Dowcipy i kawały

Pokaż wszystkie dowcipy:

  • Do ruszającego z przystanku autobusu podbiega mężczyzna i krzyczy:

    - Ludzie, zatrzymajcie ten autobus, bo się spóźnię do pracy!

    - Panie kierowco - wołają pasażerowie - niech pan stanie! Jeszcze ktoś chce wsiąść!

    Kierowca zatrzymuje autobus, mężczyzna zadowolony wsiada i mówi z ulgą:

    - No, to nie spóźniłem się do pracy... Bilety do kontroli proszę!

  • Kowalski w przerwie obiadowej rozwija kanapkę, stwierdza że jest z dżemem i wyrzuca ją do kosza. Następnego dnia robi tak samo, a trzeciego dnia nawet nie rozwinął kanapki, tylko od razu wyrzucił. Obserwujący to wszystko kolega nie wytrzymuje i mówi:

    - Co ty, Czesiek, czemuś nie rozpakował kanapki, skąd wiesz, że to nie z szynką albo kiełbasą?

    Kowalski na to:

    - Na pewno z dżemem, przecież sam robiłem.

  • W pośredniaku:

    - Co pan może robić?

    - Mogę kopać.

    - A co jeszcze?

    - Mogę nie kopać.

  • Dyrektor do pracownika:

    - Panie, pan wszystko robi powoli: myśli pan powoli, pisze powoli, powoli mówi, powoli się porusza! Czy jest coś, co pan robi szybko?

    - Tak, szybko się męczę...

  • Sekretarka do szefa:

    - Panie dyrektorze, sms przyszedł...

    - Niech wejdzie.

  • Kowalski wpada do biura, jak go Pan Bóg stworzył, na głowie kapelusz, w ręku teczka. Kierownik krzyczy:

    - Czyście Kowalski zwariowali, nago do pracy?!

    - Panie kierowniku, bo to było tak: byłem na balandze u mojej znajomej. W pewnym momencie gaśnie światło i słychać hasło - krawaty na żyrandol. Światło się zapala, wszystkie krawaty na żyrandolu. Gaśnie światło, hasło - panie do naga. Zapala się, wszystkie panie nago. Znowu gaśnie światło, hasło - panowie do naga. Zapala się - panowie nago. Gaśnie po raz kolejny, hasło panowie do roboty... No to złapałem teczkę i kapelusz i przybiegłem.

  • Podczas przyjmowania nowego pracownika:

    - Jak długo był pan w poprzednim zakładzie?

    - Dziesięć lat.

    - Opuścił go pan wskutek wypowiedzenia?

    - Nie, dzięki amnestii...

  • Do urzędu pracy przychodzi facet i pyta:

    - Czy znalazłaby się dla mnie jakaś praca?

    - Oczywiście, pensja 10 tysięcy, samochód służbowy i komórka z nieograniczonym pakietem minut...

    - Pani chyba żartuje?

    - Tak, ale to pan zaczął.

  • Dyrektor pyta nową sekretarkę:

    - Czy w poprzedniej pracy spotkało panią coś strasznego?

    - Nie, a dlaczego pan pyta?

    - Bo zauważyłem, że pani się strasznie boi pracy.

  • W państwowym zakładzie nastał nowy dyrektor. Zwołał zebranie wszystkich pracowników i ogłosił:

    - Od teraz nastają nowe porządki:

    - Sobota i niedziela są wolne, bo to weekend.

    - W poniedziałek odpoczywamy po weekendzie.

    - We wtorek przygotowujemy się psychicznie do pracy.

    - W środę pracujemy.

    - W czwartek odpoczywamy po pracy.

    - W piątek przygotowujemy się do weekendu. Czy są jakieś pytania?

    - Długo będziemy tak zapieprzać?

  • Kandydat na pracownika pyta:

    - A ile będę zarabiał?

    - Na początek siedemset złotych, a później więcej.

    - Dobrze, to ja przyjdę później.

  • Do szefa przychodzi pracownik.

    - Chcę dostać jak najszybciej podwyżkę! Biją się o mnie trzy inne firmy.

    - A mógłby mi pan zdradzić, które?

    - Elektrownia, gazownia i telekomunikacja.

  • Trzy prawdy na temat pracy:

    - Żadna praca nie hańbi, ale każda męczy.

    - Praca uszlachetnia, lenistwo uszczęśliwia.

    - Pójdziesz szukać pracy, a znajdziesz zawód.

  • Poszkodowany pyta strażaka:

    - Dlaczego już pan odjeżdża? Przecież jeszcze pan nie ugasił całego pożaru!?

    - Niech pan z pretensjami zgłasza się do mojego komendanta!

    - Ja chciałem pracować na całym etacie, a on dał mi tylko pół...

  • Do gabinetu dyrektora firmy wszedł podwładny akurat w tym momencie, kiedy na kolanach szefa siedziała sekretarka.

    - Panie dyrektorze - rzekł - pragnę pana powiadomić, że idzie tu pańska żona, a przy okazji poprosić o podwyżkę.

  • Dyrektor wchodzi rano do sekretariatu i pyta:

    - Jaki to dzisiaj mamy dzień, panno Madziu?

    - Niepłodny, panie dyrektorze, niepłodny...

  • Szef do sekretarki:

    - Dlaczego spóźniła się pani do pracy?

    - Za późno wyszłam z domu.

    - A dlaczego nie wyszła pani wcześniej?

    - Bo już było za późno, żeby wyjść wcześniej.

  • Pewien bezrobotny starał się o stanowisko sprzątacza w Microsofcie. Dyrektor personalny przyjmuje go i każe zaliczyć test zamiatania podłogi, po czym stwierdza:

    - Jesteś przyjęty, daj mi swój e-mail, wyślę ci formularz do wypełnienia oraz datę i godzinę, na którą masz się stawić w pracy.

    Zrozpaczony człowiek odpowiada:

    - Nie mam komputera, ani tym bardziej e-maila...

    Wtedy personalny mówi, że jest mu przykro, ale ponieważ nie ma e-maila, więc wirtualnie nie istnieje, a ponieważ nie istnieje, więc nie może dostać tej pracy. Człowiek wychodzi przybity; w kieszeni ma tylko 10 dolarów i nie wie, co ma zrobić...

    Przechodzi koło supermarketu. Postanawia kupić dziesięciokilową skrzynkę pomidorów. Potem chodząc od drzwi do drzwi sprzedaje cały towar po 2 dolary za kilogram i w ciągu dwóch godzin podwaja swój kapitał. Powtarza tę transakcję jeszcze trzy razy i wraca do domu z 60 dolarami w kieszeni. Uświadamia sobie, że w ten sposób może z powodzeniem przeżyć. Wychodzi z domu coraz wcześniej, wraca coraz później i tak każdego dnia pomnaża swój kapitał.

    Wkrótce kupuje wóz, później ciężarówkę, a po jakimś czasie posiada całą kolumnę samochodów dostawczych. Po pięciu latach mężczyzna jest właścicielem jednej z największych sieci dystrybucyjnych w Stanach. Postanawia zabezpieczyć przyszłość swojej rodziny i wykupić polisę ubezpieczeniową. Wzywa agenta ubezpieczeniowego, wybiera polisę i wówczas agent prosi go o adres e-mail, aby mógł wysłać mu propozycję kontraktu. Mężczyzna odpowiada wtedy, że nie ma e-maila.

    - Niesamowite - zdumiewa się agent. Nie ma pan e-maila, a zbudował pan to imperium? Niech pan sobie wyobrazi, czego dokonałby, gdyby go pan miał!

    Mężczyzna zamyślił się i odpowiada:

    - Do dziś zamiatałbym w Microsofcie!

    Morał nr 1 tej historii:

    - Internet nie jest rozwiązaniem dla problemów twojego życia.

    Morał nr 2 tej historii:

    - Nawet jeśli nie masz e-maila, a pracujesz wytrwale, możesz zostać milionerem.

    Morał nr 3 tej historii:

    - Jeśli dostałeś tę historię przez e-mail, to znaczy, że jesteś bliżej sprzątacza niż milionera...

  • Dyrektor firmy skarży się koledze:

    - Musiałem zwolnić tę sekretarkę, która tak ci się podobała.

    - Dlaczego?

    - Nie miała pojęcia o ortografii. Co chwilę prosiła, żebym jej literował jakiś wyraz i w końcu miałem już dość tego nieustannego zaglądania do słownika.

  • Ogromny, wielopiętrowy dom handlowy, w którym można kupić wszystko. Szef przyjmuje do pracy nowego sprzedawcę i daje mu jeden dzień okresu próbnego, aby go przetestować. Pod koniec dnia, już po zamknięciu sklepu, szef wzywa nowego sprzedawcę do biura:

    - No, to ile zrobił pan dziś transakcji? - pyta sprzedawcę.

    - Jedną, szefie.

    - Co? Jedną?! Nasi sprzedawcy mają średnio od sześćdziesięciu do siedemdziesięciu transakcji w ciągu dnia! Co pan robił przez cały dzień?! A właściwie to ile pan utargował?

    - Trzysta osiemdziesiąt tysięcy dolarów.

    Szefa zatkało.

    - Trzy...sta osiem...dziesiąt tysięcy? Na Boga, co pan sprzedał?!

    - No, na początku sprzedałem mały haczyk na ryby...

    - Haczyk na ryby? Za trzysta osiemdziesiąt tysięcy?

    - Potem przekonałem klienta, żeby wziął jeszcze średni i duży haczyk. Następnie przekonałem go, że powinien wziąć jeszcze żyłkę. Sprzedałem mu trzy rodzaje: cienką, średnią i grubą. Wdaliśmy się w rozmowę i spytałem, gdzie będzie łowić. Powiedział, że na Missouri, dwadzieścia mil na północ. W związku z tym sprzedałem mu jeszcze porządną wiatrówkę, nieprzemakalne spodnie i rybackie gumowce, ponieważ tam mocno wieje. Przekonałem go też, że na brzegu ryby nie biorą, no i tak poszliśmy wybrać łódź motorową. Spytałem go, jakie ma auto i wydusiłem z niego, że zbyt małe, aby przewieźć łódź, w związku z czym sprzedałem mu przyczepę...

    - I wszystko to sprzedał pan człowiekowi, który przyszedł sobie kupić jeden jedyny haczyk na ryby?!

    - Niezupełnie... On przyszedł po podpaski dla swojej żony. Zaproponowałem mu, że skoro w weekend nici z seksu, to może pojechałby przynajmniej na ryby...

  • Świeżo upieczony właściciel przedsiębiorstwa ma pretensje do pracownika marketingu, że zbyt wiele pieniędzy wydał na reklamę.

    - Ja osobiście nie wierzę w siłę reklamy - kończy swój wywód.

    - Proszę wybaczyć, dyrektorze, ale trudno mi się z tym zgodzić. Czy słyszał pan, jak gdacze kura, gdy zniesie jajko?

    - Oczywiście!

    - A czy kaczka kwacze po zniesieniu jajka?

    - Chyba nie...

    - A gęś?

    - Nie.

    - Otóż to! I dlatego wszyscy kupujemy jajka kurze, a nie kacze czy gęsie!

  • Interesant przychodzi do instytucji:

    - Chciałbym rozmawiać z szefem.

    - Szefa nie ma - odpowiada sekretarka.

    - Ależ widziałem go przed chwilą w oknie!

    - Być może, ale on zobaczył pana pierwszy.

  • - Panie kierowniku, chciałbym z panem porozmawiać w trzy oczy.

    - Jak to w trzy? Chyba w cztery oczy?

    - Nie, tylko w trzy. Bo na to, co zaproponuję, trzeba będzie jedno oko przymknąć.

  • Szef wchodzi do hali fabrycznej i powiada do jednego z robotników:

    - W tym tygodniu już trzeci raz widzę, że pan nie pracuje. Dlaczego tak się dzieje?

    - Ponieważ pan kierownik ma buty na miękkiej podeszwie!

  • Rozmawiają dwaj koledzy z pracy:

    - Stefan, dlaczego szef jest na ciebie taki zły od tygodnia?

    - Tydzień temu była impreza zakładowa i szef wzniósł toast

    „Niech żyją pracownicy!". I ja zapytałem „Tak? A z czego?”.

  • Dwóch kiblonurków oczyszcza kanalizację, majster co chwila zanurza się i wypływa z szamba, prosząc o klucze:

    - Kazik, szóstka!

    - Kazik, czternastka!

    - Kazik, piętnastka!

    Po skończonej robocie majster mówi:

    - Ucz się, Kaziu, bo całe życie będziesz klucze podawał.

  • Domokrążcy udało się przekonać kobietę, żeby pozwoliła mu na prezentację najnowszego modelu odkurzacza.

    - Szanowna pani, przysięgam, że osobiście zjem to, czego nie zbierze ta maszyna - oświadczył, rozsypując na dywanie fusy od kawy, trochę kurzu, papierów i pół kosza odpadków.

    - Nie czekając na pokaz, kobieta ruszyła w głąb domu.

    - Halo, proszę pani, przecież zaraz zaczynamy! Dokąd pani idzie?

    - Do kuchni, po łyżkę dla pana. Od wczorajszej burzy nie mamy jeszcze w domu prądu.

  • Ogłoszenie w gazecie:

    „W wieku 81 lat zmarł James Collins, właściciel sieci kin Mulitifilm. Uroczystości pogrzebowe odbędą się w piątek o godzinie 12.15, 14.20, 16.45, 18.30, 20.15 i 22.45”.

  • W miejskim zoo padł goryl. Rozpoczęto starania o sprowadzenie nowego, ale ponieważ zajmuje to trochę czasu, kierownictwo zamieściło ogłoszenie, że przyjmie pozoranta. Zgłosił się facet i wyjaśniono mu, co ma robić. Huśtał się więc w przebraniu goryla codziennie, aż razu pewnego przesadził i przeleciawszy nad ogrodzeniem, wpadł do klatki z lwem.

    Spanikowany facet biega od kraty do kraty i drze się:

    - Lew, lew, ratunku!

    Lew patrzy z przerażeniem i pewnej chwili nie wytrzymuje:

    - Ty, cicho bądź, bo nas obu z roboty wywalą!

  • - Całą noc nie spałem - skarży się księgowy koledze.

    - A próbowałeś liczyć barany?

    - Tak i to właśnie było najgorsze! W którymś momencie zorientowałem się, że pomyliłem się w rachunkach i do białego rana sprawdzałem, gdzie zrobiłem błąd.

  • Pracownik do kierownika:

    - Ja pracuję tu na pół etatu, więc proszę krzyczeć na mnie półgłosem!

  • Szefie - powiada pracownik - pracuję u pana już pięć lat, a jeszcze ani razu nie upomniałem się o podwyżkę...

    - I właśnie dlatego pan dalej pracuje...

  • Idzie dwóch hydraulików po schodach, bo winda zepsuta. Idą na ostatnie piętro. Po chwili jeden mówi do drugiego:

    - Mam dobrą i złą wiadomość, którą wolisz najpierw?

    - Dobrą.

    - Zostało nam jeszcze tylko jedno piętro. A zła wiadomość: pomyliliśmy bloki.

  • Szef do sekretarki:

    - Ma pani dziś wolny wieczór?

    - Tak, oczywiście, panie dyrektorze.

    - To proszę się wyspać i jutro choć raz nie spóźnić się do pracy.

  • Hydraulik przybywa z kilkugodzinnym opóźnieniem na miejsce awarii.

    - No i jak sobie radziliście? - pyta właścicieli zalanego wodą domu.

    - Nieźle. Czekając na pana nauczyliśmy dzieci pływać.

  • - I co nam pan powie po 35 latach pracy tutaj? - pyta dyrektor urzędu pocztowego przechodzącego na emeryturę listonosza na uroczystym przyjęciu pożegnalnym.

    - Nie wysyłajcie mi emerytury w listach, będę się zgłaszał po pieniądze osobiście!

  • Pracownik do szefa:

    - Proszę wybaczyć, dyrektorze, ale w tym roku nie dostałem jeszcze premii...

    - Wybaczam panu.

  • Przychodzi facet do perfumerii i prosi o mydło. Sprzedawca zachwala jedno z najlepszych i zarazem najdroższych.

    - Ile kosztuje to mydło?

    - 70 złotych - odpowiada sprzedawca.

    - A może poleci pan coś tańszego?

    Sprzedawca pokazuje mydło za 50 zł. Facet krzywi się i prosi tańsze. I znów sprzedawca pokazuje tańsze, za 20 zł. Facet znów krzywi się i prosi o jeszcze tańsze. Zdenerwowany sprzedawca wyjmuje najtańsze mydło, jakie znajduje się na sklepowych półkach - za 10 zł. Klient zastanawia się, ogląda mydło i znów prosi o jeszcze tańsze. Sprzedawca przeprasza na chwilę, idzie na zaplecze przynosi dużą kostkę szarego mydła.

    - A ile kosztuje to mydło? - pyta facet.

    - Dwa złote.

    - Poproszę w takim razie połowę tej kostki. Sprzedawca będący już u kresu wytrzymałości nerwowej idzie na zaplecze, kroi kostkę na pół, elegancko pakuje połowę mydła i szykuje jeszcze prezent dla klienta.

    Zdziwiony facet pyta:

    - A cóż to za prezent, szanowny panie?

    - Prezerwatywa, żebyś się pan nie rozmnażał!

  • Wchodzi sekretarka do gabinetu szefa.

    - Mam dla pana złą wiadomość...

    - Panno Jolu - protestuje szef - ale dlaczego ma pani dla mnie zawsze złe wiadomości? Nie mogłaby pani przynajmniej raz powiedzieć mi czegoś dobrego?

    - No dobrze, niech będzie dobra wiadomość - zgadza się sekretarka. - Nie jest pan bezpłodny...

  • W jednym z zakładów ogłoszono konkurs na stanowisko dyrektora do spraw ekonomicznych. Zgłosiło się kilku kandydatów: pierwszy ukończył ekonomię w Oksfordzie, drugi miał dyplom szkoły handlowej i 30 lat praktyki, trzeci natomiast dopiero co ukończył studia. Kto wygrał konkurs?

    Zięć dyrektora naczelnego.

  • Kowalski odbiera rano telefon:

    - Halo, dzień dobry, czy pan zamawiał budzenie na siódmą?

    - Tak - odpowiada zaspany.

    - No to szybciutko, szybciutko, bo już dziewiąta....

  • Zdenerwowany murarz krzyczy do kierownika budowy:

    - Panie kierowniku, zawalił się blok, który wczoraj kończyliśmy!

    - Cholera! - wścieka się majster. - A mówiłem, żeby nie zdejmować rusztowań przed przyklejeniem tapet!

  • Na budowie:

    - Panie majster, która godzina?

    - A wiesz, Mietek, ja też bym się napił!

  • Dwaj pracownicy rozmawiają na korytarzu, obok nich przechodzi nowa sekretarka - bardzo atrakcyjna dziewczyna. Odprowadzając ją wzrokiem, jeden z pracowników wzdycha:

    - Ale sztuka!

    - Czworo dzieci - odpowiada drugi.

    - Ona ma czworo dzieci? Niemożliwe!

    - Nie ona. Ty.

  • - Ma pan szczęście - mówi urzędnik. - Dzisiaj było u mnie dziesięciu interesantów, ale wszystkich odesłałem z kwitkiem.

    - Wiem, wiem, proszę pana - odpowiada interesant. - Wszystko się zgadza, bo to ja byłem tymi dziesięcioma interesantami.

  • Obnośny sprzedawca zaczepia mężczyznę na ulicy:

    - Czy nie zechciałby pan kupić szczoteczki do zębów za 50 złotych?

    - Tyle pieniędzy za szczoteczkę? - oburza się przechodzień. - Chyba pan zwariował!

    - A może ma pan ochotę na ciasteczko za 2 grosze? - proponuje sprzedawca.

    - Taką cenę to rozumiem - rozpromienia się klient. Kupuje ciastko, lecz jego zadowolenie znika już po pierwszym kęsie: - Panie, przecież to smakuje jak gówno!

    - Bo to jest gówno - spokojnie wyjaśnia sprzedawca. - A teraz może tak szczoteczkę do zębów za 50 złotych?

  • Do gabinetu dyrektora wpada bez pukania jego podwładny. Wylewa dyrektorowi kawę na koszulę, pokazuje mu język, obcina krawat i wygarnia wszystko, co mu przez lata pracy leżało na wątrobie. W tym momencie do gabinetu wpadają koledzy desperata.

    - Stasiu, Stasiu! To był żart, wcale nie wygrałeś w totka!

  • Przychodzi budowlaniec do majstra:

    - Panie majster, łopata mi się złamała.

    - To oprzyj się o betoniarkę.

  • Japończyk przyjechał na praktykę do polskiej fabryki. Zaraz po zapoznaniu się z technologią produkcji zabrał się do roboty przy maszynie. Zanim jednak zaczął pracę, odmówił coś w rodzaju modlitwy. Potem zaś pracował z tak błyskawiczną szybkością, że do południa wykonał 500 procent obowiązującej w fabryce normy. Robotnicy próbowali dowiedzieć się, co zawiera tajemnicza modlitwa, podejrzewali bowiem, że ma ona związek z olbrzymią wydajnością gościa z Japonii.

    Na drugi dzień Japończyk znów zaczął pracę od modlitwy, ale tym razem Polacy nagrali ją na taśmę. Po przetłumaczeniu tekstu usłyszeli:

    - Drodzy polscy przyjaciele. Bardzo was przepraszam, przyjechałem do Polski jako gość tej fabryki, więc wybaczcie mi, że nie biorę udziału w waszym strajku.

  • Lekarz widzi, jak nauczyciel liczy otrzymaną pensję, śliniąc palce.

    - To bardzo niehigieniczne, nie boi się pan zarazków?

    - Z mojej pensji nie mogłyby wyżyć nawet zarazki...

  • Personalny przychodzi do szefa z pokaźnym plikiem dokumentów:

    - Zrobiłem wstępną selekcję. To są dokumenty osób spełniających wszystkie kryteria.

    Szef bierze papiery, odmierza połowę i wyrzuca do kosza. Drugą część oddaje podwładnemu:

    - Z tymi kandydatami się spotkamy.

    Osłupiały personalny pyta:

    - Jak to?... Ależ oni wszyscy spełniają kryteria...

    - Proszę pana - przerywa szef - nam tu nie potrzeba ludzi, którzy mają pecha.

  • Chodzą dwaj robotnicy po terenie zakładu. Nagle jeden z nich odwraca się i rozdeptuje ślimaka.

    - Czemuś go rozdeptał? - pyta kolega.

    - Aaa, bo już nie wytrzymałem! Cały dzień łaził za mną krok w krok!

  • Dwaj znajomi spotykają się na ulicy.

    - Podobno twój syn ciągle jeszcze nie skończył medycyny.

    - Skończył, tylko teraz robi specjalizację.

    - Jaką?

    - Medycynę pracy.

    - No popatrz, nareszcie ktoś uznał, że praca jest chorobą!

  • Dwie sąsiadki rozmawiają o kłopotach życia codziennego.

    - Mam tylko rentę, a mąż chudziutką emeryturę - mówi jedna.

    - Jezus, Maria! - woła druga przerażona. - To z czego wy żyjecie?

    - Na szczęście syn jest bezrobotny...

  • Na budowie robotnik taszczy na plecach dwa worki cementu. Spotyka go majster i pyta:

    - Nie lepiej byłoby na taczce?

    - Może i lepiej, ale kółko gniecie w plecy.

  • Szef do Kowalskiego:

    - Kowalski, lubi pan spocone dziewczyny?

    - No, nie bardzo...

    - A ciepłe piwo?

    - Też nie.

    - To załatwione, ma pan urlop w listopadzie!

  • Do dużej firmy przyjmują kilku kanibali. Właściciel firmy wygłasza do nich krótka mowę powitalną.

    - Panowie! Płacimy dobrze, mamy stołówkę firmową - jeśli ktoś jest głodny, dają tam świetne obiady. Bardzo was proszę o dostosowanie się do tych zwyczajów, i nie niepokoić mi innych pracowników!

    Kanibale przytakują, że zrozumieli i wszystko gra. Po kilku tygodniach właściciel znowu wzywa kanibali do siebie i mówi:

    - Jestem bardzo zadowolony z waszej pracy, spisujecie się na medal. Ale mam jeden problem - od wczoraj wszystkie biura są nieposprzątane. Wygląda na to, że gdzieś zniknęła jedna ze sprzątaczek. Wiecie coś może na ten temat?

    Kanibale zarzekają się, że w życiu, nic, zielonego pojęcia nie mają, co mogło się stać. Właściciel wychodzi, a naczelny kanibal mówi do pozostałych:

    - Który kretyn zeżarł sprzątaczkę?

    Jeden niechętnie podnosi rękę...

    - Idioto! - ryczy naczelny kanibal. Przez miesiąc jedliśmy dyrektorów, kierowników, marketingowców i product managerów nikt się nie zorientował! A ty musiałeś zeżreć akurat sprzątaczkę?!

  • Przedstawiciel handlowy puka do drzwi. Otwiera mu kobieta.

    - Dzień dobry, uszanowanie, łaskawa pani. Czy pozwoli pani, że przedstawię jej nasz najnowszy hit z dziedziny urządzeń gospodarstwa domowego, o którym pani sąsiadka twierdzi, że nie może sobie pani na niego pozwolić?

  • Główny Urząd Ceł postanowił przeprowadzić ankietę wśród celników na temat łapówkarstwa. Jedno z pytań zadawanych przez komisję brzmiało:

    „Ile czasu potrzebujesz, aby z łapówek kupić BMW?”

    Celnik na polsko-niemieckiej granicy odpowiada:

    - Dwa, trzy miesiące.

    Celnik na polsko-czeskiej granicy:

    - No, z pół roku.

    Celnik ze ściany wschodniej po dłuższym zastanowieniu:

    - Dwa, trzy lata.

    Komisja zadziwiona:

    - Tak długo?

    - Chłopaki, nie przesadzajcie, BMW to w końcu duża firma.

  • Szef zwalnia pracownika i na zakończenie mówi:

    - Byłeś dla mnie jak syn - leniwy, niewdzięczny i bezczelny.

  • Na nowym placu budowy majster staje przed brygadą:

    - Musicie chłopaki budować solidnie, zgodnie z planem, bez marnotrawstwa, po prostu najlepiej jak potraficie, bo budujecie dla siebie.

    - A co tu będzie, panie majster?

    - Izba wytrzeźwień.