Dowcipy i kawały

Pokaż wszystkie dowcipy:

  • W spółdzielni rolniczej odbywa się narada. Przewodniczący otwiera zebranie:

    - Dzisiaj musimy omówić dwa zagadnienia: pierwsze to budowa nowej chlewni, drugie to budowa socjalizmu w Polsce. Ponieważ nie mamy żadnych materiałów na budowę chlewni i nie wiadomo, kiedy je dostaniemy, zajmiemy się od razu zagadnieniem drugim.

  • Polak z tobołkiem w ręku przekracza granicę z NRD. Zostaje zatrzymany przez straż graniczną. Jeden z żołnierzy pyta, co ma w torbie. Polak spokojnie odpowiada, że meble. Zdziwieni strażnicy zaglądają do tobołka, a tam... kilka pistoletów, noże granaty.

    - Co wy opowiadacie o jakichś meblach?! - zwracają się do Polaka.

    - Takie meble, jaki pokój - kwituje Polak.

  • Zając ucieka ze Związku Radzieckiego do Polski. Na granicy spotyka polskiego zająca, który pyta:

    - Co tak zwiewasz? Trzęsiesz się cały, jesteś zziajany i spocony. Co się stało?

    - Kastrują wielbłądy!

    - To co się martwisz, przecież ciebie to nie dotyczy.

    - No tak, ale zanim zdążysz się wytłumaczyć...

  • Po locie Gagarina w kosmos, w 1961 roku:

    - Panie majster, Ruskie w kosmos polecieli!

    - Wszystkie?

    - Nie, jeden!

    - To co mi dupę zawracasz, podaj młotek.

  • Do obiegu wprowadzono znaczki z podobizną Bieruta. Po jakimś czasie Bierut wzywa ministra poczty i pyta, czy nowe znaczki podobają się.

    - Bardzo, panie prezydencie - słyszy w odpowiedzi.

    - Przyklejają się dobrze?

    - No, nie bardzo, podobno coś z klejem nie tak.

    - To dziwne, sam sprawdzałem i wszystko było dobrze.

    - Tak - tłumaczy minister - ale ludzie plują nie z tej strony.

  • Do spółdzielni przyjechał inspektor partyjny z powiatu. Po jedzeniu gospodarstwa zwraca się do jednego z rolników:

    - Dzisiaj mija rok od założenia waszej spółdzielni. To świetna okazja, aby uczcić tę rocznicę. Dlaczego nie zabijecie, na przykład, wieprzka lub paru kurczaków?

    - A cóż te zwierzęta temu winne? - rolnik na to.

  • W autobusie Kowalski pyta Nowaka:

    - Czy wiesz, jaka jest różnica miedzy papierem toaletowym a rządem?

    - Nie mam pojęcia.

    - Niczym się nie różnią, bo jedne i drugi jest do dupy.

    Na to z sąsiedniego siedzenia wstaje tajniak i pyta:

    - To może mi pan odpowie, jaka jest różnica między panem a autobusem?

    - Nie wiem - stwierdza Kowalski.

    - Taka, że autobus pojedzie dalej, a pan pójdzie ze mną.

    - Ależ proszę pana - mówi Kowalski - ja mówiłem o rządzie włoskim!

    - Dobrze, dobrze! Od wielu lat pracuję w UB i doskonale wiem, który rząd jest do dupy.

  • W pociągu towarzystwo opowiada sobie kawały polityczne. W tym samym przedziale siedzi oficer radziecki, który także zostaje poproszony o opowiedzenie jakiegoś dowcipu. Oficer zgadza się jedynie na zagadkę:

    - Kto budował kanał Wołga - Don, czy wiecie państwo?

    Nikt nie wie.

    - Wały prawobrzeżne usypywali ci, którzy opowiadali polityczne kawały, natomiast lewobrzeżne ci, którzy tych dowcipów słuchali.

  • Po powrocie ze szkoły syn zwraca się do ojca:

    - Tato, pani w szkole tłumaczyła nam dzisiaj, co to jest sejm, rząd i partia, ale ja prawie nic z tego nie zrozumiałem. Może ty mi to wyjaśnisz?

    Po dłuższej chwili namysłu ojciec mówi:

    - Najlepiej będzie, synku, jak ci to wytłumaczę na przykładzie naszej rodziny. Otóż: sejm to jest władza ustawodawcza - w domu to ja, bo ja wydaję wszystkie polecenia; mama je wykonuje - i to jest władza wykonawcza, jak rząd...

    - No, a partia? - pyta dociekliwy syn.

    - Widzisz, z partią to jest jak z babcią - niedowidzi, niedosłyszy, a do wszystkiego się wtrąca.

  • Każdego ranka, w drodze do pracy, pracownik UB spotyka tego samego człowieka, który mówi mu "dobry wieczór". Po paru dniach ubek nie wytrzymuje i zaczepia mężczyznę, pytając:

    - Dlaczego co rano witacie mnie wieczornym pozdrowieniem?

    - Wiem kim jesteście i co robicie, więc jak was widzę, to robi mi się ciemno przed oczami.

  • - Nienawiść, strach, nadzieja - to właśnie uczucia, którymi trzeba żywić naród! - wyjaśnia instruktor na partyjnym zebraniu szkoleniowym. - Towarzysze, czy zauważacie działanie tej metody na przykładzie naszego kraju?

    - Tak - odzywa się głos z ostatnich rzędów. - Straszymy nasz naród Amerykanami, wpajamy nienawiść do nich, a naród i tak ma nadzieją, że ci Amerykanie kiedyś przyjadą.

  • Na konferencji naukowej w Londynie polski specjalista od rolnictwa wyjaśnia wspaniałe rezultaty uspołecznionej uprawy ziemniaków w Polsce:

    - U nas już w trzy tygodnie po zasadzeniu ziemniaki są spożywane.

    - Ależ to niemożliwe! - wołają zachodni fachowcy od rolnictwa.

    - Możliwe, możliwe. Panowie po prostu nie wiedzą, co to głód!

  • Dziennikarz telewizyjny robi sondę uliczną i pierwszemu napotkanemu przechodniowi zadaje pytanie:

    - Czy pracowałby pan dla "Solidarności"?

    - Nigdy!

    - A dla rządu?

    - O, bardzo chętnie!

    - A dla partii?

    - Z całych sił, z wielkim poświęceniem, nawet w niedziele i święta!

    - To piękna postawa - mówi reporter. - A jaki jest pana zawód?

    - Jestem grabarzem...

  • Sołtys przychodzi do chłopa i namawia go, by dał chociaż trzy tysiące złotych w ramach pożyczki na modernizację wsi. Chłop nie bardzo daje się przekonać:

    - Tyle pieniędzy... a jak przepadną?

    - Nie bój się, gwarancją jest prezydent Bierut - mówi sołtys.

    - Ale on przecież nie będzie żył wiecznie - chłop na to.

    - Za Bierutem stoi jeszcze Stalin - ciągnie dalej sołtys.

    - Och, on jest już tak stary... - mówi chłop.

    - No dobrze, ale zostaje jeszcze Związek Radziecki jako gwarant pożyczki - próbuje sołtys.

    - No niby tak, ale przecież wiadomo z historii, że wiele mocarstw upadło...

    - No to powiedz mi, czy choćby to właśnie nie jest dla ciebie warte tych paru tysięcy złotych?! - pyta nieco już zirytowany sołtys.

  • Pacjent skarży się lekarzowi:

    - Panie doktorze, mam rozstrojenie jaźni: co innego myślę, co innego mówię, jeszcze co innego robię! Niech mi pan pomoże.

    - Przykro mi, proszę pójść do kliniki rządowej, bo ja partyjnych nie leczę.

  • Ksiądz chodzi po kolędzie. Puka do Nowaka, który nie bardzo chce księdza przyjąć.

    - Komunista? - pyta ksiądz.

    - Tak.

    - Samochód macie?

    - Nie, nie mam.

    - Może rower macie? - dopytuje się dalej ksiądz.

    - Też nie mam.

    - To może przynajmniej oszczędności?

    - I tego nie mam - odpowiada Nowak.

    - To jaki z was komunista!? Zwykły bezbożnik jesteście.

  • - Jaka jest różnica między wieżą Eiffla a Pałacem Kultury i Nauki?

    - Jak między "Soir de Paris" a pissoir de Varsovie.

  • Delegat partii z centrali przyjechał na wieś, by przekonać chłopów o korzyściach kolektywizacji. Po zebraniu w gminie nawołuje chłopów do zapisywania się do PZPR.

    - Zapiszecie się do nas? - pyta stojącego obok starszego chłopa.

    - Nie - odpowiada zapytany.

    - Dlaczego?

    - Zostanę ludowcem. Bo mój pradziad był ludowcem, dziad był ludowcem i ojciec też.

    - No tak, ale gdyby wasz pradziad był złodziejem, dziad i ojciec także... - próbuje przekonać delegat.

    - Wtedy zapisałbym się do tej waszej partii.

  • - Dlaczego wokół Pałacu Kultury drzewka rosną tak rzadko?

    - Żeby partyzanci się tam nie wdarli.

    - Dlaczego te drzewka owinięto taśmą?

    - Żeby przed pierwszym ludzie nie zjedli kory.

  • W 1956 roku, w swoich ostatnich dniach w Polsce, Rokossowski bardzo posiwiał. Udał się więc po radę do fryzjera. Fryzjer mu na to:

    - Trzeba wyrywać.

    - Po jednym?

    - Nie, stąd, z Polski.

  • Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego ogłosiło konkurs na najlepszy kawał polityczny.

    Wyznaczono nagrody:

    I - pięć lat obozu pracy;

    II - trzy lata.

    Przyznanych będzie również kilka nagród pocieszenia - od roku do sześciu miesięcy obozu pracy.

  • Do sklepu papierniczego przychodzi brudny, niechlujnie ubrany klient:

    - Czy są portrety Lenina? - pyta sprzedawcę.

    - Są.

    - A portrety Stalina?

    - Także są.

    - To poproszę po dziesięć sztuk.

    Po paru dniach ten sam klient wraca do sklepu papierniczego. Wygląda już nieco schludniej.

    - Poproszę dwadzieścia portretów Lenina i dwadzieścia portretów Stalina.

    Minęło znowu kilka dni i sytuacja się powtarza. Tyle że tym razem klient ubrany jest w elegancki garnitur i prosi pięćdziesiąt portretów Lenina i Stalina. Kiedy następnym razem ten sam człowiek podjechał pod sklep własnym samochodem i poprosił po sto portretów jednego i drugiego wodza Związku Radzieckiego, sprzedawca nie wytrzymał i pyta:

    - Panie, o co chodzi z tymi portretami? I jak pan dorobił się samochodu? Jeszcze niedawno nie miał pan w czym chodzić...

    - Otworzyłem strzelnicę za miastem.

  • Na granicy dzieci rosyjskie wołają do dzieci polskich:

    - A my mamy chleb!

    - A my mamy chleb z masłem! - odkrzykują dzieci polskie.

    Dzieci rosyjskie po chwili namysłu odpowiadają:

    - A my mamy Stalina!

    - A my też możemy mieć Stalina! - mówią dzieci polskie.

    - To nie będziecie już miały chleba z masłem! - wołają dzieci rosyjskie.

  • Na wsi obraduje aktyw partyjny. Jeden z towarzyszy się spóźnia. Na swoje usprawiedliwienie mówi:

    - Czarny kot mi przebiegł drogę i szedłem boczną drogą, a to trochę daleko...

    - Marksista, partyjny, a taki przesądny - gani sekretarz. - Na drugi raz róbcie tak, jak ja: gdy czarny kot przejdzie mi drogę, to tylko się przeżegnam i idę prosto dalej.

  • Po konferencji jałtańskiej przedstawiciele trzech mocarstw pokazują sobie pamiątkowe papierośnice, których są właścicielami.

    Na papierośnicy Churchilla jest napis: "Winstonowi Churchilowi-Królowa". Roosvelt w swoje) papierośnicy ma dedykację: i "Prezydentowi - Naród". Natomiast w złotej papierośnicy, którą chwali się Stalin, jest wygrawerowane: "Potockiemu - Radziwiłł".

  • Na cmentarzu dwóch nieboszczyków wyszło z grobów:

    - Ależ pan źle wygląda! - rzekł jeden. - Taki mizerny, wychudzony. Od kiedy pan tu leży?

    - Och, od niedawna, zaledwie dwa lata. Natomiast pan świetnie się trzyma. Kiedy pana pochowano?

    - Jeszcze przed wojną.

    Nagle ujrzeli zbliżającego się kościotrupa. Nieboszczycy zagadnęli go:

    - Kolego, a pan kiedy umarł?

    Kościotrup, niemal obrażony, odburknął:

    - Wcale nie umarłem. Wracam z pracy do domu. Jestem murarzem, przodownikiem pracy!

  • - Jest wieprzowina? - pyta klient w sklepie mięsnym.

    - Nie.

    - Jest cielęcina?

    - Nie.

    - A wołowina jest?

    - Nie.

    - To co jest?

    - Otwarte do osiemnastej.

  • W spółdzielni rolniczej odbywa się kontrola:

    - Ależ tu u was bałagan, brud... Dlaczego krowy stoją w gnoju?

    - Bo nie mamy słomy.

    - A dlaczego tak źle wyglądają? Są przeraźliwie wychudzone.

    - Nie mają co jeść, bo nie mamy paszy.

    - To dlaczego nie rozprawiono się z tymi, którzy odpowiadają za taki stan rzeczy?

    - Bo broń musieliśmy oddać w 1945.

  • Bierut wybrał się na przejażdżkę. W pewnej chwili zatrzymał się przed gazeciarzem i prosi o "Trybunę Robotniczą". Ale akurat chłopakowi zabiakło tej gazety, woła więc do kolegi gazeciarza:

    - "Bierut", dawaj "Trybunę", ale szybko, bo obywatel czeka!

    Otrzymawszy gazetę, Bierut zapłacił i pyta chłopaka, jak mu na imię.

    - Stasiek.

    - To dlaczego kolega woła na ciebie "Bierut"?

    - Wszystkie chłopaki mnie tak przezywają, odkąd w koszarach czyściłem buty ruskim oficerom.

  • Oficer radziecki rozmawia z rekrutem:

    - Kto jest twoim ojcem?

    - Marszałek Stalin - odpowiada przyszły żołnierz.

    - Jak to? - ze zdziwieniem pyta oficer.

    - Przecież marszałek Stalin jest ojcem nas wszystkich, prawda?

    Zaskoczony oficer musiał przyznać rację swojemu rozmówcy; po czym pyta dalej:

    - A kto jest twoją matką?

    - Związek Radziecki - słyszy w odpowiedzi.

    - Co to znaczy?

    - Skoro mówi się, że Związek Radziecki jest matką wszystkich narodów...

    Odpowiedzi rekruta spodobały się radzieckiemu oficerowi, który z nadzieją w głosie zadaje jeszcze jedno pytanie:

    - Kim ty chciałbyś zostać?

    - Sierotą! - odpowiada kandydat na czerwonoarmistę.

  • - Dlaczego moskiewska "Prawda" kosztuje tylko 30 groszy, a nasza "Trybuna Ludu" o 20 groszy więcej?

    - Bo w cenie "Trybuny" musi być uwzględnione honorarium za tłumaczenie "Prawdy" na język polski.

  • - Śniły mi się czołgi z lufami - mówi Kowalski do żony.

    - Według nowego sennika polskiego znaczy to, że przyjaciel w drodze - odpowiada kobieta.

  • - Czy można krytykować partię?

    - Można, ale to tak samo, jak całować lwa w dupę: niebezpieczeństwo duże, a przyjemność niewielka.

  • Przed wojną nad sklepem z artykułami mięsnymi był napis "Rzeźnik" i w środku było mięso, natomiast w Polsce Ludowej zamontowano neony "Mięso", a w środku jest rzeźnik.

  • W prowincjonalnym urzędzie zjawia się staruszka. Nagle zauważa na ścianie ogromny portret Stalina.

    - Ale ten Piłsudski się postarzał - wzdycha kobiecina.

    - Obywatelko, ależ to nie jest żaden Piłsudski, tylko marszałek Stalin - największy dobroczyńca naszego kraju - wyjaśnia urzędnik.

    - A co on takiego zrobił?

    - Jak to, nie wiecie, że wypędził z Polski Niemców i wyzwolił nas!?

    - Jeśli tak, to niech mu Pan Jezus da za to co najlepsze, ale żeby tak jeszcze ten Stalin zechciał Rusków od nas przepędzić...

  • Kandydat do partii staje przed egzekutywą, która ma osądzić, czy nadaje się on na członka PZPR. Na wszystkie pytania delikwent odpowiada sloganami z "Trybuny Ludu". Jednemu z "egzaminujących" nie bardzo się to podoba:

    - Mówicie tak, jakbyście głośno czytali naszą partyjną gazetę. Czy nie macie własnej opinii?

    - Swoją opinię to ja mam - odpowiada kandydat - ale nie bardzo się z nią zgadzam.

  • Na spowiedzi:

    - Proszę księdza, opowiedziałem dowcip antypaństwowy, zgrzeszyłem.

    Ksiądz milczy, więc spowiadający się kontynuuje:

    - Opowiedziałem brzydki dowcip o Bierucie.

    Ksiądz nadal milczy.

    - Czy ksiądz mnie słyszy?

    - Słyszę, słyszę, ale czekam.

    - Przepraszam, na co ksiądz czeka?

    - Na ten dowcip!

  • Do gabinetu Radkiewicza - ministra bezpieczeństwa publicznego - zgłasza się chętny do pracy w UB.

    - Przyjmiemy was, ale musicie się sprawdzić. Dostaniecie zadanie i jeśli je wypełnicie, zostaniecie naszym pracownikiem. Otóż wiemy, że w jednym z zakładów działa amerykański szpieg. Dzisiaj jest masówka w tej fabryce, pójdziecie tam i wykryjecie obcego agenta.

    Po paru godzinach kandydat do UB wraca wraz z amerykańskim szpiegiem. Nieco zdziwiony Radkiewicz pyta:

    - Jak to zrobiliście?

    - Po prostu, przypomniałem sobie słowa Lenina o tym, że "wróg klasowy nie śpi". I to był właśnie jedyny człowiek, który w czasie masówki nie zasnął.

  • Zmarł Jaruzelski. Jakiś czas po pogrzebie do Komitetu Centralnego przyszedł człowiek mówiąc, że chce się widzieć z towarzyszem Jaruzelskim. Strażnicy odpowiedzieli mu, że to niemożliwe, bo zmarł. Petent wyszedł, lecz pojawił się znowu parę godzin później, z tym samym życzeniem. Znowu otrzymał cierpliwą odpowiedź, że generał nie żyje. Sytuacja jednak powtarzała się przez najbliższy tydzień czego już strażnik nie wytrzymał i krzyknął:

    - Czy nie rozumiecie co do was mówię? To niemożliwe, Jaruzelski nie żyje!

    - Rozumieć, rozumiem - pada odpowiedz - ale za każdym razem słucham tego z coraz większą przyjemnością!

  • W sklepie spożywczym klientka pyta:

    - Proszę pana, czy jest mąka?

    - Dzięki Bogu jest, proszę pani.

    - A sól jest?

    - Dzięki Bogu jest, proszę szanownej pani.

    Rozmowę te posłyszał urzędnik państwowy, który wtrąca się, zwracając sprzedawcy uwagę:

    - Co to znaczy? Dzięki jakiemu Bogu?! Na takie pytania powinien pan raczej odpowiadać "Dzięki partii"!

    Sprzedawca przeprosił urzędnika za swój błąd i kiedy klientka Pyta znowu:

    - Czy jest masło?

    Sprzedawca odpowiedział:

    - Nie, dzięki partii nie ma, proszę pani.

  • - Czym się różni warszawiak od paryżanina?

    - Paryżanin, jak gdzieś tylko usiądzie, zaraz opowiada kawały antyrządowe, natomiast warszawiak, jak zacznie opowiadać dowcipy polityczne, to zaraz siedzi.

  • Były minister oświaty i wychowania wchodzi do kawiarni. Szatniarz kłania mu się:

    - Dzień dobry, panie ministrze.

    - Pan mnie zna?

    - Jak pan był ministrem, ja byłem nauczycielem - odparł szatniarz.

    Minister siada przy stoliku. Podchodzi kelner:

    - Witam pana, panie ministrze!

    - Skąd pan mnie zna?

    - Jak byłem nauczycielem, to pan był naszym ministrem.

    Kiedy minister wychodzi z kawiarni natknął się przy drzwiach żebraka:

    - Dzień dobry, panie ministrze - rzekł biedak.

    - To pan też był nauczycielem?

    - Nie - odparł żebrak - ja jestem nauczycielem, tylko pracuję tu po godzinach.

  • Partia przeprowadziła weryfikację babć klozetowych. Komisja obraduje w zamkniętej sali. Sekretarz prosi pierwszą z pracownic:

    - Pani Kowalska, proszę!

    Kowalska wchodzi do gabinetu, siada na krześle, a funkcjonariusz przystępuje do zadawania pytań:

    - Obywatelko, powiedzcie, co należy do obowiązków osoby dbającej o wygląd ubikacji i pisuarów?

    - Dokładne ich mycie - odpowiada.

    - No dobrze, a co jeszcze?

    - Dezynfekowanie obiektów.

    - A czy był obywatelka w budynku Komitetu Centralnego? Czy może obywatelka wie, co należy do obowiązków sprzątaczki w ubikacjach KC?

    - Mycie podłóg i marmurowych ścian, rozpylanie wonności...

    - Bardzo dobrze, dziękuję wam - mówi towarzysz.

    Kowalska wychodzi z gabinetu i natychmiast otaczają ją koleżanki, pytając o egzamin.

    - Są trzy pytania - mówi Kowalska - dwa na tematy zawodowe i jedno z marksizmu.

  • - Jaka jest różnica między komedią, tragedią i realizmem socjalistycznym?

    - Tragedia jest wtedy, gdy masz dziewczynę, a nie masz własnego pokoju; komedia - gdy masz pokój, a dziewczyny nie masz. Jak już masz dziewczynę i własny pokój, ale musisz iść na zebranie partyjne - to jest właśnie realizm socjalistyczny.

  • Nowego więźnia pytają w celi;

    - Za co siedzisz?

    - Za komunizm - pada odpowiedź.

    Widząc mocno zdziwione miny współwięźniów, "nowy" odpowiada:

    - Tak, tak, zamknęli mnie za komunizm, bo pracowałem według możliwości, a brałem według potrzeb.

  • W czasie pochodu pierwszomajowego ktoś stale krzyczy "Niech żyją kolejarze!" Idą pracownicy energetyki, a ten drze się: "Niech żyją kolejarze!" maszerują szkoły, a tu słychać: "Niech żyją kolejarze!" Wreszcie ktoś z tłumu nie wytrzymali pyta:

    - Coś się pan tak przyczepił do tych kolejarzy?

    - Panie, gdyby nie oni, to byśmy węgiel do Rusków na plecach musieli nosić! - odpowiada miłośnik kolejarzy.

  • Nauczycielka mówi do dzieci:

    - Wysłuchajcie najpierw tekstu, a potem powiedzcie, gdzie to wydarzenie miało miejsce: "Bardzo waleczne to były wojska. Ich lśniące pancerze wzbudzały strach, zwłaszcza gdy zwarte kolumny z hełmami na twarzy maszerowały ulicami miast. Ich symbol to skrzydła ptaka, który najczęściej dominował nad bezbronnym tłumem. Prześladowani chrześcijanie wznosili niekiedy znak krzyża, ale był on szybko niszczony przez oddziały wiernych pretorian cesarza"...

    - No, proszę - ponawia pytanie nauczycielka - czy wiecie, gdzie to było?

    - Najgorzej to w Gdańsku - wzdycha Jasiu.

  • Pani pyta dzieci w przedszkolu, z czym im się kojarzy generał Jaruzelski.

    - Mnie z obuwiem i herbatą - mówi mała Ania.

    - Jak to? - dziwi się nauczycielka.

    - Bo jak go pokazują w telewizji, to moja babcia mówi: gdzie się taki trep ulung.

  • Pijak zaczepia milicjanta:

    - Panie władzo, mamy wojnę czy nie?

    - Cicho, zamknę cię, jak się nie uspokoisz!

    -Już sobie pójdę, ale jest wojna czy nie ma?

    - Właściwie jest - odpowiada milicjant.

    - To ja zgłaszam się na roboty do Niemiec!

  • Dwóch ZOMO-wców pyta w księgarni:

    - Czy jest "Pan Tadeusz".

    - Panie Tadziu! - woła sprzedawczyni - przyszli po pana!

  • Emigrant pisze do rodziny w Polsce. List kończy słowami; "Myślę, że dostaniecie te parę słów ode mnie, chociaż wiemy tutaj, że cenzura listów z Zachodu jest w Polsce surowa". Po kilku tygodniach list wraca do nadawcy z dopisana uwagą: "Nie dostarczamy adresatom listów obrażających Polskę. PS Cenzury listów u nas nie ma".

  • - Czym się różni socjalizm od kapitalizmu?

    - Kapitalizm popełnia błędy socjalne, a socjalizm robi błędy kapitalne.

  • Polski oficer opowiada swoim kolegom:

    - Wyobraźcie sobie, wracam wczoraj do domu wcześniej, niż normalnie - i co widzę? W łóżku moja żona z naszym doradcą wojskowym, pułkownikiem Tichonowem.

    - I co? - pytają zaciekawieni dalszym ciągiem oficerowie.

    - Na szczęście nie zauważył mnie.

  • Drogi do socjalizmu: droga benzyna, droga wędlina i drogi towarzysz Gierek.

  • Prezydent USA Ford przybył do polski z oficjalna wizytą. Przyjmuje go I sekretarz KC PZPR Gierek. Odbywa się prezentacja:

    - Oto Gerald Ford - polityk, wybitny mąż stanu, skończył Uniwersytet w Yale.

    - Oto Edward Gierek - sekretarz KC, mąż Stanisławy, skończył 63 łata.

  • Cudzoziemiec pyta:

    - Dlaczego tylu ludzi siedzi w Polsce w więzieniach, skoro u was jest taka wolność?

    - A gdzie trzymać ludzi nie rozumiejących, że żyją w najbardziej wolnym państwie na świecie? - odpowiada partyjny dygnitarz.

  • - Dlaczego komuniści nie lubią zabawy w chowanego?

    - Bo boją się, nikt nie będzie ich szukał.

  • Rosjanin przyjechał do Polski w stanie wojennym. Zamieszkał w hotelu, skąd chce zadzwonić do znajomych. Podnosi słuchawkę i słyszy:

    - "Rozmowa kontrolowana. Rozmowa kontrolowana". Zdumiony odkłada słuchawkę i z podziwem mówi sam do siebie:

    - Ot, kultura, ot Europa, uprzedzają...

  • Na willi partyjnego prominenta pojawił się napis: "Skąd złodzieju miałeś dwa miliony na postawienie takiego domu?" Prominent zdenerwował się i wyznaczył 100 tysięcy za schwytanie sprawcy.

    Następnego ranka napis na jego willi brzmiał:

    "Skąd złodzieju masz dwa miliony sto tysięcy złotych?"

  • W niedzielę 13 grudnia wieczorem dziecko pyta mamę:

    - Mamo, dlaczego dziś na dobranoc nie było w telewizji "Pszczółki Mai"?

    - Widzisz, kochanie, pewnie dlatego, że nie zdążyli znaleźć takiego małego munduru.

  • Jaruzelski z Olszowskim wrócili z Moskwy i rozpakowują swe bagaże. Przymierzają kożuszki i dziwią się, że tak się skurczyły.

    - Kiedy je dostawaliśmy, były przecież do ziemi!

    - Tak, ale wtedy byliśmy na klęczkach...

  • Amerykański dziennikarz pyta Polaka:

    - Jaki jest stosunek Polaków do Związku Radzieckiego?

    - Bardzo dobry - słyszy w odpowiedzi - My im dajemy zboże, a oni biorą od nas cukier.

  • Kobieta narzeka w kolejce:

    - Tyle lat już żyję w komunizmie i mimo ciągłych obietnic jest coraz gorzej, a nie lepiej.

    Na to stojący obok milicjant:

    - Nie narzekajcie, kobieto, pomyślcie na przykład o ludziach żyjących na Saharze, oni nie mają nawet wody!

    - O Boże - jęknęła kobieta - to ile już lat rządzą tam komuniści?!

  • We Francji tłum reporterów otacza zbiega z Polski i atakuje go pytaniami:

    - Jakie ceny w Polsce?

    - Nie można narzekać.

    - Jakie zaopatrzenie?

    - Nie można narzekać.

    - Jaka stopa życiowa?

    - Nie można narzekać.

    - To po co pan tu przyjechał?

    - Dlatego, że tu można narzekać...

  • Wierzący i praktykujący katolik na łożu śmierci prosi księdza:

    - Proszę zezwolić mi na odejście z kościoła katolickiego i wstąpienie do PZPR.

    - Co ty mówisz, synu! Jak mam to rozumieć?!

    - Zwyczajnie, drogi ojcze, lepiej niech umrze jeden z nich, niż jeden z naszych.

  • Jaruzelski bierze udział w teleturnieju "Wielka gra"

    -Co by pan zrobił - pyta prowadząca - gdyby ponownie powstała "Solidarność"?

    Jaruzelski zbyt długo się zastanawia, więc spiker ponagla:

    - Prosimy o odpowiedź, bo czas mija.

    - ...będę strzelał...

  • Różnica między stanem wojennym a wojną: na wojnie prawo do strzelana mają obie strony...

  • - Co to jest mieszanina pieprzu z dżemem?

    - Zebranie partyjne, bo jeden pieprzy, reszta drzemie.

  • W partii trzeba zrobić czystkę i usunąć podejrzanych o odstępstwa ideologiczne. Okazuje się, że selekcja nie jest łatwa, bo wszyscy mają opinie dobrych komunistów. Zwołano więc zebranie partyjne. Jedna z osób z komisji kwalifikacyjnej pozostała na korytarzu, druga pojedynczo wypuszczała zebranych z sali.

    Po wyjściu na korytarz każdy dostawał pałką w głowę: jeśli krzyknął "O Jezu!", to wyrzucano go z partii, jeśli natomiast zawołał "Ty skurwysynu!", pozostawał nadal jej członkiem.

  • Chruszczów wraca wraz z żoną z podróży zagranicznej na Zachód.

    - Gdzie jesteśmy? - pyta żona.

    Chruszczów wystawia rękę za okno samochodu i po chwili mówi:

    - W NRD.

    Po jakimś czasie żona ponawia pytanie. Chruszczów znowu wystawia rękę.

    - W Polsce.

    Po paru godzinach sytuacja powtarza się. Chruszczów mówi:

    - Jesteśmy już w domu.

    Zdziwiona żona pyta skąd wiedział, gdzie się znajdują, skoro nie wyglądał przez okno, tylko wystawił rękę.

    - W NRD całowali mnie w rękę, w Polsce pluli, a u nas ukradli mi zegarek.

  • Pani w szkole kazała dzieciom przynieść po 10 złotych na głodujących w Bangladeszu. Następnego dnia wszystkie dzieci przynoszą składkę, oprócz Jasia, który tłumaczy:

    - Tata mi nie dał pieniędzy, bo powiedział, że nie wiadomo, czy w Bangladeszu są głodne dzieci i że nie wiadomo, na co naprawdę te pieniądze pójdą.

    Wkrótce uczniowie znowu mają przynieść po 10 złotych, tym razem na związki zawodowe w Bangladeszu. I znowu tylko Jasiu nie dostał w domu pieniędzy. Sytuacja powtarza się:

    - Tata mówi, że on nie jest pewny, co z tym pieniędzmi się stanie.

    Za parę dni dzieci mają przynieść po 10 złotych na rozwijającą się w Bangladeszu partię komunistyczną. Jasiu przyniósł 15 złotych.

    - Co to, Jasiu, tata dał ci dzisiaj pieniądze, do tego aż 15 złotych? Dlaczego?

    - Tata powiedział, że skoro w Bangladeszu jest partia komunistyczna i związki zawodowe, to na pewno jest i głód.

  • W 1968 r., po słynnym wystawieniu "Dziadów", delegacja polska bawiła w Moskwie. Chruszczów zwraca się do Gomułki:

    - Podobno u was w teatrze wystawiono antyradziecką sztukę?

    - No, tak, "Dziady" - z pokorą potwierdza Gomułka.

    - I coście zrobili?

    - Zdjęliśmy sztukę.

    - Dobrze. A co z reżyserem?

    - Został zwolniony z pracy.

    - Dobrze. A autor?

    - Nie żyje.

    - A toście chyba przesadzili...

  • Wykoleił się pociąg wiozący przedstawicieli narodu z Sejmu i Senatu. Na miejsce katastrofy pędzą ekipy ratownicze, karetki, śmigłowce...

    Znajdują rozbity pociąg, ale ani żywego, ani martwego ducha. Szef ratowników pyta okolicznych mieszkańców:

    - Gdzie się podziali wszyscy z tego pociągu?

    - Pochowalim.

    - To wszyscy zginęli, co do jednego?

    - No, niektórzy mówili, że jeszcze żyją, ale kto by tam, panie, politykom wierzył.

  • Po raz kolejny ogłoszono konkurs pod hasłem "Szlakiem Lenina" Wyznaczono wiele nagród, w tym:

    - trzecia nagroda - 5 lat w więzieniach, w których siedział Lenin,

    - druga nagroda - 10 lat w miejscach odosobnienia, w których przebywał Lenin,

    - pierwsza nagroda - spotkanie z Leninem.

  • Jaka jest różnica między automatem telefonicznym a wyborami?

    W automacie najpierw płacisz, a potem wybierasz, a przy wyborach najpierw wybierasz, a płacisz później!

  • Gierek zwiedza zakład, który przekroczył plan eksportu swoich towarów.

    - No, jak tam, towarzyszu, premię dostaliście? - pyta dyrektora.

    - Tak, oczywiście.

    - I coście sobie za nią kupili?

    - Samochód, a resztę odłożyłem na książeczkę PKO.

    Następnie Gierek rozmawia na ten sam temat z kierownikiem działu, który mówi, że za premię kupił motocykl, a resztę odłożył, bo składa na pralkę. Wreszcie podchodzi do robotnika:

    - Dobrze pracowaliście, gratuluję!

    - Dziękuję, czasami pracowałem po nocach, ale zdążyliśmy na czas.

    - A coście kupili za premię?

    - Buty.

    - A co z resztą pieniędzy?

    - Resztę dołożyła teściowa.

  • Nocą na ulicy rozlega się nagle głos śpiewający "Pierwszą Brygadę" (utwór bardzo długo po wojnie "zakazany"). Patrol milicyjny, który akurat był w okolicy, znajduje poturbowanego i okradzionego mężczyznę. Jeden z milicjantów pyta z oburzeniem:

    - Obywatelu, czyście zwariowali? Co wy wyśpiewujecie?!

    - A miałem inne wyjście? Od kilkunastu minut wzywam pomocy i nic. Wiedziałem, że jak zaśpiewam "Pierwsza Brygadę", to albo ktoś zaraz doniesie, albo sami usłyszycie i się zjawicie.

  • Działacz KPZR tłumaczy słuchaczom, jak szybko zmieniać się będzie na lepsze życie w ZSRR:

    - Za dwa lata każdy będzie mógł kupić sobie rower, za trzy lata motocykl, za cztery lata każdego będzie stać na kupienie samochodu. A za pięć lat każdy będzie miał swój helikopter!

    Ktoś z sali wstaje.

    - Rozumiem rower, motocykl, samochód... Ale po co każdemu helikopter?

    - A jak dowiecie się, że na przykład w Odessie można kupić zapałki, a w Kijowie papierosy? Wsiadacie wtedy we własny helikopter i za chwilę jesteście na miejscu!

  • Rok 1980. Moskwa, ceremonia otwarcia Igrzysk Olimpijskich. Ha trybunę wchodzi Leonid Breżniew, wyciąga tekst przemówienia i zaczyna:

    - O, o, o, o, o.

    Szybkim krokiem podchodzi do niego jeden z organizatorów igrzysk i mówi:

    - Towarzyszu sekretarzu generalny, tekst przemówienia zaczyna się nieco niżej, a to, co teraz czytacie, to kółka olimpijskie!

  • W szkole nauczycielka pyta uczniów, czyje to inicjały: W.L.

    - Włodzimierz Lubański! - chórem krzyczą chłopcy.

    - Jeszcze raz pomyślcie. No, kto to może być?

    Ponieważ nikt nie odpowiada nauczycielka sama wyjaśnia, że chodzi o Włodzimierza Lenina.

    - To chyba jakiś rezerwowy - podsumowują zawiedzeni uczniowie.

  • KC ogłosiło ankietę na temat "Jak zaradzić trudnościom gospodarczym w Polsce?".

    Jeden z pytanych odpowiedział "Wypowiedzieć wojnę Stanom Zjednoczonym i natychmiast po tym poddać się".

  • Dziecko pyta matkę:

    - Kim był święty Józef?

    - Cieślą.

    - A do jakiej spółdzielni należał?

    - Do żadnej.

    - A Matka Boska - gdzie pracowała?

    - Nigdzie.

    - To co za bajki ksiądz opowiada?! Powiedział, że święty Józef był prywatną inicjatywą, Matka Boska niepracująca, a Jezuska do żłobka przyjęli...

  • Andropow, jeszcze jako szef KGB, zwierzał się najbliższym:

    - Kiedy zostanę gensekiem, zmienię te idiotyczne strefy czasowe. Ileż to kłopotów!

    Dzwonię do Pekinu z gratulacjami z okazji wyboru Deng Xiaopinga, a tam mówią:

    "To było wczoraj!". Dzwonię do Watykanu z kondolencjami po zamachu na papieża, a tam pytają: "Jaki zamach?!".

  • Obywatele, to nieprawda, że moje przemówienia przychodzą nagrane ze Związku Radzieckiego na płytach... na płytach... na płytach... na płytach...

  • Emeryt pyta emeryta:

    - Dlaczego głosowałeś na Wałęsę, a nie na Kwaśniewskiego?

    - Bo myślałem, że na starość dostanę obiecane 100 milionów. A ty dlaczego głosowałeś na Kwaśniewskiego?

    - Bo myślałem, że na starość dostanę mieszkanie i wreszcie wyprowadzimy się z żoną od teściów!

  • Chruszczów odwiedził wzorową chlewnię, a dziennikarze zrobili mu kilka zdjęć. Teraz zastanawiano się, jak je podpisać. Upadł pomysł "Towarzysz Chruszczów wśród świń" i "Świnie wokół towarzysza Chruszczowa" - mogłoby to wywołać skojarzenia z KC KPZR. W końcu zamieszczono następujący podpis:

    "Towarzysz Chruszczów (trzeci z lewej)".

  • - Jak się macie, robotnicy? - zażartował towarzysz Gierek.

    - Dobrze - zażartowali robotnicy.

  • - Dlaczego kandydaci do partii muszą przedstawić po dwa zdjęcia rentgenowskie - jedno od pasa w górę, drugie od pasa w dół?

    - Bo partia musi wiedzieć, czyjej przyszły członek nie ma przypadkiem Boga w sercu i partii w dupie.

  • Na lekcji historii starożytnej partyjny nauczyciel opowiada o Diogenesie.

    - Diogenes chodził ulicami Aten i w biały dzień z zapaloną świecą w ręce "szukał człowieka". Gdyby żył on teraz, w czasach demokracji ludowej, nie musiałby "szukać człowieka" tak, jak przed wiekami w Atenach. Dlaczego?

    - Nie dostałby nigdzie świecy! - chórem odpowiadają uczniowie.

  • Gierek odwiedził Breżniewa w jego luksusowej willi. Z podziwem ogląda dom pełen przepychu, a gdy skończył oględziny, pyta Breżniewa, w jaki sposób zbudował sobie taki wspaniały dom. Breżniew pokazując widok za oknem, mówi:

    - Widzisz to osiedle tam w oddali?

    - Widzę.

    - No właśnie. Jak je budowali, to jedna cegiełka szła tam, jedna tu...

    Po jakimś czasie dochodzi do rewizyty - Breżniew przyjeżdża do Gierka. Radziecki gość jest zaskoczony pałacem, w którym rezyduje polski gospodarz.

    - Słuchaj, Edward - mówi - ależ to jest oszałamiające. Taki biedny kraj, a ty masz taki pałac. Jak to zrobiłeś?

    - Widzisz to osiedle naprzeciwko? - pyta Gierek

    - Nie, nie widzę - mówi rozglądając się Breżniew.

    - No właśnie...

  • Z okazji święta 22 lipca obiecano żołnierzom wyświetlenie szwedzkiego filmu pornograficznego "Baba na żołnierzu". W koszarach okazało się, że film nie był szwedzki, tylko radziecki, nie był pornograficzny, lecz panoramiczny, a tytuł brzmiał nie "Baba na żołnierzu", ale "Ballada o żołnierzu".

  • Gomułka z Cyrankiewiczem wizytują przedszkole.

    - Ile wydajecie dziennie na utrzymanie jednego dziecka? - pyta Gomułka.

    - Osiemdziesiąt złotych - słyszy w odpowiedzi.

    - To za dużo. Zmniejszyć stawkę o połowę.

    Następnego dnia odwiedzają więzienie i tam również pytają, ile kosztuje dzienne utrzymanie więźnia.

    - Czterdzieści złotych - pada odpowiedź.

    - Za mało - mówi Gomułka. - Wydawać 80 złotych.

    Po zakończeniu inspekcji Cyrankiewicz pyta Gomułkę:

    - Co ty wyprawiasz?! Jaki jest w tym sens, że dzieciom zabierasz, a więźniom stawkę podnosisz?

    - A co ty sobie myślisz - odpowiada Gomułka - że jak nas pozdejmują, to dadzą nas do przedszkola?

  • Żołnierz radziecki wybrał się do warszawskiej restauracji na piwo. Kelnerka przynosi kufel piwa i tekturową podstawkę. Po paru minutach zamówienie zostaje powtórzone. Kelnerka znowu przynosi kufel i podstawkę, bo przyniesionej poprzednio już nie ma. Przy trzecim, czwartym piwie podstawki też znikają. Kolejne piwo kelnerka przynosi już bez podstawki. Na co zdziwiony Rosjanin:

    - A szto, wafla uże niet?

  • Jakie trzy główne religie dominowały w czasach komuny?

    - Prawowiesławie, gierkokatowicyzm i 30 milionów protestantów.

  • W czasach PRLu ksiądz miał papugę, którą uczył pieśni religijnych, a ona nic, tylko cały czas krzyczała "Zabić Stalina!"

    Ksiądz się przestraszył i mówi:

    - Nie drzyj się tak, bo ktoś usłyszy i do sądu nas pozwą!

    Ale papuga dalej swoje i niestety sprawa wylądowała w sądzie. Ksiądz przerażony, już ma wizję Syberii i białych niedźwiedzi. Podchodzi do sędziego i mówi:

    - Wysoki sądzie to nie ja, to papuga.

    Sędziemu żal się księdza zrobiło, więc każe mu to udowodnić. Ksiądz podchodzi do papugi i mówi:

    - Powiedz "Zabić Stalina".

    Cisza...

    Myśli sobie, myśli i wymyślił, że jak sędzia powie, to papuga respekt poczuje i będzie powtarzać...

    Sędzia mówi:

    Zabić Stalina.

    Cisza...

    Myślą już obaj i wymyślili, że jak cała sala powie, to papuga powtórzy.

    Sala krzyczy:

    - Zabić Stalina!

    A papuga:

    - Słuchaj, Jezu, jak cię błaga lud...

  • Spotykają się dwaj Rosjanie.

    - Mam dla ciebie dwie wiadomości: jedną dobrą, drugą złą. Którą wolisz najpierw?

    - Dobrą.

    - Odnaleziono matkę Lenina.

    - A zła?

    - Znowu jest w ciąży!

  • Telewizja radziecka kręci film o dobroci Stalina.

    Do Stalina podchodzi dziecko:

    - Wujek! Daj cukierka!

    Stalin:

    - Spier.....!

    W tym momencie kamera najeżdża na wielką planszę z napisem:

    A MÓGŁ ZABIĆ!!!

  • Podczas szkolenia politycznego kapral pyta szeregowca Groszka:

    - Czym jest Polska Ludowa?

    - Moja matką! - odpowiada żołnierz.

    - Dobrze. A teraz wy - zwraca się kapral do szeregowca Reszki - powiedzcie, czym jest Polska Ludowa?

    - Matką Groszka!

  • Do statutu partii wpisano nowy punkt, który mówi o wysokości wynagrodzenia za zwerbowanie nowego członka partii:

    - za zwerbowanie jednego członka płaci się 3 tysiące zł,

    - za zwerbowanie dwóch członków partii - 6 tysięcy zł,

    - za zwerbowanie trzech członków - zwolnienie z partii,

    - za zwerbowanie czterech - zwolnienie z partii wraz z zaświadczeniem, że nigdy się do niej nie należało.

  • Spotyka się dwóch kibiców sportowych.

    - Słyszał pan, jak teraz wygląda mecz po polsku?

    - Chyba normalnie, jak każdy inny.

    - Nie, bo my mamy Gierka w bramce, rząd w obronie, naród w ataku.

  • Nauczycielka prosi dzieci, by ktoś opowiedział o Leninie. Nikt za bardzo się nie kwapi. W końcu zgłasza się Jasiu i opowiada:

    - Pewnego razu poszedłem do lasu. Idę sobie, idę, aż patrzę - daleko pod drzewem stoi Lenin...

    - Oj Jasiu, to był pewnie jeleń?

    - A może i jeleń...

  • Wchodzi klient do sklepu mięsnego i mówi:

    - Proszę dwa kilo cwaniaka.

    - Jakiego "cwaniaka"? - dziwi się sprzedawczyni.

    - No, tam leży.

    - Przecież to salceson!

    - Tak, ale cwaniak, bo nie dał się wywieźć do Rusków.

  • Minister dzwoni do rektora uniwersytetu z pytaniem:

    - Towarzyszu rektorze, na którym semestrze jestem u was?

    - Zaraz sprawdzę, towarzyszu ministrze.

    Po chwili pada odpowiedź:

    - Jesteście na trzecim semestrze prawa, towarzyszu ministrze.

    - Oj, leniuchy z was, towarzyszu rektorze, leniuchy!

  • Syn pyta ojca, co to, tak naprawdę, jest socjalizm?

    - Wiesz, synu, był sobie kiedyś wielki człowiek, tak naprawdę to on nie był wielki, raczej był drobny - nazywał się Lenin, ale właściwie to nie nazywał się Lenin, lecz Uljanow. On miał przyjaciela, który nazywał się Stalin, ale tak naprawdę to on nazywał się Dżugaszwili. I oni obaj zrobili rewolucję, Wielką Rewolucję październikową, która właściwie nie była wielka, jak twierdzono i nie była w październiku, lecz w listopadzie...

    - To, co mówisz, tato, jest bardzo skomplikowane i ja nic z tego nie rozumiem.

    - Widzę synu, że powoli zaczynasz pojmować, co to właściwie jest socjalizm...

  • Einstein pojawia się przy bramie do niebios. Św. Piotr stwierdza:

    - Hmm... Wyglądasz jak Einstein, ale czy naprawdę nim jesteś? Nawet nie wiesz, jak różnych metod ludzie próbują, żeby się tu prześlizgnąć.

    - Mogę prosić kawałek kredy i tablicę?

    Św. Piotr pstryknął palcami, pojawiła się tablica i kreda. Einstein zaczął objaśniać zasady matematyki i fizyki, rysować na tablicy wykresy itp.

    - OK, wierzę ci, wchodź.

    Następny był Picasso. Scena się powtarza, Picasso prosi o to samo co Einstein. Otrzymuje tablicę i kredę - paroma maźnięciami kredy tworzy surrealistyczny obraz.

    - Na pewno jesteś Picassem, wchodź!

    Po jakimś czasie do nieba przychodzi Lepper.

    - Picasso i Einstein udowodnili, kim są. W jaki sposób ty możesz udowodnić?

    - A kto to Picasso i Einstein?

    - Wchodź, Andrzej!

  • Lenin trafia do piekła. Szatan przerażony widmem rewolucji cichaczem przemyca go jednak do nieba. Po miesiącu dzwoni do Boga i pyta:

    - Jest Bóg?

    - Po pierwsze to towarzysz Bóg. A po drugie towarzysza Boga nie ma - odpowiada głos z słuchawki.

  • W szkole pani na matematyce:

    - Jasiu, podaj definicję trójkąta.

    Wstaje Jasio i mówi:

    - Dyrektywa UE/12345678/2002/Mat.

    - Pała! UE/12345678/2002/Mat to kwadrat!

  • Trzej polscy chirurdzy chwalą się swoimi osiągnięciami. Pierwszy mówi:

    - Niedawno przywieźli do mnie faceta z obciętą ręką. Przyszyłem ją i teraz jest wspaniałym pianistą!

    - Mojego pacjenta - mówi drugi - przywieziono z obciętą nogą. Przyszyłem mu ją i po roku wygrał maraton w Nowym Jorku!

    - To jeszcze nic - mówi trzeci. - Kiedyś jadąc samochodem byłem świadkiem strasznego wypadku, po którym na jezdni został tylko koński zad i okulary. Obecnie efekt mojej pracy zasiada w naszym Sejmie.

  • Sowiecki żołnierz, polski robotnik oraz starsza pani z piękną, dorastającą dziewczyną jadą koleją przez Polskę. Pociąg wjeżdża do tunelu i gdy w przedziale robi się kompletnie ciemno, rozlega się tam nagle cmoknięcie, a zaraz potem potężne klaśniecie.

    Po wyjeździe z tunelu wszyscy pasażerowie zachowują się tak, jakby nic się nie stało, pogrążeni we własnych myślach.

    „Zuch dziewczyna!” - myśli starsza pani. - „Któryś z tych dwóch próbował ją pocałować i dostało mu się za to po gębie. Ciekawe tylko komu?”

    Jeden z tych panów zapewne chciał mi skraść całusa i pomylił mnie z ciotką - dedukuje dziewczyna. - Ciekawe, któremu dała za to w buzię?”

    „Wot pech! - duma Rosjanin. - Polak pocałował dziewczynę, a ja za to w mordę dostał!”.

    „W następnym tunelu znowu cmoknę siebie w rękę - planuje Polak - i znów przywalę Ruskiemu w ryja!”

  • Do hotelu w Związku Radzieckim późną porą przybył podróżny:

    - Poproszę o pokój na jedną noc.

    - Niestety, mamy tylko wolne jedno miejsce w pokoju pięcioosobowym.

    - Może być, w końcu to tylko jedna noc - odpowiedział podróżny i pomaszerował do wskazanego pokoju. Ułożył się wygodnie i zamierzał zasnąć, ale współtowarzysze grali w brydża, opowiadali sobie kawały i co chwila wybuchali głośnym śmiechem. Podróżny ubrał się i zszedł do recepcji:

    - Poproszę pięć herbat na górę za jakieś 10 minut.

    Wrócił do pokoju i mówi:

    - Panowie tak swobodnie opowiadacie sobie dowcipy, a przecież tutaj może być założony podsłuch!

    - Co pan! w hotelu?

    - Możemy to łatwo sprawdzić - panie kapitanie! poproszę pięć herbat pod czternastkę.

    Rzeczywiście, w tym momencie przynoszą herbatę. Współtowarzysze z lekką obawą kładą się spać. Rano podróżny wstaje i widzi, że prócz niego w pokoju nie ma nikogo. Schodzi do recepcji:

    - Co się stało z moimi współlokatorami?

    - Rano zabrała ich milicja.

    - A mnie dlaczego nie zabrali?

    - Bo kapitanowi spodobał się ten dowcip z herbatą.

  • - Nie jesteś szczęśliwa, że wyszłaś za mnie? - spytał Bill Clinton żonę, wskazując na pracującego na stacji benzynowej zabiedzonego mężczyznę, z którym jego małżonka była kiedyś zaręczona. - Dzięki mnie jesteś dzisiaj pierwszą damą w USA.

    Hillary tylko wzruszyła ramionami:

    - Gdybym za niego wyszła, to dzisiaj on byłby prezydentem.

  • Jakie były ostatnie słowa towarzysza Koncuniewa przed popełnieniem samobójstwa?

    - Towarzysze! Nie strzelajcie!

  • Jak nazywa się kogoś w budynku sejmu, kto jest uczciwy, etyczny i inteligentny?

    Uczestnik wycieczki szkolnej.

  • W jednym z miast Związku Radzieckiego postanowiono postawić pomnik Czajkowskiego. W czasie uroczystego odsłonięcia rzeźby oczom obecnych ukazał się siedzący w fotelu Lenin.

    - Miał być pomnik Czajkowskiego - dziwi się jeden z obecnych.

    - Wszystko w porządku - odpowiada jeden z widzów - przeczytajcie napis na cokole: „Towarzysz Lenin słucha muzyki Czajkowskiego”.

  • - Dlaczego milicjanci chodzą parami?

    - Jeden umie czytać, drugi pisać.

    - A dlaczego w ZSRR chodzą czwórkami?

    - Dwóch pilnuje naukowców.

  • - Dlaczego, towarzyszu, nie byliście na zebraniu? - zwraca się sekretarz partii do Kowalskiego.

    - Na którym? - pyta Kowalski.

    - Na ostatnim, które było trzy dni temu.

    - Towarzyszu sekretarzu, gdybym wiedział, że to ostatnie, przyszedłbym z rodziną i sąsiadami!

  • - Kiedy odbyły się pierwsze w świecie wybory według komunistycznego wzorca?

    - W raju, gdy Pan Bóg stworzył kobietę, przyprowadził ją do Adama i powiedział:

    „Wybierz sobie żonę”.

  • Wałęsa wybrał się z małżonką na premiere baletu „Jezioro Łabędzie”. Tuż po rozpoczęciu, nasz zmęczony mąż stanu usnął. Obudziły go oklaski po zakończeniu przedstawienia. Nieco zmieszany Wałęsa pyta:

    - Danka, czy ktoś zauważył, że trochę przysypiałem?

    Odpowiedź:

    - Ci na widowni to nie, ale ci na scenie to zaraz jak zasnąłeś, zaczęli chodzić na palcach.

  • Kelner w restauracji:

    - Kto prosił ruskie?

    - Nikt! Same przyszli!

  • Studentom biologii na egzaminie pokazują szkielety kobiety i mężczyzny.

    - Co to jest?

    - Szkielety.

    - Ale dokładniej?

    - Szkielety ludzi.

    - Dokładniej, jakich ludzi?

    - Eeeee...

    - A czego was uczyli przez te pięć lat?

    Niemożliwe! Marks i Engels?!

  • - Dlaczego Jaruzelski w Polsce chodzi w mundurze, a gdy jedzie do Moskwy, to zakłada zwykły garnitur?

    - Bo w Polsce przebywa służbowo, a tam jest u siebie w domu.

  • - Co to jest jaszczurka?

    - Krokodyl po reformie gospodarczej.

  • Czym się różni demokracja od demokracji ludowej?

    Tym czym krzesło od krzesła elektrycznego...

  • - Czym się różni polskie prawo od amerykańskiego?

    - Polskie gwarantuje wolność wypowiedzi, a amerykańskie wolność po wypowiedzi.

  • Po czym się poznaje, że polityk kłamie?

    Po tym, że porusza ustami...

  • Andrzej Lepper i jego kierowca jeździli przez wiele dni po Polsce. Pewnej nocy przed limuzynę wyskoczyła im świnia i nie przeżyła tego spotkania. Lepper, widząc co się stało, kazał kierowcy iść wytłumaczyć wszystko właścicielowi. Kierowca wrócił dopiero po godzinie z cygarem w zębach, butelką wina w ręce i w poszarpanym ubraniu.

    - Mój Boże, co ci się stało? - pyta Lepper.

    - No cóż, rolnik dał mi wino, jego żona obiad, a ich 19-letnia córka chwile szalonej, niezapomnianej rozkoszy.

    - Cóżeś ty im powiedział?

    - Że jestem kierowcą Andrzeja Leppera i właśnie zabiłem świnię.

  • Wchodzi Lepper do księgarni, a ekspedientka go pyta:

    - Co? Pada?

  • Wiele lat temu Jaruzelski udał się z wizytą do Reagana. Rozmawiają sobie, a Jaruzelski pyta:

    - Słuchaj Ronny, jak ty to robisz, że u ciebie wszystko chodzi jak w zegarku?

    Reagan wyjaśnia, że sekret leży w dobrze zorganizowanej administracji i zdolnych ludziach. Postanawia zaprezentować Jaruzelowi jakich to ma zdolnych ludzi. Łączy się ze swą sekretarką i mówi:

    - Bush do mnie!

    Po chwili zjawia się Bush. Reagan mówi:

    - Bush, mam dla ciebie zadanie. Odpowiedz mi, kto to jest: urodziła go twoja matka, ale to nie jest twój brat ani twoja siostra.

    Bush chwilę się zastanawia i mówi:

    - Jeśli to nie mój brat... ani moja siostra... to w takim razie to jestem ja!

    - Bardzo dobrze! - mówi Reagan, a Jaruzelski kiwa z uznaniem głową.

    Po powrocie do kraju Jaruzelski dzwoni do sekretarki i mówi:

    - Kiszczak do mnie!

    Po chwili zjawia się Kiszczak.

    - Kiszczak, mam dla was zadanie. Kto to jest: urodziła go twoja matka, ale nie jest to ani twój brat ani twoja siostra.

    Kiszczak długo się zastanawia, po czym mówi:

    - Towarzyszu generale, melduję, że nie wiem, ale obiecuję, że najdalej jutro, złapiemy go!

    Na to Jaruzelski:

    - Nie złapiecie, nie złapiecie...

    - Dlaczego, towarzyszu generale?

    - Bo to jest Bush.

  • Rosjanie zaczęli umieszczać na Kubie coraz więcej swoich wojsk, na co Amerykanie zareagowali notą dyplomatyczną:

    „Jeśli nie zaprzestaniecie rozmieszczania wojsk na Kubie, będziemy musieli użyć przeciw wam broni atomowej”.

    Na co Rosjanie odpowiedzieli:

    „My w odwecie użyjemy naszej tajnej broni”.

    Amerykanie nie wiedzieli, co to jest ta tajna broń, ale nic sobie i tych przechwałek nie robili. Po miesiącu ruchy wojsk na Kubie nie ustały, więc Amerykanie ponowili groźbę z tygodniowym ultimatum, na co Rosjanie odpowiedzieli jak poprzednio. Po upływie tygodnia na Rosję poleciały rakiety, natomiast Rosjanie wysłali notę:

    „W odwecie użyjemy przeciw wam naszej tajnej broni”.

    Po tygodniu w gazetach amerykańskich można było przeczytać:

    „Tysiące zabitych i rannych, zniszczone miasta i miasteczka, a bomba gumowa nadal skacze”.

  • Prezydent USA spotkał się z prezydentem Rosji. Rozmawiają na temat zarobków.

    - W USA robotnik zarabia 1300 dolarwów a na życie starcza mu 150 dolarów...

    - A co z resztą?

    - To nas nie obchodzi. A u was?

    - U nas robotnik zarabia 5000 rubli, a na żywność wydaje 10000.

    - A skąd bierze resztę?

    - O, to nas nie obchodzi...

  • W Muzeum Lenina w Poroninie odbyła się wystawa i konkurs na zegar najlepiej propagujący pamięć Lenina.

    Trzecie miejsce zajął zegar w kształcie sierpa i młota.

    Drugie miejsce zajął zegar z kukułką, która wychodziła i robiła:

    - Kuku, Lenin, kuku, Lenin.

    Pierwsze miejsce zajął zegar, z którego wychodził Lenin i robił:

    - Kuku, kuku, kuku.

  • Po 10-letniej hibernacji, budzą się Clinton i Putin. Putin patrzy w gazetę, zaczyna się śmiać i mówi: USA przeszło na komunizm.

    Clinton też bierze gazetę, zaczyna się śmiać i mówi: zamieszki na granicy polsko-chińskiej.

  • Kwaśniewski podpisuje z Havlem umowę o współpracy kulturalnej. Kwaśniewski podpisał, a Havel czyta umowę; pięć, dziesięć minut, wszyscy czekają. W końcu Kwaśniewski nie wytrzymuje i pyta Havla, czy musi to wszystko teraz czytać, w końcu przeczytał to wcześniej. Havel mówi:

    - Muszę przeczytać, żeby nie było jak w 1968 kiedy zamiast Czerwonych Gitar przysłaliście nam czerwone berety.

  • Druga w nocy, do drzwi przewodniczącego jednej ze znanych partii puka kompletnie zalany facet.

    - Czego pan chcesz o tak późnej porze?! - denerwuje się wódz.

    - Chcę wstąpić do partii i to od zaraz - komunikuje gość bełkotliwym głosem.

    - Panie, jest druga w nocy, przyjdź pan jutro rano do biura poselskiego, przynieś pan zdjęcie i nie będzie problemu.

    - Nie ma mowy, ja chcę teraz i już, od zaraz - zdjęcie mam przy sobie...

    Przekomarzał się tak bitą godzinę, w końcu wódz zmiękł. Gość otrzymał legitymację i już miał iść do domu, przewodniczący jednak zatrzymał go i pyta, dlaczego mu tak zależało na wstąpieniu w szeregi jego partii.

    - A bo to było tak: wróciłem wcześniej z delegacji, wchodzę do domu, patrzę, a tu żona na środku pokoju z sąsiadem, wchodzę do pokoju córki, a ta z dwoma facetami naraz, wpadam do pokoju syna, a ten w najlepsze ze swoim kolegą z ławki... Więc stanąłem na środku pokoju i wrzasnąłem na całe gardło: - Tacy jesteście, tak? To ja wam k...a teraz wstydu narobię!

  • Do Władimira Putina dzwoni prezes Coca-Cola Co.

    - Panie prezydencie, mam propozycję. Co sądzi pan o zmianie flagi Rosji z niebiesko-biało-czerwonej na czerwoną? Jak za dobrych czasów w ZSRR. My za taką reklamę oferujemy, powiedzmy, 5 miliardów dolarów rocznie.

    Putin odpowiada:

    - Pozwoli pan, że przemyślę propozycję.

    Odkłada słuchawkę, wykręca numer swojego asystenta i mówi:

    - Wania, kiedy dokładnie kończy się nam umowa z Aquafresh?

  • Rozmawiają Reagan z Breżniewem:

    - Wiesz, lubię zbierać dowcipy, które o mnie opowiadają - mówi Reagan. - Mam już trzy grube zeszyty.

    - Ja też zbieram dowcipy na mój temat - mówi Breżniew.

    - Mam już trzy pełne łagry.

  • Dwóch Polaków - to nielegalne spotkanie.

    Czterech - to nielegalny wiec.

    Dziesięć milionów - garstka ekstremistów.

  • W jednym z moskiewskich przedszkoli pani pyta dzieci:

    - W jakim kraju dzieci mają najładniejsze zabawki?

    - W Związku Radzieckim! - odpowiadają chórem dzieci.

    - A w jakim kraju dzieci mają najładniejsze ubranka?

    - W Związku Radzieckim! - znów odpowiadają dzieci.

    - A w jakim kraju żyją najbardziej szczęśliwi ludzie?

    - W Związku Radzieckim! - jeszcze raz odpowiadają dzieci. Nagle nauczycielka zauważa, że jedno z dzieci stoi w kącie i płacze.

    - Wania, dlaczego płaczesz?

    Bo ja tak bardzo chciałbym mieszkać w Związku Radzieckim!

  • Przyjeżdża Kohl do Warszawy. Wałęsa oprowadza go po Warszawie i pokazuje zabytki. Kohl powtarza tylko:

    - Jagut, Jagut.

    Na to Wałęsa mówi do Mietka:

    - Czego on tak chce tych jagód? Skocz i mu przynieś.

    Mietek po chwili wraca. Daje Kohlowi jagody, które ten zjada i mówi:

    - Danke.

    Na to Wałęsa:

    - Ooooo, co to, to nie! Danki ci nie dam.

  • Pewnego ministra zapytano, jakie cechy najwyżej ceni u polityka.

    - Odpowiedzialność i ostrożność.

    - Co pan ma na myśli mówiąc „odpowiedzialność”?

    - Skrupulatne wypełnianie obietnic.

    - A pod określeniem „ostrożność”?

    - Nigdy nie powinien ich dawać.

  • Radio Erewań doniosło:

    Dwa radzieckie kombajny pracujące na polu w pobliżu granicy i Chinami zostały ostrzelane przez nieznanych sprawców z broni maszynowej. Kombajny odpowiedziały ogniem rakietowym i odleciały w kierunku Moskwy.

  • W dowód przyjaźni Bush z Putinem zamienili się sekretarkami. Po jakimś czasie sekretarka Busha telefonuje do niego z Rosji.

    - Szefie, ja tutaj nie wytrzymam. Kazano mi związać włosy, założyć stanik i przedłużyć spódnice.

    Wkrótce do Putina telefonuje ze Stanów jego sekretarka:

    - Szefie, ja tutaj nie wytrzymam! Kazano mi rozpuścić włosy, zdjąć stanik, i tak skrócić spódnice, że lada moment będzie mi widać kaburę i klejnoty.

  • Mieszkaniec USA rozmawia z Rosjaninem:

    - U nas, w Ameryce, to jest taka wolność, że mogę wyjść Biały Dom i krzyknąć „Bush jest głupi”.

    - Co to za wolność? Ja też mogę stanąć na placu przed Kremlem i krzyknąć „Bush jest głupi”...

  • Spotykają się Clinton, Jelcyn i Pawlak. Pierwszy mówi:

    - Słuchajcie, co byście mi poradzili, jeden z moich ministrów jest narkomanem, ale nie wiem który!

    Na to Jelcyn:

    - I co to za problem? Jeden z moich jest w mafii, też nie wiem który, to chyba gorzej, nie?

    Wtedy Pawlak:

    - No kochani, to jeszcze nic, u mnie któryś jest fachowcem, i też nie mam pojęcia kto...

  • Koło ogrodzenia Białego Domu spaceruje mężczyzna z wielką torbą.

    - Co w niej jest? - pyta go znajdujący się w pobliżu prezydent Reagan.

    - Mam w tej torbie szczenięta - informuje przechodzień, dodając dumnie: - Są to pieski republikanie.

    Ronald Reagan z zadowoleniem kiwa głową i oddala się.

    Parę dni później, będąc na wspólnym spacerze z Nancy, Reagan znów zauważa tego samego człowieka w pobliżu Białego Domu.

    - Zapytaj go, co ma w tej torbie - podpuszcza żonę prezydent.

    - Mam tu szczenięta i są to szczenięta demokraci - informuje pierwszą damę przechodzień.

    - Jak to!? - dziwi się nieprzyjemnie zaskoczony Reagan.

    - Przecież gdy kilka dni temu pytałem cię o to samo, powiedziałeś mi, że to są szczenięta republikanie!

    - Tak, ale wtedy to one były jeszcze ślepe.