z dziećmi:

    - Dzieci, a czemu wy takie chude jesteście?

    - Bo nie jadłyśmy od miesiąca!

    - Co! Jak nie jadłyście, to nie będzie prezentów.

  • Winnetou i Old Shatterhand zabłądzili na pustyni. Zmęczony Old Shatterhand mówi do swego przyjaciela:

    - Wystrzel, może nas ktoś usłyszy.

    Winnetou wystrzelił, jednak nikt się nie zjawił. Po chwili Old Shatterhand mówi znów:

    - Wystrzel jeszcze raz. Może teraz ktoś usłyszy.

    Winnetou znów wystrzelił. Czekają dłuższą chwilę i znów nikt się nie pojawia.

    - Wystrzel jeszcze raz!

    - Dobrze, ale to już ostatnia strzała!

  • Jedzie facet samochodem, włącza radio i słyszy: „Uwaga! Proszę państwa, przerywamy audycję, aby podać ważny komunikat! W okolicach Warszawy wylądował statek spoza naszej planety, po pozostawieniu przybyszów odleciał. W razie napotkania ufonauty prosimy o zachowanie spokoju! Z obcymi można się porozumieć po polsku, tylko trzeba wolno mówić. Podajemy przybliżony opis przybyszów: mali, zieloni, łapy do samej ziemi”.

    Po pewnym czasie facetowi zachciało się siusiu (w okolicach Piaseczna), więc zatrzymał się przy lasku. Włazi w krzaki i zdębiał - widzi coś: małe, zielone, łapy do samej ziemi. Wolno mówi:

    - Jestem kierowcą i jadę do Warszawy.

    Słyszy:

    - A ja jestem gajowy i sram!

  • Był sobie bardzo znany i bogaty rycerz. A że ani pieniądze, ani sława szczęścia nie dają, bohater naszego dowcipu nie był szczęśliwy. Postanowił pewnego dnia owo szczęście znaleźć i wyruszył w świat. Szedł, szedł, aż doszedł do rozstaju dróg. Jedna droga idzie w prawo, druga w lewo. Pośrodku chatka... Rycerz wchodzi do chatki, a tam widzi starą babunię.

    - Witaj, stara babuniu - mówi rycerz.

    - Witaj, wędrowcze.

    Szukam, stara babuniu, szczęścia, czy możesz mi powiedzieć, w którą stronę mam iść?

    - Jeśli pójdziesz w prawo - odpowiada babunia - znajdziesz szczęście. Po prawej bowiem stronie mojej chatki droga prowadzi do ogromnego zamku, w zamku mieszka prześliczna księżniczka, superlaska, przysięgam. Możesz się z nią ożenić. Jej ojciec - król jest już starym dziadkiem, niedługo odejdzie z tego świata, a wtedy ty odziedziczysz jego majątek. Zaprawdę, jeśli pójdziesz w prawo, będziesz najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. Jeśli zaś pójdziesz w lewo - ciągnie stara babunia - to cię porąbie...

    Rycerz zdębiał, nie wiedział co powiedzieć. Nie mógł uwierzyć, że szczęście może być tak blisko i po chwili zaczął podejrzewać, że stara babunia go podpuszcza:

    - No nie, to musi jakiś kit. - pomyślał. - Nie wierzę w te bzdury, chromolę, idę w lewo, raz kozie śmierć!

    I poszedł w lewo. Po kilku godzinach szybkiego marszu doszedł do wielkiej rzeki. W rzece stał smok, olbrzymia bestia z pięcioma głowami. Rycerz popatrzył... i jak nie wyskoczy! Jak nie zaczyna odrąbywać kolejno głów: pierwszej, drugiej, trzeciej. Wyciąga sztylet i już ma go wbić go w sam środek serca wielkiego smoczyska, gdy bestia wyrywa mu się i krzyczy:

    - Porąbało cię!? Ja tu, kurna, tylko wodę piję!!

  • Rok 1410, przeddzień bitwy pod Grunwaldem. Obóz Polaków. Krajobraz po bibie. Ledwo łażą, pod każdym drzewem pawie. Jagiełło leży półżywy w namiocie, pierwszy odjechał, bo ma słabą głowę. Obóz Niemców - jeszcze gorzej. Zaczęli już od rana, wszyscy wygięci, nawet konie się popiły, rycerze łażą, naparzają się na niby mieczami - ogólny chaos!

    Na drugi dzień Ulrich się budzi, łeb mu pęka, kac wielki, chwyta się za więc głowę i woła giermka:

    - Słuchaj, stary, pójdziesz do Jagiełły, tam za ten pagórek. Dasz mu te dwa miecze i powiesz mu, że my wczoraj z chłopakami pochlali, mnie łeb naparza i w ogóle - dzisiaj nie da rady! Powiedz, że może jutro się zetrzemy czy jak? OK?

    Okej! Giermek wziął miecze pod pachę i idzie wężykiem do Jagiełły; trochę się potyka i czka, bo rano klina strzelił i go trzyma fest jeszcze.

    Przyszedł do Jagiełły i mówi:

    - Dobry! Ja tam nie wiem, ale szef mnie tutaj przysłał i kazał dać te dwa miecze - tu wbił zamaszyście miecze - i kazał powiedzieć, że u nas wczoraj była impreza i dzisiaj nie da rady, może jutro!

    - Nie, no wszystko OK - mówi Jagiełło. - My tam z chłopakami też nielicho wczoraj zabalowaliśmy, naprawdę nie byłoby sprawy... Ale materaca, kolego, to mi nie musiałeś przebijać...!

  • Jedzie Czerwony Kapturek rowerkiem przez las, nagle na Czerwonego Kapturka napada wilk, łamie rowerek i ucieka. Czerwony Kapturek zaczyna płakać. Dochodzi do niej niedźwiedź i pyta, co się stało. Po usłyszeniu całej historii niedźwiedź goni wilka i każe mu spawać rowerek.

    Tak samo dzieje się przez kilka następnych dni, aż w końcu Czerwony Kapturek bez szwanku dojeżdża do babci. Jednak coś jest nie tak.

    Czerwony Kapturek pyta babcię:

    - Babciu, a dlaczego masz takie duże uszy?

    - Żeby cię lepiej słyszeć, wnuczusiu.

    - A czemu masz taki duży nos?

    - Żeby lepiej czuć twój zapach, słoneczko.

    - A dlaczego masz takie czerwone oczy?

    - Od spawania, kurna, od spawania!

  • Jaskiniowiec przebrany za mamuta idzie na bal karnawałowy w niebieskich sandałach. Spotyka go drugi jaskiniowiec i pyta:

    - Po co ci te niebieskie sandały?

    - Odwal się!

    Po chwili zaczepia go inny jaskiniowiec.

    - Po co ci te niebieskie sandały??

    - Odwal się!

    Przed wejściem do sali balowej jaskiniowiec spotyka kolegę z podstawówki:

    - Stary, po co ci te niebieskie sandały?

    - Odwal się!

    Nad ranem jaskiniowiec wraca z balu do swej jaskini i kładzie się zmęczony w legowisku. Po chwili podchodzi do niego synek i pyta:

    - Tato, po co włożyłeś te niebieskie sandały? Przecież one zupełnie nie pasowały do twojego przebrania.

    - Oj Jasiu, Jasiu! A co na to poradzę, że ja tak bardzo lubię kolor niebieski?

  • Młody menedżer ukradkiem wybrał z kont firmy, w której pracował, ćwierć miliona dolarów i wszystko stracił, usiłując zarobić na spekulacjach giełdowych. Gryzł się potem, że sprawa lada moment wyjdzie na jaw. A gdy jeszcze porzuciła go jego śliczna małżonka, myślał już tylko o samobójstwie.

    Udał się na odludzie, stanął na wysokim moście nad głęboką rzeką i już miał skoczyć, gdy ujrzał w pobliżu starą jędzę, która zaczęła go odwodzić od samobójstwa.

    - Jestem czarownicą - poinformowała starucha. - Mogę spełnić twoje trzy życzenia.

    - Mnie już nic nie pomoże - odparł zdesperowany mężczyzna i zwierzył się babie ze swoich udręk.

    - Przecież nie ma problemu - stwierdziła jędza. - Abrakadabra: firmowe fundusze wpłynęły znowu do banku. Abrakadabra: twoja żona wróciła do domu i już zawsze cię będzie kochała. Abrakadabra: twoje własne konto w banku powiększyło się o pół miliona dolarów!

    - Czuję się bardzo zobowiązany - dziękował zdumiony niedoszły samobójca. - Jak mogę się za to wszystko odwdzięczyć?

    - Spędź ze mną noc w łóżku - rzekła starucha, szczerząc bezzębne dziąsła.

    Była wprawdzie odrażająca, lecz mężczyzna przemógł swoje wszelkie opory, dedukując, że nie będzie to w końcu zbyt wysoka cena za otrzymany właśnie ratunek.

    Następnego ranka, gotując się już do wyjścia z motelu po wspólnie spędzonej nocy, starucha zapytała młodego kochanka:

    - Synu, ile masz lat?

    - 30 - odrzekł.

    - I ty jeszcze wierzysz w czary?!

  • Za siedmioma górami, za siedmioma rzekami i siedmioma lasami mieszkała królewna i mówiła: Ja to, cholera, mam wszędzie tak daleko!

  • Jaskiniowiec usłyszał tupanie biegnących mamutów, a po chwili zauważył znajomego z plemienia leżącego z uchem przy ziemi, który szepcze:

    - Pędzące stado mamutów! Z przodu ich przywódca, za nim kilka samców, na końcu samica...

    Zdziwiony jaskiniowiec pyta tego leżącego:

    - Czy to znaczy, że tego wszystkiego dowiedziałeś się leżąc z uchem przy ziemi?

    - Nie. Opowiadam o tym, jak przed chwilą stado mamutów przebiegło po mnie, ty idioto!

  • James Bond, agent 007, wchodzi do knajpy, siada przy barze i zamawia martini, wstrząśnięte, nie mieszane. Rozgląda się uważnie po lokalu i spostrzega wprost nieprzeciętnej urody kobietę, siedzącą przy stoliku w drugim końcu baru przy ścianie. Nie podchodzi jednak do niej, tylko wymieniają spojrzenia. Nieznajoma nie wytrzymała jednak długo, podeszła do Bonda i przedstawiła się. James skinął głową i powiedział:

    - Jestem Bond, James Bond...

    Widząc, że rozmowa się nie klei, kobieta zaczepia Bonda i mówi:

    - Ale masz ekstra zegarek.

    Bond popatrzył...

    - Ten zegarek pokazuje mi to, czego ludzkie oko nie widzi!

    Kobieta ze zdziwieniem:

    - Jak to jest możliwe?

    Bond:

    - Pokażę pani... o, na przykład widzę, że pani nie ma na sobie majtek...

    Kobieta patrzy z lekkim uśmiechem i mówi:

    - Ten zegarek jest chyba zepsuty, bo ja akurat mam na sobie majtki!

    Bond podwija rękaw, puka w szkiełko zegarka i mówi:

    - O cholera! znowu spieszy się o godzinę!

  • Chodzi Czerwony Kapturek po lesie i nigdzie nie może spotkać wilka. Zdenerwowana doszła do jego nory i zaczyna lamentować, że dzieci, że bajka, wszyscy czekają...

    W końcu z nory zaspanym głosem wilk się odzywa:

    - A odczep ty się ode mnie! Całą noc tańczyłem z Costnerem.

  • Pewnego Bożego Narodzenia, bardzo dawno temu, Święty Mikołaj przygotowywał się do swojej corocznej podróży. Jednak wszędzie piętrzyły się problemy...

    Cztery z jego elfów zachorowały, a zastępcy nie produkowali zabawek tak szybko jak elfy, więc Mikołaj zaczął podejrzewać, że może nie zdążyć... Następnie pani Mikołajowa oświadczyła mu, że jej mama ma zamiar wkrótce ich odwiedzić, co bardzo zdenerwowało Mikołaja. Na domiar złego, kiedy poszedł zaprzęgać renifery, okazało się, że trzy z nich są w zaawansowanej ciąży, a dwa inne przeskoczyły przez płot i zwiały Bóg jeden wie dokąd. Mikołaj zdenerwował się jeszcze bardziej... Kiedy zaczął pakować sanie, jedna z płóz złamała się. Worek runął na ziemię, a zabawki rozsypały się dookoła. Wkurzony Mikołaj postanowił wrócić do domu na kawę i szklaneczkę whisky. Kiedy jednak otworzył barek, okazało się, że elfy ukryły cały alkohol i nic nie było do wypicia... Roztrzęsiony Mikołaj upuścił dzbanek do kawy, który roztrzaskał się na kawałeczki na podłodze w kuchni. Poszedł więc po szczotkę, ale okazało się, że myszy zjadły włosie, z którego była zrobiona... I właśnie wtedy zadzwonił dzwonek do drzwi. Mikołaj poszedł otworzyć. Za drzwiami stał mały aniołek z piękną, wielką choinką. Aniołek radośnie zawołał:

    - Wesołych świąt, Mikołaju! Czyż nie piękny mamy dziś dzień? Przyniosłem dla ciebie choinkę. Prawda, że jest wspaniała? Gdzie chciałbyś, żebym ją wsadził?

    ... .

    I stąd wzięła się tradycja aniołka na czubku choinki.

  • Rotmistrz Goździułko podejrzewał, że zdradza go żona. Idąc na służbę przekazał ordynansowi:

    - Jak tylko przyjdzie fagas - wołaj mnie!

    Po jakimś czasie ordynans wpada na dyżurkę rotmistrza i j woła:

    - Jest, rotmistrzu, jest!

    Rotmistrz pędzi do domu. W przedpokoju powiesił szablę na haku, pistolet zostawił w salonie na stole. Wpada do sypialni - chwyta z lewej strony - nie ma szabli, chwyta z prawej - nie ma pistoletu, a z tyłu słyszy głos ordynansa:

    - Rogami, rotmistrzu, rogami!

  • Prosiaczku, Prosiaczku! - woła Kubuś Puchatek. - Krzyś dał nam dziesięć baryłek miodu do podziału. To na każdego będzie po osiem.

    - Ależ Puchatku - mówi Prosiaczek - dziesięć baryłek na dwóch, to będzie po pięć, nie po osiem.

    - Ja tam nie wiem, ja swoje zjadłem!

  • Przychodzi krasnoludek do apteki i mówi:

    - Poproszę tabletkę na żołądek.

    - Zapakować?

    - Nie, poturlam.

  • Przyjeżdża na stację benzynową krasnoludek swoim malutkim samochodzikiem i mówi:

    - Poproszę dwie kropelki benzyny.

    A na to sprzedawca:

    - I co, może jeszcze pierdnąć w oponki?!

  • Idzie Czerwony Kapturek przez las, aż tu nagle wyskakuje wilk i woła:

    - Stój, głupia babo!

    Na to Kapturek:

    - Ależ czemu ty mnie tak brzydko przezywasz, ja jestem grzecznym Czerwonym Kapturkiem i idę do babci zanieść jej koszyczek z jedzeniem.

    - A gdzie koszyczek?

    - ??!! O ja głupia baba, koszyczka zapomniałam.

  • Czerwony Kapturek pyta wilka:

    - Wilku, a czemu ty masz takie wielkie oczy?

    A wilk na to:

    - Won, nie widzisz, że kupę robię!?

  • II wojna światowa. Józek i Franek, uciekając przed Niemcami, schowali się w stodole. Znaleźli tam skórę krowy i postanowili się j za nią przebrać. Józek stanął z przodu, a Franek za nim. Wchodzą Niemcy, widzą krowę i stwierdzają, że potrzebują jedzenia dla wojska. Jeden z nich mówi:

    - Coś chuda ta krowa, no nie?

    - No! Trzeba ją nakarmić - odpowiada drugi.

    Postanowili przynieść worek siana. Na to Józek mówi do Franka:

    - Franek, oni niosą worek siana!

    - Jedz, Józek, jedz, bo się wyda!

    No to Józek zjadł.

    Po chwili Niemcy niosą drugi worek siana.

    - Franek! Oni niosą drugi worek siana!

    - Jedz, Józek, jedz, bo się wyda!

    I Józek zjadł drugi worek.

    Po chwili niosą wiadro wody.

    - Franek, oni niosą wiadro wody!

    - Pij, Józio, pij, bo się wyda!

    Józek patrzy na Niemców i nagle zaczyna się śmiać. Franek pyta:

    - Z czego się śmiejesz?

    Na to Józek:

    - Trzymaj się, Franek, trzymaj, bo byka prowadzą!

  • Siedzi Janko muzykant na wzgórku nad Wisłą i wzdycha:

    - Ech... Bach umarł.

    Po chwili:

    - Ech... Beethoven nie żyje. I jeszcze po chwili:

    - Kurde, i ja się coś źle czuję.

  • Facet zauważa, że na podwórku jego sąsiada grają Andre Agassi i Roger Federer. Biegnie więc szybko do sąsiada i mówi:

    - Hej, skąd tu się wzięli Agassi i Federer?

    - A, mam złotą rybkę. - odpowiedział sąsiad.

    - Stary, pożycz mi te rybę! - prosi facet.

    - Ale uważaj, bo ona jest trochę dziwna...

    Facet nie zwracając uwagi na słowa sąsiada mówi:

    - Rybko, daj mi kupę złota!

    - A rybka dała mu kupę błota!

    Facet woła więc do sąsiada:

    - Ta ryba nie działa! Powiedziałem, że chcę kupę złota, a ryba dała mi kupę błota!

    Na to sąsiad:

    - A myślałeś, że co ja chciałem mieć - Wielki tenis?!

  • Dziewczyna zaprasza przyjaciół na ślubne przyjęcie.

    - Mieszkamy na piątym piętrze. Nie mamy jeszcze dzwonka. Zastukajcie w drzwi kolanem.

    - Dlaczego kolanem?

    - Nie zamierzacie chyba przyjść z pustymi rękami?

  • Łowi rybak ryby i wyciąga złota rybkę.

    Rybka mówi:

    - Wypuść mnie, to spełnię twoje życzenie.

    Na to rybak:

    - Chcę mieć „interes” do ziemi.

    Rybka wskakuje do wody. Po chwili słychać bulgotanie i woda zaczyna się burzyć. Znienacka wyskakuje rekin i odgryza rybakowi nogi.

  • Idzie Czerwony Kapturek przez las, spotkała wilka, a wilk pyta:

    - Dlaczego masz zielony kapturek?

    - Co za głupie pytanie, czerwony jest w praniu.

  • - Kiedyś byłem bardzo ładnym chłopcem - mówi ktoś.

    - Czyżby? - dziwią się koledzy.

    - Oczywiście, tylko że na oddziale położniczym mnie zamienili.

  • Wraca Jurand ze Spychowa z niewoli krzyżackiej. Spotyka go Zbyszko z Jagienką:

    - Dziadku, a któż wam to uczynił?

    Jurand kreśli znak krzyża w powietrzu, a Zbyszko i Jagienka robią wielkie oczy i mówią:

    - O cholera, pogotowie?!

  • - Doktor Frankenstein i jego potwór oglądają film erotyczny w telewizji. W pewnej chwili potwór bierze śrubokręt i zaczyna rozkręcać telewizor.

    - Co ty robisz?

    - Doktorze, zajdziemy ją od tyłu!

  • - Panie sąsiedzie, czy pożyczy mi pan swój magnetofon i kolumny?

    - Chce pan potańczyć?

    - Nie, chciałbym się wreszcie wyspać...

  • Gość, wyjeżdżając na wczasy, zostawił swojemu bratu pod opiekę kota. Wczasowicz dzwoni po tygodniu z Mazur i pyta brata, jak się kot sprawuje.

    - No, stary... niestety, przykro mi, ale twój kot zdechł.

    - Eh, musiałeś tak walić prosto z mostu? Przez ciebie będę miał zepsutą resztę urlopu. Mogłeś mi powiedzieć, że kot siedzi na dachu i nie chce zejść. Później zadzwoniłbym za dwa dni i ty byś powiedział, że spadł z dachu i leży u weterynarza połamany, a kiedy zadzwoniłbym za kolejne dwa dni, powiedziałbyś mi, że mimo największych wysiłków weterynarza mój kociak zdechł. No, ale cóż, stało się, powiedz mi lepiej co tam u mamy?

    - No więc widzisz... Mama siedzi na dachu i nie chce zejść...

  • Jest prawie północ. Mężczyzna kładzie się spać. Nagle łomot do drzwi. Idzie otworzyć, ale nikogo nie ma przed drzwiami. Wraca do łóżka. Po minucie znowu łomot do drzwi. Mężczyzna otwiera. Nikogo. Rozgląda się na wszystkie strony, patrzy na podłogę, a tu krasnoludek stoi.

    - O co chodzi, krasnoludku?

    - Ma pan klej?

    - Przykro mi, ale nie.

    Mężczyzna zamknął drzwi i położył się spać. Parę minut po trzeciej, w środku nocy znowu łomot do drzwi. Mężczyzna otwiera...

    - To ja, krasnoludek, przyniosłem panu klej.

  • Rozmawia ze sobą dwóch kolegów:

    - W jakiej koszuli byłoby mi najbardziej do twarzy?

    - W brzydkiej.

  • Dlaczego Robin Hood?

    Bo mało jadł!

  • Na wąskiej uliczce zatrzymują się dwa samochody, które jechały w przeciwnych kierunkach. Ale żaden z szoferów nie zamierza przepuścić „intruza”. Pierwszy wyciąga gazetę i zaczyna czytać. Po godzinie drugi uprzejmie mówi mu:

    - Jak pan przeczyta gazetę, proszę mi ją pożyczyć.

  • Szybki Gonzalez zabawia się z mężatką w jej domu, gdy nagle słychać pukanie do drzwi. Gonzalez błyskawicznie wyskakuje z łóżka i wypada przez okno, a niewierna żona podchodzi do drzwi.

    - Kto tam? - pyta.

    - To ja, szybki Gonzalez - odzywa się za drzwiami. - Zapomniałem skarpet.

  • - Żebyś wiedział - mówi żona do męża - jak mi się nie chce iść do tych Kowalskich!

    - A mnie, myślisz, się chce? Ale wyobraź sobie jak oni się ucieszą, gdy nie przyjdziemy...

    - Masz rację. Idziemy!

  • Okrzyk, z którego słynie Tarzan, po raz pierwszy wydobył się z jego piersi w dniu, gdy jego ukochaną Jane osaczyło plemię zgłodniałych ludożerców. Zginęłaby niechybnie, gdyby Tarzan nie pospieszył jej z pomocą.

    Uczepiony liany, szybował z drzewa na drzewo, aż wreszcie przeleciał nad głowami kanibali, aby sprzed nosa zabrać im swoją kobietę.

    - Chwyć się liany, Jane! - zwołał do niej. - Liany, Jane! Przecież mówiłem ci, że liany! Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa aaaaaaaaaa!

  • - Ponownie chcę kupić Mercedesa.

    - A co, już kiedyś miałeś?

    - Nie, już raz chciałem...

  • Pewnego dnia żona rybaka złowiła złotą rybkę. Rybka mówi:

    - Powiedz trzy życzenia, a ja spełnię je w zamian za zwrócenie mi wolności. Lecz musisz pamiętać, że wszystkie te życzenia będą trzy razy większe dla twojego męża.

    Na to żona rybaka:

    - Chcę być najbogatsza na świecie.

    - Pamiętaj, że twój mąż rybak będzie trzy razy bogatszy - odpowiada rybka.

    - Chcę być najpiękniejsza na świecie - kontynuuje żona rybaka.

    - Pamiętaj, że mąż twój będzie piękniejszy - przypomina rybka.

    - Tak, tak, pamiętam - odpowiada kobieta.

    Po długiej chwili zastanowienia żona rybaka rzekła:

    - I chcę dostać lekkiego zawału serca!

  • Facet kupił domek jednorodzinny i z tej okazji postanowił urządzić imprezę. Przyszło sporo ludzi, większość zabrała ze sobą swoje psy. Wpuścili je do ogrodu. Po jakimś czasie, jak już wszyscy byli nieźle podpici, wyszli sobie do ogródka, żeby się przewietrzyć. Nagle doberman jednego z gości przynosi w pysku małego białego pudelka, całego w piachu. Facet patrzy przerażony na tego psa i mówi:

    - Boże, co ja teraz zrobię!? Przecież to jest pudel mojego sąsiada, on go niedawno kupił, to jeszcze szczeniak był...

    Jeden z gości wpada na pomysł:

    - To możemy zrobić tak: my tego psa umyjemy, wysuszymy, i podrzucimy do budy i wyjdzie, że niby pies mu sam zdechł.

    Jak pomyśleli, tak zrobili. Następnego dnia do faceta przychodzi jego sąsiad i mówi:

    - Panie, ale tu się dziwne rzeczy dzieją! Pies mi zdechł, ja go zakopałem, a teraz patrzę - czysty w budzie siedzi...

  • Spotyka się dwóch kolegów:

    - Witam cię Kaziu i życzę szczęśliwego Nowego Roku!

    - Oszalałeś? W kwietniu?

    - To już kwiecień? Nigdy jeszcze nie wracałem z sylwestra tak późno.

  • Dwaj służący dźwigają na plecach wielką kamienną tablicę i wyrytymi na niej hieroglifami i mówią:

    - O królu, władca Babilonu przesyła ci pocztówkę z wczasów Mezopotamii.

  • Rozmawiają dwaj kumple w barze.

    - Miałem wczoraj fantastyczny sen. Śniło mi się, że na mecz tenisa zaprosił mnie Pete Sampras. I to był najpiękniejszy moment w moim życiu, bo wygrałem z nim w trzech setach - 6:0,6:0,6:0!

    - Mi natomiast śniło się, że siedzę w barze, gdy nagle podchodzi do mnie cudowna dziewczyna, zakłada mi ręce na szyję i mówi „kocham cię”. Mało tego: w chwilę potem podchodzi do mnie druga, jeszcze większa piękność, i też mi mówi, że mnie kocha! Na tym się jednak nie skończyło, bo przyszły do mnie jeszcze dodatkowe dwie dziewczyny i ostatecznie wszyscy udaliśmy się razem do hotelu.

    - Miałeś do dyspozycji aż cztery dziewczyny i nie pomyślałeś o swoim najlepszym koledze!?

    - Ależ pomyślałem! Dzwoniłem nawet do ciebie do domu, ale twoja matka powiedziała, że poszedłeś grać w tenisa z Samprasem.

  • - Ale się postarzałaś! - wykrzykuje jedna kobieta do drugiej po pięciu latach niewidzenia się.

    - A ja cię poznałam tylko po twojej dawnej sukience! - odwzajemnia się komplementem druga.

  • Łysy do przyjaciela z bujną fryzurą:

    - Mimo wszystko mnie jest lepiej niż tobie. Jeżeli idę do kogoś z wizytą, wystarcza mi, że poprawię tylko krawat.

  • Koledzy rozmawiają o wspólnych znajomych:

    - Kowalskim powodzi się coraz lepiej. Przed laty kupowali jedną niepotrzebną rzecz na rok, a teraz nabywają od sześciu do ośmiu.

  • Rozmawiają dwie przyjaciółki:

    - Już nigdy nie pójdę z mężem na ryby.

    - A co się stało?

    - Początek był fatalny, za głośno rozmawiałam, nie umiałam założyć przynęty, za wcześnie podcięłam rybę...

    - A co było potem?

    - Tragedia! Złowiłam trzy razy tyle ryb, co on!

  • - Pomyśl sobie - zwierza się dziewczyna przyjaciółce - wczoraj oświadczył mi się Karol.

    - Przyznasz, że robi to miło i z wdziękiem...

  • - Ostatni raz się ciebie pytam, oddasz mi te sto złotych, czy nie?

    - Bogu dzięki. Wreszcie się te wieczne pytania skończą.

  • Spotykają się dwie sąsiadki:

    - Z jakiego zwierzaka jest twoje futro?

    - Z małpy.

    - Świetnie w nim wyglądasz, jakbyś się w nim urodziła!

  • - Pożycz mi sto złotych.

    - Życzę ci stu złotych.

  • Idzie facet ulicą. To śmieje się sam do siebie, to znowuż macha ręką. Zaczepia go inny przechodzień:

    - Panie, co się pan tak śmiejesz?

    - A, opowiadam sobie kawały.

    - A dlaczego pan tak ręką machasz?

    - A, bo niektóre znam!

  • Franek kupił sobie na złomowisku starą motorynkę z przyczepką. Wraca zadowolony do domu, bo był to pierwszy od 50 lat jego samodzielny zakup. Spotkał na drodze Mietka - kolegę z lat szkolnych - i mówi:

    - Cześć, Mięciu, wsiadaj tam do tyłu do przyczepki, przewiozę cię.

    Mietek ledwo wsiadł, Franek już ruszył, od razu 30 km/h. Nagle słyszy, Mietek zaczyna się coś z tyłu drzeć. Franek myśli sobie: „pewnie chce jechać szybciej", więc przyśpiesza do 40 km/h. Ale słyszy, że Mietek dalej z przyczepki się drze i to jeszcze głośniej, no to przyśpiesza do 50 km/h. Teraz słyszy już straszny wrzask, myśli sobie: „dobra, przyśpieszę do dechy, niech chłopak ma!" - i przyśpiesza do 70 km/h. Motorynka już mu się rozwala, strasznie się tłucze, a Mietek z tyłu wrzeszczy, jakby go ze skóry obdzierali, więc Franek decyduje się na zatrzymanie pojazdu. Odwraca się Mietka, który szybko wychodzi z przyczepki, i pyta:

    - I co, Mięciu, fajnie się jechało?

    - No fajnie, tylko wiesz, że ta przyczepka to dna nie ma?

  • - Znów chcesz pożyczyć dwie stówy? Dobrze pożyczę ci, ale jeśli nie oddasz mi do środy, pamiętaj, że będzie to ostania pożyczka!

    - W takim razie może pożyczysz mi pięć stów?

  • - Kazik podobno mówi, jakobym był łobuzem.

    - Ależ, stary, nic sobie z tego nie rób. On nie ma własnego zdania. Zawsze powtarza, co mówią inni.

  • Rozmawiają przyjaciółki:

    - Widziałaś Zosię? Ale zbrzydła!

    - Tak, aż przyjemnie patrzeć...

  • - Czy mógłbyś mi zwrócić ten stary dług, teraz kiedy wygrałeś w totka?

    - Nie chciałbym, żeby ludzie mówili, że pod wpływem wygranej zmienił mi się charakter!

  • Rozmawia dwóch kolegów:

    - Czy w tym roku kupiłeś coś pod choinkę?

    - Owszem, udało mi się dostać stojak.

  • Podchmielonemu facetowi na rybach węgorz wszedł do kieszeni.

    Po pewnym czasie poszedł pod drzewko się wysiusiać. Spojrzał w dół i mówi:

    - Tyle lat cię mam, a nie wiedziałem, że masz oczka...

    Potem zauważył, że ma mokre spodnie.

    - Ale jak już masz, kurna, te oczy, to patrz, gdzie sikasz.

  • Podsłuchane na plaży w Sopocie:

    - Wyobraź sobie, Jolka, byłam u doskonałej wróżki, która za seans bierze stówę, i wiesz, co mi powiedziała?

    - Nie ma pojęcia.

    - Że mój mąż mnie zdradza!

    - Kochanie! I za to zapłaciłaś sto złotych? Ja bym ci to za darmo powiedziała.

  • - Jak się panu podoba nasze nowe mieszkanie?

    - Bardzo. Tyle tu ściennych szaf...

    - Jakie szafy? To są pokoje!

  • Dwóch facetów, przyjaciele od dzieciństwa. Jeden z nich jest niestety częściowo sparaliżowany, potrzebuje trochę pomocy w codziennym życiu. Pewnego dnia siedzą u niego na werandzie, sparaliżowany mówi:

    - Wiesz, co, mam pytanie - czy naprawdę jesteś moim przyjacielem?

    - No jasne stary, znamy się od dziecka, wiesz, że zrobiłbym dla ciebie wszystko!

    - Wiem, mój przyjacielu, wiem. Miałbym więc do ciebie małą prośbę, czy przyniósłbyś mi z piętra skarpetki? Robi się trochę chłodno, a jak wiesz, ja nie jestem w stanie tego zrobić.

    - Stary, w ogóle nie ma o czym mówić. Skoczyłbym dla ciebie w ogień.

    - Dziękuje ci, mój przyjacielu.

    Facet idzie na piętro, otwiera drzwi do pokoju, wchodzi i staje oniemiały. Przed oczami rozpościera mu się cudowny widok - dwie córki jego przyjaciela, młode, piękne jak marzenie, ubrane jedynie w bieliznę. Facet nie może oderwać wzroku, targają nim wyrzuty sumienia - w końcu to córki jego najlepszego przyjaciela, w końcu jednak poddaje się instynktom i mówi:

    - Wasz ojciec przysłał mnie, żebym się z wami przespał.

    - Niemożliwe! - mówi jedna.

    - Nieprawdopodobne! - mówi druga.

    - No cóż, jeśli mi nie wierzycie, zaraz wam udowodnię.

    - Facet podchodzi do okna, otwiera je i krzyczy:

    - Obie?!

    - Tak, tak, obie! Dzięki, stary!

  • - Dlaczego przestałeś grywać z Tadkiem w szachy?

    - A ty chciałbyś grać z partnerem, który mądrzy się, wyśmiewa się z twoich posunięć, a jak przegra, to się wścieka?

    - Oczywiście, że nie.

    - No więc on też nie chciał.

  • Złapał wilk zająca.

    - Proszę, proszę wilku, nie zabijaj mnie, zrobię co zechcesz!

    - To zrób mi loda!

    - Nie umiem!

    - Rób loda!!

    - Kiedy nie umiem!!

    - To rób, jak umiesz!

    - Chrup, chrup, chrup

  • Żona ciągle mówi mężowi, że jest idiotą, który nie wie, co to logika. Facet dłużej już tego nie może wytrzymać i postanawia iść do lekarza, żeby mu wreszcie wytłumaczył, co to logika.

    - Wytłumaczę to panu na przykładzie - mówi lekarz. - Ma pan kosiarkę do trawy?

    - Tak - odpowiada facet.

    - A więc ma pan też trawnik, prawda?

    - Prawda.

    - A wiec ma pan też dom, prawda?

    - Prawda.

    - Wyobrażam sobie, że na dom ma pan hipotekę, prawda?

    - Tak, to prawda.

    - I wnioskuję, że ten dom kupił pan razem z żoną, prawda?

    - Też prawda.

    - Czyli logiczne mogę stwierdzić, że jest pan heteroseksualny.

    - Jak najbardziej.

    Po kilku dniach facet spotyka kolegę i chce się pochwalić, że już zna zasady logiki.

    - Nie podam ci definicji, ale wytłumaczę ci na przykładzie. Czy masz kosiarkę do trawy?

    - Nie mam.

    - To dziwne, nie wiedziałem, że jesteś gejem.

  • - Dobrze, że cię widzę. Pożycz mi ze dwieście złotych!

    - Chętnie. Od kogo?

  • Spotykają się dwie przyjaciółki:

    - Wiesz, mój synek ma cztery miesiące i już siedzi!

    - Tak? A za co?

  • Dwaj zmotoryzowani panowie chwalą się swoimi autami:

    - Mój samochód jest w pełni zautomatyzowany. Naciskam guzik - otwierają się klapki świateł przeciwmgłowych, naciskam drugi - włącza się telewizja satelitarna.

    - Mój też ma niezłą automatykę. Gdy zamykam lewe drzwi, otwierają się prawe, a gdy zamykam drzwi tylne - otwiera się bagażnik!

  • Kolega do kolegi:

    - ...i jak? Fajna ta twoja dziewczyna w łóżku?

    - ...w sumie to nie wiem - jedni mówią że fajna, inni że niefajna...

  • Ziewająca solenizantka nie jest zadowolona z tego, że goście zasiedzieli się u niej zbyt długo. Nagle dzwoni telefon. Pani domu podnosi słuchawkę, przez chwilę słucha, po czym odkłada ją i oznajmia:

    - Dzwonili ze straży pożarnej. Mówili, że w domu któregoś z was wybuchł pożar. Niestety, nie dosłyszałam u kogo...