Dowcipy i kawały

Pokaż wszystkie dowcipy:

  • Młody McIntosh wybrał się w podróż do Francji. Po powrocie ojciec wypytuje go o wrażenia.

    - Ach, wspaniale - opowiada młody Szkot - piękny kraj! Tylko ludzie jacyś dziwni. Wyobraź sobie, że pewnego razu, o drugiej w nocy do mojego hotelowego pokoju wpada facet w piżamie, coś wrzeszczy, wymachuje rękami, tupie. Złapał wazon stojący na stole, rzucił nim o podłogę, wreszcie wybiegł, trzaskając drzwiami.

    - A ty co na to? - pyta zdziwiony ojciec.

    - Nic, ojcze, dalej sobie grałem na kobzie!

  • Dwóch Szkotów z zatopionego okrętu ratuje się na tratwie. Jeden z nich modli się gorąco:

    - Dobry Boże! Dużo grzeszyłem, ale ratuj mnie z tego nieszczęścia, a przysięgam, że...

    - Nic nie obiecuj - przerywa mu drugi. - Widzę na horyzoncie jakiś statek.

  • Szkot wszedł na dach regulować antenę. Pech chciał, że noga mu się poślizgnęła i spada z dachu. Przelatując przy otwartym oknie kuchni, dostrzega swoją żonę, która obiera ziemniaki na obiad. Szkot krzyczy do niej:

    - Dla mnie nie obieraj, zjem w szpitalu!

  • Szkot do przyjaciela:

    - Dlaczego podczas takiego mrozu nie nosisz nauszników?

    - Nie noszę ich od ostatniego wypadku. Któregoś dnia, gdy miałem nauszniki, Mac Person zapytał mnie, czy nie napiłbym się z nim whisky, a ja go nie dosłyszałem.

  • Jak zaczyna się każda książka kucharska w Szkocji? - „Pożycz jedno jajko i kilo mąki”...

  • Szkot czyta książkę. Od czasu do czasu gasi światło, potem znów je zapala.

    - Co ty robisz? - pyta go żona.

    - Przecież przewracać kartki można i po ciemku.

  • Szkot, Żyd i Anglik wybrali się do luksusowej restauracji, gdzie zjedli obfity obiad składający się z wielu dań.

    - Ja płacę za wszystkich - zaoferował Szkot, kiedy kelner przyniósł rachunek na ponad 200 dolarów.

    - Następnego dnia w prasie ukazały się wielkie nagłówki: „Zagadkowa śmierć żydowskiego brzuchomówcy".

  • Przyszedł Szkot w odwiedziny do kumpla. Po skromnym poczęstunku na deser gospodarz podaje mu na malutkim talerzyku odrobinę miodu.

    - Widzę John, że kupiłeś sobie pszczołę.

  • - Najbardziej lubię kąpiele słoneczne - oświadczył pewien Szkot. - Oszczędzają wiele mydła.

  • Szkot wyciągnął swego kolegę spod lodu. Żona niedoszłego topielca woła zachwycona:

    - Że też zdobyłeś się na takie bohaterstwo i mogłeś zapomnieć o niebezpieczeństwie!

    - A co miałem robić? - chmurno odpowiada heros. - Przecież do niego przypięte były moje łyżwy!

  • Siedzi Szkot i płacze. Przechodzi obok jego sąsiad i pyta:

    - Czemu płaczesz?

    - A bo mi się ząb w grzebieniu złamał.

    - I to taki wielki powód do płaczu?

    - To już był ostatni...

  • Szkot umawia się z Włochem:

    - Nie może mi pan taniej wynająć mieszkania?

    - Co pan? Z takim pięknym widokiem na morze? Nie ma mowy.

    - A jeśli nie będę patrzył przez okno?

  • Szkot wysłał żonę na wakacje na Karaiby. Po tygodniu otrzymuje depeszę z hotelu:

    „Pańska żona się utopiła STOP Jej zwłoki oklejone krewetkami wyłowiła straż przybrzeżna STOP Co robić? STOP”.

    Szkot idzie na pocztę i nadaje telegram: „Krewetki sprzedać STOP Pieniądze przelać na moje konto STOP Przynętę zarzucić ponownie STOP”.

  • Rozmawiają dwaj Szkoci.

    - Słyszałem, że twój przyjaciel Mack ponownie się ożenił.

    - Jaki tam znowu przyjaciel?! Ten facet kosztował mnie już trzy prezenty ślubne i dwa wieńce pogrzebowe.

  • Pewien Szkot nie miał drobnych, więc dał na tacę 20 funtów. Przez następne pół roku za każdym razem, gdy podchodził do niego kościelny, mówił:

    - Abonament.

  • Dwóch Szkotów spotyka się w Edynburgu.

    - Czy możesz pożyczyć mi funta?

    - Och niestety, nie mam przy sobie pieniędzy.

    - A w domu?

    - Dziękuję, wszyscy zdrowi.

  • Szkot popija w barze piwo, gdy nagle wpada mu do kufla mucha. Natychmiast ją wyciąga, łapie za gardło i krzyczy:

    - Ty świnio! Wypluj to z powrotem!

  • Szkoci między sobą:

    - Ten Murdoch to straszny cham!

    - Dlaczego tak uważasz?

    - Wyobraź sobie, że wczoraj zaprosiłem go na kolację.

    - No i co?

    - Przyjął zaproszenie!

  • Jak rozpędza się manifestacje uliczne w Edynburgu?

    Wychodzi policja z puszkami na kwestę...

  • Rozmawiają dwaj Szkoci:

    - Ty jesteś bardziej łysy niż ja.

    - Jak to? Przecież obaj nie mamy ani jednego włosa.

    - Tak, ale ja mam mniejszą głowę.

  • Szkot wsiada do taksówki i pyta:

    - Ile zapłacę za przejazd na dworzec?

    - Dwa funty.

    - A za walizkę?

    - Walizkę zawiozę za darmo.

    - To proszę zawieźć ją na dworzec, a ja pójdę piechotą!

  • Szkot wsiada z dużym workiem do autobusu. Podchodzi do niego konduktor i mówi:

    - Będzie pan musiał zapłacić również za bagaż.

    Szkot rozwiązuje worek i mówi:

    - Wychodź, synku. Tak czy owak trzeba zapłacić!

  • Francuska żandarmeria aresztuje amerykańskiego turystę pod zarzutem jazdy po pijanemu. Na komisariacie Amerykanin dostaje balonik do dmuchania.

    - No i co? - niepokoi się, widząc, że sierżant dyżurny zaczyna odczytywać wyniki i sporządzać raport.

    - Raczej kiepsko, monsieur - odpowiada policjant. - Cabernet, rocznik 93, całkiem cieniutkie i w dodatku źle leżakowane.

  • Rozmawiają dwaj Szkoci:

    - Słyszałem, że uratowałeś mojego syna, jak się topił w stawie.

    - No tak, ale nie ma o czym mówić.

    - Jak to nie ma? A gdzie czapeczka?

  • Szkot do żony leżącej na łożu śmierci:

    - Kochanie, idę po lekarza. Gdybyś jednak wyczuła, że zbliża się twój koniec, to nie zapomnij zgasić światła.

  • Radio irackie:

    - Witaj, narodzie iracki! Jest 5.00. Saddam Husajn właśnie się obudził. Obudźcie się i wy!

    - Witaj, narodzie iracki! Jest 6.00. Saddam Husajn właśnie wyszedł na spacer. Wyjdźcie i wy!

    - Witaj narodzie iracki! Jest 7.00. Saddam Husajn właśnie je śniadanie. A teraz chwila muzyki...

  • Zaraz po zajęciu przez Niemców Francji niemiecki żołdak zgwałcił piękną Jeanette.

    - Za dziewięć miesięcy urodzisz syna - oświadczył jej, gdy skończył. - Możesz go nazwać Adolf!

    - Za dziewięć dni - odpowiedziała Francuzka – dostaniesz wysypki. Możesz to nazwać świnką.

  • Co się przydarzyło Eskimosce, która spędziła noc z kochaniem?

    Rano była w szóstym miesiącu ciąży.

  • Mówi stary Szkot do synka:

    - Skocz no, Agnus, do sąsiada i pożycz od niego siekierkę... Malec pobiegł. Za kilka minut wraca i krzyczy:

    - Sąsiad nie chce pożyczyć!

    - A to kawał świni! Leć, synuś, do szopy i przynieś naszą!

  • Szkoci wybudowali dom tak mały, że gdy ktoś ze znajomych zapytał, jak im się mieszka, gospodyni odpowiedziała:

    - Pokoje cudowne, tylko kuchnia nieco uwiera mnie w biodrach.

  • Jedzie facet na wielbłądzie po pustyni, jedzie, jedzie, a tu nagle wielbłąd ustaje z wyczerpania. Na szczęście na horyzoncie pojawia się stacja paliwowa dla wielbłądów. Uradowany facet podjeżdża i pyta pracownika stacji:

    - Czy mógłby pan zatankować mojego wielbłąda?

    - To dawaj go pan na kanał.

    - Po czym facet ze stacji bierze dwie cegły i wali wielbłąda po jądrach.

    - Wielbłąd zrywa się na równe nogi i nie oglądając się za siebie, ucieka pędem na pustynię.

    - I co ja teraz zrobię bez wielbłąda?! - rozpacza właściciel.

    - A to dawaj pan na kanał...

  • Farmer z Teksasu spotkał farmera z Galilei i pyta go:

    - Ile masz ziemi?

    - Dwa ary przed domem i cztery za domem. A ty?

    Amerykanin odpowiada:

    - Jak wcześnie zjem śniadanie, wsiądę do samochodu i jadę aż do zachodu słońca, to i tak nie dojadę do końca mojej ziemi.

    Żyd na to:

    - Rozumiem cię. Też kiedyś miałem taki samochód.

  • Za 50 dolarów odpowiem na każde twoje pytanie - obiecuje Cyganka, wyciągając z ręki klienta pokaźniejszą sumę.

    - Tyle pieniędzy za jedno pytanie - dziwi się klient - czy to jest zdzierstwo?

    - Jest - stwierdza Cyganka. - Jakie masz następne pytanie?

  • Szkocja. Majster karci niesubordynowanego pracownika:

    - Jak można się tak obijać. Od roboty jeszcze nikt nie umarł!

    - Wiem o tym, ale mimo wszystko wolę nie być tym pierwszym.

  • Po pustyni idzie płetwonurek ubrany w akwalung i płetwy. Żar leje się z nieba. Po tygodniu nurek spotyka Araba na wielbłądzie, więc pyta:

    - Panie, daleko do oceanu?

    Jakieś 400 kilometrów - mówi Arab.

    - No fajnie, aleście sobie plażę odpierniczyli!

  • Dwaj Szkoci są razem na nabożeństwie. Kiedy kościelny podchodzi do nich z tacą na ofiarę, jeden Szkot mdleje, a kolega go wynosi na powietrze.

  • Na terytorium Indian położono drogę żelazną. Wódz postanowił osobiście powitać pierwszy przyjeżdżający pociąg. Stanął na torach, podniósł rękę w geście powitania, a lokomotywa... nawet nie zwolniła i przejechała po nim jak po łysej kobyle. Ciężko ranny wódz właśnie odzyskuje przytomność w swoim wigwamie, gdy nagle słyszy zza ściany narastający gwizd. Zrywa się na równe nogi, wyskakuje na zewnątrz, patrzy a tu czajnik z gwizdkiem. Zrzuca go na ziemię, kopie, depcze, wali toporkiem. Żona wypada za nim wołając:

    - Uspokój się, co ty robisz?

    A wódz na to:

    - Zabić gnidę, póki mały!

  • Ilu Anglików potrzeba, żeby zmienić żarówkę?

    Co to znaczy „zmienić”? Mamy ją już tysiąc lat i zawsze było nam z nią idealnie.

  • Rozmawiają dwaj ludożercy:

    - Moja żona gdzieś zaginęła. Nie widziałeś jej?

    - Nie.

    - A co żujesz?

  • Jak nazywa się chorwacki napastnik?

    Ata Kovac.

  • Do baru wchodzi facet i zamawia setkę. Z kieszeni wyciąga naparstek, odlewa do niego trochę, z drugiej kieszeni wyciąga małego, kilkunastocentymetrowego ludzika, stawia go na barze i daje mu naparstek. Barman patrzy na to ze zdziwieniem:

    - Panie, skąd pan takiego krasnala wytrzasnął?

    - Wie pan, byliśmy z kolegą w Afryce... Idziemy tam przez las i widzimy tubylców tańczących dookoła ogniska, a w środku taki w pióropuszu wywija grzechotkami. I jak ty mu, Wacuś, wtedy powiedziałeś? Że on jest dupa, a nie czarownik?

  • - Czy wiesz, że 40 procent kierowców w Los Angeles jeździ znajdując się pod wpływem narkotyków, drugie tyle zaś - w stanie upojenia alkoholowego?

    - A pozostałe 20 procent?

    - Strzela z broni palnej do przedstawicieli obu wymienionych grup.

  • Ile będzie kosztował przejazd tą awionetką do Edynburga? - pyta szkockie małżeństwo.

    - Mogę was przewieźć za darmo, jeśli podczas lotu nie powiecie ani słowa!

    Już po wylądowaniu pilot, który w czasie lotu wykonywał różne karkołomne akrobacje, gratuluje Szkotowi:

    - No, muszę przyznać, że jeszcze żadnemu z moich pasażerów nie udało się zachować milczenia w czasie lotu!

    - A wie pan - przyznaje Szkot - że w pewnym momencie chciałem krzyknąć!

    - Tak?

    - Tak, gdy moja żona wypadła z samolotu...

  • Leci w samolocie w jednym rzędzie: dwóch Arabów (siedzą od strony okna) i Żyd (od przejścia). Żyd - wyluzowany kompletnie - rozpiął kołnierzyk, zdjął buty. Arabowie patrzą na niego niena-wistnie. Po godzinie lotu jeden z nich wstaje i mówi:

    - Idę po colę.

    Żyd na to:

    - Ależ nie, ja pójdę, po co się przeciskać.

    I poszedł. W tym czasie Arab napluł mu do buta. Żyd wraca, daje colę Arabowi. Po kolejnej godzinie drugi Arab mówi:

    - Idę po colę.

    Żyd jak poprzednio:

    - Ja pójdę.

    I poszedł. Drugi Arab napluł mu do drugiego buta. Żyd wraca, daje colę Arabowi. Po godzinie samolot ląduje, Żyd zbiera się, zapina kołnierzyk, założył jeden but, skrzywił się i mówi:

    - Znowu ta straszna nienawiść między naszymi narodami...

    - To plucie do butów, to szczanie do coli...

  • Przed sądem staje Francuz oskarżony o zabicie żony przyłapanej z kochankiem.

    - Dlaczego nie zabił pan kochanka, ale żonę? - pyta sędzia.

    - Wysoki sądzie, a czy nie lepiej jest raz zabić kobietę, zamiast co tydzień pozbawiać życia coraz to nowego mężczyznę?

  • Dlaczego Irlandczycy przez trzy dni powstrzymują się z pochowaniem nieboszczyka?

    Ponieważ chcą mieć pewność, że naprawdę umarł, a nie spił się po prostu w trupa.

  • Dlaczego taczka jest jednym z najgenialniejszych wynalazków w historii?

    - Dzięki niej Irlandczycy nauczyli się chodzić na dwóch nogach.

  • Afrykańskie plemię łapie europejskiego podróżnika i pakuje go do kotła.

    - Patrzcie, potrafię robić ogień - podróżnik, próbując się ratować, wyciąga z kieszeni zapalniczkę i krzesze z niej płomyk.

    Zaszokowani kanibale cofają się o kilka kroków.

    - Czysta magia! - triumfalnie woła podróżnik.

    - Rzeczywiście - potwierdza wódz dzikusów. - Pierwszy raz w życiu widzę, żeby zapalniczka zadziałała za pierwszym razem.

  • Ilu Ukraińców potrzeba do wkręcenia żarówki?

    - A po cholerę im żarówka, kiedy przecież każdy z nich i tak świeci w ciemnościach!

  • Ksiądz, pastor i rabin opowiadają sobie o tym, co robią z pieniędzmi zebranymi od wiernych. Najpierw chwali się ksiądz:

    - Ja rysuję na ziemi koło, podrzucam te pieniążki do góry i co spadnie do środka tego koła, to idzie dla Pana Boga.

    Potem chwali się pastor:

    - Ja rysuję na ziemi linię, podrzucam pieniądze i co spadnie po prawej stronie tej linii, to jest dla Pana Boga.

    Ostatni opowiada rabin:

    - A ja podrzucam pieniądze i co Pan Bóg sobie złapie, to jego...

  • - Jak ci się podoba nasze miasto? - spytał mieszkaniec Chicago Indianina, który przyjechał z rezerwatu na wycieczkę do metropolii.

    - Niczego sobie - odrzekł Indianin. - A jak ci się podoba nasz kraj?

  • Przed sądem w Republice Południowej Afryki staje Murzyn oskarżony o pobicie białego. Wszystkich w zdumienie wprawia łagodny wyrok: rok więzienia!

    Przewodniczący odczytuje uzasadnienie wyroku:

    Wprawdzie za pobicie białego oskarżony zasługuje na znacznie surowszy wymiar kary, ale sąd wziął pod uwagę okoliczność łagodzącą: to wcale nie on był sprawcą pobicia, ale zupełnie ktoś inny...

  • Co powiedział Indianin z Nevady, widząc nad pustynią grzyb atomowy po próbnej eksplozji nuklearnej?

    - Po co zaraz tak krzyczeć?

  • Katolickiemu misjonarzowi, wysłanemu do Afryki w celu nawracania kanibali, udało się osiągnąć pewne sukcesy w misyjnej pracy.

    Przekonał ich, żeby w piątki jadali tylko rybaków.

  • Skrupulatny urzędnik skarbówki kontroluje firmę z żydowskim kapitałem i pyta:

    - Macę jecie?

    - A jakże, to przecież nasza tradycja - odpowiada pracownik.

    - A okruszki?

    - Nic się nie marnuje. Zawsze zbieramy je do pudełka i wysyłamy do piekarni, a oni raz w roku przysyłają nam jedną macę gratis.

    - A świece palicie?

    - No pewnie. Przecież są nam potrzebne do naszych modlitw.

    - A co z ogarkami?

    - Nic się nie marnuje. Wszystkie zbieramy do pudełka i wysyłamy do fabryki, a oni raz w roku - przysyłają nam jedną świecę gratis.

    - A jak tam u was z obrzezaniem?

    - Normalnie, jesteśmy przecież dobrymi Żydami. Ale nic się nie marnuje. Wszystkie napletki zbieramy do pudełka i wysyłamy do urzędu skarbowego, a oni raz w roku przysyłają nam kogoś takiego, jak pan...

  • W pewnym mieście zorganizowano zawody w piciu napoju narodowego. Komentator:

    - Proszę państwa, na scenę wychodzi zawodnik francuski, będzie pił napój narodowy Francji, czyli wino, butelkami. I pierwsza, druga... piąta i złamał się, złamał się zawodnik francuski.

    Ale na scenę wchodzi zawodnik polski, będzie pił napój narodowy polski, to jest żytnią, butelkami. No i pierwsza, druga... dziesiąta i złamał się, złamał się polski zawodnik! Na scenę wychodzi główny faworyt - zawodnik rosyjski, będzie pił napój narodowy Rosji, bimber, czerpakiem prosto z wiadra. No i pierwszy czerpak, drugi... piętnasty i złamał się, złamał się czerpak, zawodnik rosyjski będzie pił bimber prosto z wiadra.

  • W pociągu wygodnie rozparty na miękkim siedzeniu jedzie kowboj i puszcza kółka dymu z drogiego cygara, raz większe, raz mniejsze. Obserwuje go siedzący naprzeciwko Indianin. Wreszcie zwraca się do kowboja:

    Powiedz jeszcze jedno takie słowo, a dostaniesz w pysk!

  • Jak rozweselić Anglika w starszym wieku?

    Trzeba mu opowiedzieć jakiś dowcip w młodości.

  • Czukcza łowi ryby nad brzegiem Oceanu Lodowatego. Wynurza się amerykańska łódź podwodna, wyskakuje marynarz:

    - Rosjanie byli?

    - Nie...

    - Odpłynęli.

    Po chwili wynurza się rosyjska łódź podwodna, wyskakuje marynarz:

    - Amerykanie byli?

    - Tak...

    - Gdzie popłynęli?

    - Na północny wschód.

    - Nie wymądrzajcie się, ręką pokażcie!

  • Mieszkający od lat w Stanach stary Arab ma 5-h pole ziemniaków. Nadszedł czas sadzenia, ale jego jedyny syn został aresztowany jako terrorysta. Załamany Arab wysyła telegram do syna do więzienia: „Drogi Abdulu, tu pisze Twój ojciec Muhammad. Jak co roku przyszedł czas sadzenia ziemniaków, ale ja już jestem stary i nie dam rady przekopać pola. Wiem, że jakbyś tu był, to byś mi pomógł. Kochający Cię ojciec Muhammad".

    Po kilku godzinach przychodzi telegram z więzienia:

    „Tato, nie kop nigdzie na polu. Tam schowałem cały trotyl, wirówkę do reaktora oraz butle z gazem i bakteriami”.

    Pięć minut po telegramie przyjeżdża 300-osobowa ekipa z FBI z psami, koparkami i łopatami. Przeszukiwali i przekopywali całe pole przez dwa tygodnie. Nic nie znaleźli, więc przeprosili i odjechali. Na następny dzień przychodzi telegram:

    „Drogi Ojcze, tu pisze Twój syn Abdul. Pole przekopane, możesz sadzić sadzonki. Zważywszy na zaistniałe trudne okoliczności, więcej zrobić nie mogłem. Kochający Cię syn Abdul”.

  • Rozmawia rosyjski żołnierz z amerykańskim. Amerykanin chwali się, jak to u nich jest dobrze w armii, że mają dobry sprzęt, że dobrze ich szkolą itp. Aż doszło do tematu wyżywienia. Amerykanin mówi, że oni dostają dziennie równowartość 8 tys. kalorii. Na to Rosjanin:

    - Łżesz! Żaden człowiek nie zje dziennie 30 kilogramów ziemniaków!

  • Afryka. Turysta spotyka w dżungli tubylca, który wali w tam-tam.

    - Co się stało?

    - Od kilku tygodni nie ma u nas wody.

    - Więc prosi pan niebo o deszcz?

    - A skąd! Hydraulika wzywam.

  • Na międzynarodowej konferencji zastanawiają się, co zrobić z ziemią w Czarnobylu. Mówi Ukrainiec:

    - Nie możemy zasadzić tam ziemniaków, ani nie możemy wypasać tam krów...

    Na to odzywa się Polak:

    - Ale możemy zasadzić tytoń i na paczce papierosów napisać „Ministerstwo ostrzega po raz ostatni...”.

  • Helmut i Helga z Bawarii pojechali do Paryża i z grupą innych turystów zwiedzają Luwr. Przewodnik oprowadza ich po salach i udziela wyjaśnień. Wreszcie powiada:

    - Może ktoś z państwa ma jakieś pytania?

    Na to zwraca się do niego Helga:

    - Niech mi pan powie, z łaski swojej, czym wy tu smarujecie parkiety, że się tak pięknie błyszczą?

  • Murzyn i Portorykanin jadą samochodem. Kto siedzi za kierownicą?

    Policjant.

  • Murzynka wypełniła podanie o zasiłek. W rubryce „Liczba dzieci” wpisała „10”, a w rubryce „imiona dzieci” - tylko „Samuel".

    - Powinnaś tu wpisać imiona wszystkich swoich dzieci - poinstruował ją urzędnik rozpatrujący pismo.

    - One wszystkie mają to samo imię - stwierdziła.

    - W takim razie jak każdy z nich poznaje, że właśnie do niego się zwracasz? - zdziwił się urzędnik.

    - To proste, wołam ich po nazwiskach.

  • Szeregowiec przychodzi do dowódcy:

    - Towariszczi, tanki jadą!!!

    - Skolko ich?

    - Wosiem.

    - To bieri granat i rozgoni tanki.

    Po chwili:

    - Rozgonił tanki?

    - Rozgonił.

    - To oddawaj granat!

  • Polak, Niemiec, Rusek i Murzyn płyną na tratwie. Nagle Polak mówi:

    - Jest nas za dużo na tej tratwie. Wyrzućmy Murzyna! A Niemiec na to:

    - To nie fair! Ja będę zadawał pytania. Kto nie odpowie - won z tratwy!

    Na pierwszy ogień idzie Polak:

    W którym roku spadła bomba na Hiroszimę?

    Polak myśli...

    - W 1945. Niemiec:

    - Dobrze, zostajesz.

    Drugi Rusek:

    - A ile zginęło ludzi?

    Rusek myśli...

    - 60 tysięcy.

    Niemiec:

    - Dobrze, zostajesz.

    Teraz kolej na Murzyna.

    Niemiec:

    - Murzyn, podaj nazwiska!

  • Idzie misjonarz przez pustynię i spotyka lwa. Przerażony modli się:

    - Boże, spraw, aby to zwierzę miało chrześcijańskie uczucia.

    Na to lew:

    - Pobłogosław, Panie Boże, ten dar, który zaraz będę spożywać...

  • Z czego się składa syberyjska latryna?

    - Z dwóch pali - na jednym wiesza się kufaję, a drugim odpędza się wilki.

  • Kanadyjczyk je sobie spokojnie na śniadanie rogalika z marmoladą. Przysiada się do niego żujący gumę Amerykanin.

    - Wy w Kanadzie jecie cały chleb?

    - No tak.

    - Bo my w USA jemy tylko środek. Skórki odrywamy, zbieramy do specjalnych pojemników, oddajemy do recyklingu, przerabiamy na rogaliki i sprzedajemy do Kanady - stwierdza pogardliwie Amerykanin, żując swoją gumę.

    Kanadyjczyk nic.

    - A marmoladę jecie? - pyta dalej Amerykanin.

    - Tak.

    - Bo my w USA jemy tylko świeże owoce. Skórki, pestki i tak dalej zbieramy do specjalnych pojemników, oddajemy do recyklingu, przerabiamy na dżem i sprzedajemy do Kanady - i dalej żuje gumę.

    - A seks w USA uprawiacie? - pyta Kanadyjczyk.

    - No oczywiście.

    - A co robicie z prezerwatywami?

    - Wyrzucamy.

    - Bo my w Kanadzie to swoje zbieramy do specjalnych pojemników, oddajemy do recyklingu, przerabiamy na gumę do żucia i sprzedajemy do USA...

  • W szkole na lekcji geografii pani pyta dzieci, w którym kraju jest najcieplejszy klimat.

    - W Rosji - odpowiada Jaś.

    - Z czego to wnioskujesz? - pyta zdziwiona pani.

    - Bo, proszę pani, do nas w styczniu znad Wołgi ciocia przyjechała w trampkach.

  • Na dyskotece w Niemczech bawił się Rosjanin, w koszulce z napisem „Turcy mają trzy problemy”. Nie trwało długo, stanął przed nim Turek, wielkie byczysko:

    - Ty, a w ryj chcesz?

    - To jest pierwszy z waszych problemów - odpowiedział Rosjanin - agresja. Ciągle szukacie zwady, nawet wtedy, kiedy nie ma żadnego powodu.

    Dyskoteka się skończyła, Rosjanin wychodzi, a tam na niego tłum Turków czeka.

    - No, teraz się z tobą policzymy - warknęli Turcy gremialnie.

    - A to jest drugi z waszych problemów - powiedział Rosjanin.

    - Nie potraficie załatwiać spraw po męsku sam na sam, tylko zawsze musicie zwoływać wszystkich swoich.

    - Zaraz nam to odszczekasz! - wrzasnęli Turcy, wyciągając noże.

    - I to jest trzeci z waszych problemów - westchnął ciężko Rosjanin. - Zawsze na strzelaninę przychodzicie z nożami...

  • Ilu Irlandczyków potrzeba do wkręcenia żarówki?

    Dwóch. Jeden trzyma żarówkę, a drugi pije whisky, czekając, aż cały pokój zacznie wirować.

  • Towarzyski mecz hokejowy Polska-Rosja. Wygrali nasi. Jelcyn przesłał telegram: „Gratulacje STOP Ropa STOP Gaz STOP”.

  • Amerykańscy archeolodzy odkryli nową piramidę w Egipcie i odkopali tam mumię faraona. Nie mogli jednak ustalić, kim był zmarły. Zadzwonili więc po pomoc do Rosji.

    Następnego dnia przybyli z Moskwy Sasza i Wania. Poprosili tylko o dwie godziny czasu na rozwiązanie tego problemu. Po dwóch godzinach dwaj oficerowie radzieckiego wywiadu wychodzą do prasy i oświadczają:

    - Ramzes VIII!

    Amerykanie na to:

    - Jak się to wam udało ustalić?!

    A Ruscy:

    - Sam się przyznał!

  • Zasypaną śniegami tajgą jadą saniami: Rosjanin, Polak, Niemiec i Amerykanin. Nagle do sań doskakuje stado głodnych wilków. Już mają ich dopaść, lecz Ruski wyrzuca z sań Niemca. Wilki rozszarpują nieszczęśnika, ale nie na długo powstrzymuje to zwierzęta, które znowu doganiają sanie. Ruski wyrzuca Amerykanina. Wilki rozszarpują go, jednak po chwili znów są przy saniach. Wówczas Ruski wyjmuje strzelbę i po kolei strzela do każdego z wilków.

    - Dlaczego - pyta Polak - od razu ich nie zastrzeliłeś?

    Ruski kręci głową i wyjmuje butelkę wódki.

    - Coś ty!? Pół litra na czterech?!

  • Polak, Rusek i Niemiec jadą pociągiem. Zakładają się, kto będzie najszybszym złodziejem. Niemiec mówi:

    - Dajcie mi dwadzieścia sekund i zgaście światło.

    Po dwudziestu sekundach zapalają. Niby nic się nie zmieniło, atu Niemiec oddaje im uprzednio skradzione zegarki.

    Rusek mówi:

    - Dajcie mi dziesięć sekund i zgaście światło.

    Po dziesięciu sekundach zapalają, niby nic się nie zmieniło, a tu Rusek też oddaje skradzione zegarki.

    Na to Polak mówi:

    - Dajcie mi pięć sekund i zgaście światło.

    Po pięciu sekundach zapalają, niby nic się nie zmieniło, a tu przychodzi konduktor i mówi:

    - Panowie! Koniec jazdy, ktoś nam podprowadził lokomotywę.

  • Komisja Europejska postanowiła wybudować bramę w trzecie tysiąclecie, jako symbol coraz ściślejszych więzi łączących państwa członkowskie. Wyłoniono podkomisję do przeprowadzenia przetargu. Do wykonania bramy zgłosiło się trzech oferentów: Turek, Niemiec i Polak.

    Pierwszy ofertę przedstawił Turek: brama solidna, projekt kompletny - wszystko w porządku - koszt: 6000 euro.

    Drugi był Niemiec: projekt w zasadzie nie odbiegał od projektu Turka, podobne wykonanie, cena: 10 000 euro. Komisja pyta:

    - Czemu aż 10 000!? Niemiec na to:

    - Solidny niemiecki projekt, solidne niemieckie materiały, solidne niemieckie wykonanie, a to kosztuje.

    Ostatni był Polak, który przedstawił projekt bardzo podobny, wręcz identyczny z projektami Turka i Niemca, ale cena wynosiła 56 000 euro. Tu komisja o mało nie spadła z krzeseł, ale pytają czemu tak astronomicznie wysoka kwota, na co Polak:

    - 25 000 euro dla mnie, 25 000 dla szanownej komisji za trud włożony w przeprowadzenie przetargu i skuteczne jego rozstrzygnięcie, a 6000 dla Turka, bo ktoś tę bramę musi postawić...

  • Podczas strasznej jesiennej ulewy na przejście graniczne podjeżdża zmoknięty i zziębnięty motocyklista. Po sprawdzeniu dokumentów celnik pyta go:

    - Cigaretten? Narkotiken? Alkohol?

    Motocyklista na to:

    - Nie, dzięki! Filiżankę kawy proszę...

  • Czukcza dostał piękne mieszkanie w centrum Moskwy. Znajomi zwalili się gromadą zobaczyć, jak mieszka. Pierwszy pokój - pusty, białe ściany.

    - Czukcza, co to ma być?! - pytają zdumieni.

    - Tundra - wyjaśnił Czukcza.

    Przechodzą do drugiego pokoju, też puściutki, białe ściany.

    - A to co? - pytają Czukczę.

    - Tundra - wyjaśnił Czukcza niewzruszony.

    Idą do kuchni - ten sam obraz. I znowu wyjaśnienie Czukczy to samo.

    Zaglądają do ubikacji, a tam wszystko jak w jurcie, a żona Czukczy z czwórką dzieci przy ognisku przyrządza posiłek.

    - Czukcza, to gdzie wy za potrzebą chodzicie?

    - No jakże gdzie, do tundry!

  • - Mój kuzyn próbował poskładać z części zupełnie nowy samochód - mówi Polak. - Koła wziął z forda, chłodnicę z oldsmobila, silnik z cadillaca, skrzynię biegów z volvo...

    - I co z tego wyszło?

    - Pięć lat więzienia za kradzieże.

  • Kontrola Legalności Pracy wypytuje w Holandii Polaka:

    - Mówi pan po holendersku?

    - Tak, trochę.

    - A ma pan pozwolenie na pracę?

    - Oczywiście.

    - A pana kolega tam w pomidorach też ma?

    - Naturalnie.

    - Mógłby pan go zawołać?

    - Jasne. Józeeek! Spadówaaa!

  • - Pytają Polaka, miłośnika podróży i alkoholi:

    - Gdzie ostatnio byłeś na wycieczce?

    - Nie wiem, jeszcze nie wywołałem filmów.

  • Stajnia Ferrari zwolniła całą załogę boksu. Decyzję podjęto po przejrzeniu dokumentacji dotyczącej grupy młodych, bezrobotnych Polaków z Berlina, którzy byli w stanie w ciągu czterech sekund odkręcić wszystkie koła od samochodu, nie dysponując przy tym żadnymi potrzebnymi narzędziami. Team Ferrari uznał to za mistrzowskie osiągnięcie, jako że w dzisiejszych czasach o zwycięstwie lub przegranej w wyścigach Formuły 1 nierzadko decyduje czas pobytu w boksie i zaproponował im pracę. Projekt jednak zakończono równie szybko, jak go rozpoczęto: młodzi mechanicy co prawda zmienili wszystkie koła w ciągu czterech sekund, ale równocześnie kompletnie przelakierowali bolid, przebili numery silnika i... sprzedali teamowi McLarena.

  • Radziecki statek podpływa do afrykańskiego portu. Marynarz rzuca linę cumowniczą na brzeg, krzycząc do Murzyna stojącego na nabrzeżu:

    - Dierży linu!

    Murzyn nie rozumie. Rosjanin znów rzuca linę, krzycząc: „Dierży linu!”. Murzyn stoi bez ruchu. Rosjanin pyta:

    - Goworisz po ruski?

    Cisza.

    - Parlez vous français?

    Cisza.

    - Sprechen Sie Deutsch?

    Cisza.

    - Do you speak English?

    - Yes, I do!

    - No to dierży linu!

  • Gdzie można najbezpieczniej ukryć pieniądze przed Polakami?

    Pod mydłem.

  • Dzwoni Sasza z Leningradu do Fiodora na Syberię:

    - Ty, stary, słyszałem, że u was tęga zima.

    - Jaka tam tęga. Raptem minus 25 stopni - odpowiada Fiodor.

    - Tak? A ja słyszałem w telewizji, że minus 60 - z zaciekawieniem rzecze Sasza.

    - A, chyba że na dworze... - mówi Fiodor.

  • W USA mówią:

    - Jest 22.30. Czy wiesz, gdzie są nasze dzieci?

    We Francji mówią:

    - Jest 22.30. Czy wiesz, gdzie jest twoja żona?

    W Grecji mówią:

    - Jest 22.30. Czy wiesz, gdzie jest twój mąż?

    W Polsce mówią:

    - Jest 22.30. Czy wiesz, która jest godzina?

  • Grupa Polaków, wyposażonych w taśmę mierniczą, uformowała żywą piramidę, usiłując zmierzyć maszt na zacumowanym w przystani jachcie.

    - Czemu go po prostu nie opuścicie? - dziwił się przypadkowy obserwator tych niebezpiecznych akrobacji.

    - Coś pan!? - oburzyli się Polacy. - Przecież chcemy zmierzyć jego wysokość, a nie długość!

  • Zatonął statek, uratowało się tylko trzech ludzi: Amerykanin, Francuz i Polak. Płyną sobie na tratwie ratunkowej, ale po paru dniach skończył im się prowiant i woda pitna. Na szczęście, gdy byli już u kresu sił, złowili złotą rybkę. Rybka, jak to one mają w zwyczaju, obiecała spełnić trzy życzenia - po jednym na każdego z rozbitków. Na pierwszy ogień poszedł Amerykanin:

    - Ja chcę się znaleźć w domu, w ramionach mojej żony, przy dzieciach, psie i cadillaku...

    Rybka machnęła płetwą i pstryk!... Amerykanin zniknął.

    Teraz Francuz:

    - No, moi też chce się stąd wydostać, ale woli być na français Riviera, wśród femmes belles, wiesz rybka, plaża, topless, te sprawy.

    Rybka oczywista spełnia jego życzenie - pstryk! Nie ma Francuza na tratwie.

    Ostatni wyraża swoje życzenie Polak:

    - Tego... yyyyy.... ja chcem 4 półlitrówki i... tamtych dwóch z powrotem!

  • Przy stole siedzą razem ze swoimi żonami: Anglik, Francuz i Polak.

    - Moja słodka - zwraca się Anglik do swojej połowicy - czy mogłabyś podać mi cukier?

    - Moja pszczółko - mówi z kolei Francuz do swojej małżonki - proszę cię, podaj mi miód.

    Nie chcąc być gorszym w owym towarzystwie, Polak rozkazuje swojej żonie:

    - Podaj mi mleka, krowo!

  • Kowalski telefonuje do Jankowskiego o trzeciej nad ranem.

    - Co chciałeś? - pyta brutalnie wyrwany ze snu Jankowski.

    - Nic - odpowiada Kowalski.

    - To czemu dzwonisz w środku nocy?!

    - Bo o tej porze taniej.

  • - Mamo, jestem w ciąży - wybucha płaczem młoda Polka.

    - Nie rozpaczaj - pociesza ją matka. - Może to nie twoje?

  • Polak w sklepie wolnocłowym na nowojorskim lotnisku zwraca się do sprzedawcy:

    - You know, wiesz facet, I want to buy... piła.

    Widząc brak kontaktu, mówi „piłka, piła”, i pokazuje rękoma wielką obłość oraz demonstruje koszykarskie odbijanie.

    - You know, piła - i odbija wyimaginowaną piłkę do koszykówki.

    - Oooh, ball? - pyta sprzedawca. - You need to buy a ball.

    - Yes - cieszy się facet - ball, piła. A teraz patrz mi na usta: łań-cu-cho-wa.

  • Po przyjeździe do Nowego Jorku Polak postanawia przenocować w hotelu. Załatwia w recepcji formalności i rusza na poszukiwanie swojego pokoju.

    - A co to takiego!? - zastanawia się, przechodząc obok tabliczki z napisem „winda”. Zatrzymuje się w pobliżu i obserwuje, jak rozsuwają się automatyczne drzwi i do windy wsiada stara, otyła i brzydka baba. Drzwi się zasuwają, a gdy niedługo potem ponownie się otwierają, z windy wychodzi śliczna, zgrabna, młoda blondynka.

    - Niesamowite - szepcze wstrząśnięty Polak. - Muszę tutaj koniecznie przywieźć moją starą!

  • Wojska polskie mają stacjonować obok wojsk ONZ. Polski dowódca mówi do swoich żołnierzy:

    - Francuzi wymieniają bieliznę co tydzień. Anglicy wymieniają bieliznę co trzy dni. Amerykanie wymieniają bieliznę co dwa dni. Wy będziecie wymieniać codziennie.

    Po chwili dodaje:

    - A kto z kim będzie wymieniać, to już sami sobie ustalicie.

  • Był sobie Polak, Rusek i Niemiec. Diabeł powiedział:

    - Kto wytrzyma rok w namiocie ze skunksem, tego wypuszczę z piekła.

    Rusak nie wytrzymał, Niemiec nie wytrzymał a Polak wytrzymał.

    Diabeł go pyta:

    - Polaku, jak ci się to udało?

    - To proste, zdjąłem skarpetkę i skunks zdechł.

  • Józek, co znaczy „why"?

    - Dlaczego.

    A tak się pytam.

  • Jak się nazywa inteligentnego faceta w Polsce?

    Turysta.

  • Wysłano żołnierzy amerykańskich do Polski w ramach wymiany natowskiej.

    Jeden z amerykańskich żołnierzy pisze do domu:

    „Kochana mamo, pozdrawiam Cię serdecznie. Opowiem Ci pokrótce, jak wygląda tydzień w polskiej jednostce:

    Poniedziałek: koledzy przywitali nas wódką.

    Wtorek: umieram.

    Środa: jeden z kolegów polskich miał urodziny.

    Czwartek: umieram.

    Piątek: dostaliśmy przepustkę - poszliśmy na dyskotekę.

    Sobota: dlaczego nie umarłem we wtorek?”

  • Wchodzi Amerykanin do baru w Polsce, i mówi:

    - Słyszałem, że wy, Polacy, to jesteście straszni pijacy. Założę się o 500 dolarów, że żaden z was nie wypije litra wódki jednym haustem. W barze cisza. Każdy boi się podjąć zakład. Jeden gość nawet wyszedł. Mija kilka minut, wraca ten sam gość, podchodzi do Amerykanina i mówi:

    - Czy twój zakład jest wciąż aktualny?

    - Tak. Kelner! Litr wódki!

    Gość wziął głęboki oddech i fruuu... z litra wódki została pusta butelka. Amerykanin jak wryty, wypłaca 500 dolarów i mówi:

    - Jeśli nie masz nic przeciwko, mógłbym się dowiedzieć, dokąd wyszedłeś kilka minut wcześniej?

    - A, poszedłem do baru obok sprawdzić, czy mi się uda...

  • Polak, Anglik, Francuz i Rosjanin lecą samolotem, Nastąpiła awaria silnika i trzeba skakać, ale są tylko trzy spadochrony.

    Pierwszy wyskoczył Rosjanin, za nim Anglik. Francuz proponuje Polakowi losowanie, komu przypadnie trzeci spadochron.

    - Nie trzeba. Dałem Ruskowi gaśnicę - mówi Polak.

  • Anglik w polskim motelu dzwoni do recepcji i mówi:

    - Two teas to room two two (dwie herbaty do pokoju 22)

    Na to recepcjonistka:

    - Taram, taram, taram...

  • Co to jest polski komplet bagażowy?

    Dwie plastikowe reklamówki z tego samego sklepu.

  • Polak, znany z wrodzonego wstrętu do wody, siedzi przy stole i moczy cierpliwie jeden palec w szklance z wodą. Widzi to Amerykanin i pyta z ciekawością:

    - Co ty robisz?

    - Nic. Lekarz zalecił mi kąpiele, więc się po trochu przyzwyczajam!

  • Pewien Polak pragnął dożyć 105 lat. Dlaczego?

    Słyszał, że bardzo niewielu ludzi umiera w tym wieku.

  • Do Warszawy przyjechał japoński dziennikarz. Po tygodniu faksuje do redakcji:

    „Ta Polska to cywilizowany kraj. Mieszka tu dużo ludzi różnych narodowości. Są nawet Indianie, którzy biją się kijami bejsbolowymi z łysymi buddyjskimi mnichami w młodzieżowych strojach”.

  • Amerykański statek kosmiczny doleciał na Marsa... Wylądowali... już zbierają się do wyjścia, aż tu nagle podleciało dwóch Marsjan, takich śmiesznych zielonych i bzzzzzzzzz bzzzzz - zaspawali im drzwi wyjściowe.

    Amerykanie jednak próbują wyjść... 10 minut, 30 minut... po godzinie się udało.

    Wyszli, a tam już zebrała się większa grupka Marsjan.

    Witają się więc z nimi i pytają:

    - Czemu zaspawaliście nam drzwi wyjściowe?

    Na co Marsjanie:

    - Zawsze tak robimy nowym, ale to chyba nie problem? Niedawno tu Polacy byli... Koledzy zaspawali im drzwi, a oni po pięciu minutach już byli na zewnątrz... i jeszcze prezenty przywieźli...

    Amerykanie:

    - Prezenty, Polacy? Jakie prezenty?

    Marsjanin:

    - A nie wiem, jakiś wpierdol, ale wszyscy dostali...

  • Po zakończeniu zimnej wojny jednostki specjalne USA i Rosji przeprowadzają wspólne manewry. Do sali, w której zgromadzili się żołnierze obu nacji, wchodzi amerykański sierżant i mówi:

    - Dzisiaj ćwiczymy skoki z małych wysokości - pułap 200 metrów.

    Na to Rosjanie wpadają w panikę. Po naradzie jeden z nich występuje i pyta, czy nie mogliby skakać ze 100 metrów. Zdziwiony sierżant odpowiada:

    - Ale na 100 metrach lotu nie rozwiną się nam spadochrony!

    Na to wszyscy Rosjanie zgodnie:

    - Oo!? To dzisiaj skaczemy ze spadochronami?

  • Jezus wchodzi do knajpy, w której siedzą Irlandczyk, Amerykanin i Polak.

    - Cześć, Jezus jestem, uzdrawiam dotknięciem ręki.

    Irlandczyk zaraz dał sobie coś uzdrowić, Amerykanin też, a Polak mówi:

    - Tylko się do mnie nie zbliżaj, ja mam jeszcze tydzień chorobowego.

  • Jedzie Polak bmw i złapał gumę. Zatrzymał się na poboczu i zmienia koło. Podjeżdża mercedes, wysiada drugi Polak i pyta:

    - Co pan robi?

    - Odkręcam koło.

    Ten z mercedesa bierze kamień, wali w szybę bmw i mówi:

    - To ja wezmę radio.

  • Dwaj Polacy siedzą w barze. Jeden mówi:

    - Czy wiesz, że mój kumpel ma złoty kibel?

    - Chyba za dużo wypiłeś - odpowiada drugi.

    - Nie wierzysz? No to ci pokażę.

    - Idą do więc pod stosowny adres. Pukają do drzwi. Otwiera im mały chłopiec i woła:

    - Tato! Przyszedł ten pan, co ci wczoraj w puzon narobił!

  • Polscy pracownicy rozmawiają miedzy sobą:

    - O

    d kiedy pracujesz w tej firmie?

    - Od czasu, gdy kierownik zagroził, że mnie zwolni.

  • Dlaczego Polakom nie można dać więcej niż pół godziny na Przerwę w pracy?

    Ponieważ po dłuższej przerwie trzeba by ich było na nowo przyuczać do zawodu.

  • Przed rozpoczęciem międzynarodowego spotkania piłkarskiego Polska - Włochy zawodnicy włoscy pokłócili się o to, który z nich ma być kapitanem drużyny i na znak protestu zeszli z boisk z jeszcze przed pierwszym gwizdkiem.

    Pomimo braku jednej z drużyn mecz jednak się odbył. Po dwóch ciężkich połowach zwyciężyła Polska - wynikiem 7:4.

  • Polak i Amerykanin popijają sobie drinki, oglądając telewizję w barze. Nagle w dzienniku pojawia się relacja o kobiecie stojącej na dachu wieżowca i grożącej popełnieniem samobójstwa.

    - Założę się o sto dolarów, że nie skoczy! - oświadcza Polak.

    - Przyjmuję zakład! - zgłasza się Amerykanin.

    W chwilę potem w telewizji pokazują, jak samobójczyni skacze i zabija się.

    Zmartwiony Polak wyciąga stówkę i wręcza Amerykaninowi. Potem wychyla w ponurym milczeniu kilka kieliszków wódki. Ożywia się dopiero, gdy Amerykanin niespodziewanie chce mu oddać pieniądze.

    - Co ty, przecież wygrałeś zakład! - wzbrania się Polak.

    - Bierz swoje pieniądze - nalega Amerykanin. - Zakład nie był do końca uczciwy, bo ja widziałem tę relację już w wiadomościach o szóstej - przyznaje się.

    - Ja też ją widziałem o szóstej. - mówi Polak. - I dlatego nie sadziłem, że ta wariatka będzie chciała skakać także o jedenastej!

  • Kanibale złapali trzech białych turystów: Ruskiego, Amerykanina i Polaka. Odbywa się rada plemienna, na której kanibale mają ustalić sposób konsumpcji zdobyczy. Rusek najgłośniej pro-testował, że on jako obywatel ZSRR itd., więc nie myśląc długo, przeznaczyli go na zupę.

    Amerykanin:

    - Jestem obywatelem USA, muszę porozumieć się z konsulatem!

    - Upiec go!

    - A ty skąd jesteś? - pyta wódz Polaka.

    - Z Po... Po... z Polski.

    - Polska! Tam studiuje mój syn! Bądź moim gościem, bracie.

    - Co będziesz jadł? Zupę czy mięso?

  • Dwóch Polaków chce powiesić obraz.

    - Popatrz, cholera, nie wchodzi! - dziwi się jeden z nich, próbując przybić młotkiem gwóźdź przystawiony do ściany główką.

    - Dureń jesteś - śmieje się kolega. - Przecież to gwóźdź do przeciwległej ściany!

  • Spotyka się dwóch sąsiadów. Jeden mówi:

    - Czy ty wiesz, Franek, że moja świnia mówi po francusku?

    - Chyba jesteś pijany albo zwariowałeś!

    - Nie wierzysz? To założymy się!

    Sąsiedzi poszli więc do chlewu, do świni mówiącej po francusku. Jej właściciel pyta:

    - Kaśka, umiesz mówić po francusku?

    Świnia nic. Wtedy chłop ją kopnął, a świnia:

    - Łi, łi, łi!

  • Polak wraca do domu i zastaje w sypialni żonę w niecodziennym stanie. Jest rozebrana, spocona i zasapana.

    - Kochanie, biegnij po lekarza, bo chyba mama atak serca! - krzyczy na widok męża.

    Pędząc po pomoc, Polak spotyka po drodze synka:

    - Tato, tato, w szafie na górze schował się goły pan.

    Polak postanawia sprawdzić relację dziecka. Okazuje się, że w szafie rzeczywiście siedzi goły facet, w dodatku znajomy.

    - Robert, jak ty się nie wstydzisz! - woła Polak z wyrzutem.

    - Halina ma atak serca, a tobie w głowie straszenie moich dzieci.

  • Dwaj spadochroniarze, Polak i Włoch, bez przerwy za sobą rywalizowali. Raz posprzeczali się o to, który z nich lepiej składa spadochron. Spór postanowili rozstrzygnąć w praktyce, skacząc z samolotu. Lepiej złożony spadochron powinien prędzej się otworzyć - dedukowali.

    Polak skacze pierwszy. Ciągnie za linkę spadochronu i zaraz potem zaczyna spokojnie opadać na ziemię. Następnie skacze Włoch. Ciągnie za linkę, lecz spadochron się nie otwiera. Próbuje więc zapasowego, ale ten też nic. Zdesperowany włoski skoczek na łeb na szyję spada na ziemię i przelatuje obok Polaka.

    - O, ty cwaniaku! Teraz chcesz się ze mną ścigać! - woła oburzony rywal i odpina swój spadochron.

  • Kiedy masowo przywożono z Niemiec do Polski powypadkowy złom, ktoś przywiózł na lawecie do mechanika masę pogiętej blachy.

    - O, w mordę - mówi mechanik. - Nieźle trzaśnięty. Zrobię go w dwa tygodnie.

    Po tygodniu telefon, dzwoni mechanik.

    - Panie, jest problem. Co to za marka?

    - A czemu?

    - Bo jakbym nie klepał, to wychodzi przystanek autobusowy...

  • Dlaczego David Copperfield musiał odwołać swój występ w Polsce?

    Nikt nie był nim zainteresowany. W Polsce nie jest niczym niezwykłym, gdy coś znika.

  • Był sobie Polak, Rusek i Amerykanin. Spotkali diabła, który powiedział:

    - Przynieście to, czego macie w kraju najwięcej.

    Polak przyniósł ziemniaka.

    Amerykanin kaktusa.

    Ruska jeszcze nie było.

    Diabeł rzekł:

    - Wsadźcie sobie to, co przynieśliście, w zadek.

    Polak wsadził sobie bez problemu.

    - Amerykanin po wsadzeniu zaczął się śmiać i płakać.

    Diabeł pyta:

    Czemu płaczesz?

    Bo kaktus mnie kłuje w czułe miejsce.

    - A czemu się śmiejesz?

    - Bo Rusek czołgiem jedzie!

  • Polak kupuje pizzę.

    - Na ile kawałków mam ją panu pokroić: cztery czy osiem? - Pyta sprzedawca w pizzerii.

    - Raczej cztery - decyduje klient. - Ośmiu chyba nie dam rady zjeść.

  • Dlaczego nad Polską gołębie latają do góry nogami?

    Żeby im tubylcy obrączek nie ukradli.

  • Francuz, Anglik i Polak złapali złotą rybkę, która w zamian za uwolnienie, obiecała spełnić po jednym ich życzeniu.

    - Ja ma taką brzydką i starą żonę - mówi Francuz - chcę mieć ładną i młodą.

    - Na mnie szef w pracy się uwziął - mówi Anglik. - Daj mi, rybko, nową pracę z wyższą pensja.

    - A mój sąsiad ma stado krów - mówi Polak. - Spraw, aby mu te krowy pozdychały...

  • Dlaczego polska rodzina zamarzła na śmierć w samochodowym kinie na wolnym powietrzu?

    Ponieważ koniecznie chciała obejrzeć film pod tytułem „Zamknięte na okres zimy”.

  • Ilu Polaków potrzeba do wkręcenia żarówki?

    161. Jeden trzyma żarówkę, a 160 obraca domem.

  • Idzie Polak po pustyni z papugą na ramieniu, z przeciwka nadchodzi beduin z wężem na szyi. Beduin pyta Polaka:

    - Skąd jesteś?

    Polak na to:

    - Z Polski.

    - A to wy tam w Polsce podobno dużo wódki pijecie?

    - A popijamy sobie od czasu do czasu...

    - A napijesz się jednego?

    - Napiję!

    - Ale wiesz, to taki ciepły bimberek, z bukłaka, może być?

    - Dawaj!

    Wypił jednego i nic. Beduin nie wierzy i pyta:

    - A drugiego wypijesz?

    - Wypiję!

    Nalał. Polak wypił i nic.

    - A trzeciego wypijesz?

    - Wypiję!

    Nalał. Polak wypił i tylko rękawem gębę otarł...

    - A czwartego!?

    W tym momencie zniecierpliwiona papuga Polaka skrzeczy:

    - I czwartego, i piątego, i w łeb dostaniesz, i tego robaka ci zjemy...

  • Po czym można rozpoznać polski samolot?

    Po owłosieniu pod skrzydłami.

  • Stoi dwóch Polaków pod drzewem i sikają. Podchodzi do nich policjant i mówi:

    - Panowie, proszę przestać i schować...

    Na to Polacy:

    - Dobra, już idziemy.

    Po krótkiej chwili jeden mówi do drugiego:

    - Wiesz co, ale go zrobiłem! On kazał przestać i schować, a ja schowałem, ale nie przestałem...

  • Diabeł złapał Polaka, Niemca i Amerykanina. Dał im po dwie metalowe kulki i obiecał, że ich wypuści, jeśli zrobią z nimi coś, co go zadziwi.

    - Po chwili Niemiec podrzucił jedna kulkę w górę i trafił w nią drugą.

    - No, całkiem nieźle - powiedział diabeł. Amerykanin położył na ziemi jedną kulkę, a na niej postawił drugą. Stała!

    - No, to mnie lekko zdziwiło, ale zobaczymy, co zrobi Polak. Niestety, Polak jedną kulkę zepsuł, a drugą zgubił.

  • Zorganizowano zawody we wbijaniu gwoździa w deskę za pomocą głowy. Do rywalizacji stanęło trzech zawodników: Polak, Rusek i Niemiec. Pierwszy zaczyna Niemiec:

    Uderza raz.. dwa.. trzy... - gwóźdź wbity.

    Drugi Polak:

    ... raz., dwa... - wbity.

    Ostatni podchodzi do deski zawodnik radziecki:

    Raz... - wbity!

    Następuje ogłoszenie wyników:

    - Niemiec zajmuje drugie miejsce, Polak pierwsze, natomiast Rosjanin zostaje zdyskwalifikowany za wbicie gwoździa złą stroną.

  • Dwóch Polaków w drodze do pracy. Jeden zatrzymuje się nagle, wyciąga z kieszeni miarę i odmierza metr. Drugi pyta:

    - Co ty robisz?

    - Niektórzy mówią, że jeżdżą do pracy metrem. Tylko jak oni to robią?

  • Lądują Amerykanie na Księżycu, pewni, że są tu pierwszymi żywymi istotami. Przechadzają się po planecie, aż tu nagle patrzą, a za górką kryje się jakiś człowiek. Pytają go, kim jest i jak się tu znalazł.

    - Jestem Rosjaninem i dostałem się tutaj, bo mamy o wiele lepszą technikę od was.

    Amerykanie idą dalej i widzą kolejnego człowieka, więc zadają mu to samo pytanie.

    - Jestem Chińczykiem. Ponieważ jest nas najwięcej na świecie, to weszliśmy jeden na drugiego, ja byłem na samej górze i tak oto się tutaj dostałem.

    Idą dalej i spotykają Polaka, który jęczy, trzymając się za głowę:

    - Kurna, gdzie ja jestem? Byłem wczoraj na imprezie u Heńka i nic nie pamiętam...

  • Polskie koszary, środek nocy. Na warcie kiwa się zaspany strażnik. Nagle widzi skradającą się postać.

    - Stój! Ktoś ty?

    - Swój...

    - Jaki swój? Hasło!

    - Eeee... Czerwony Kapturek...?

    - Źle! Hasło brzmi „Czysty horyzont" i zapamiętaj to sobie na przyszłość!

  • Diabeł przychodzi do Ameryki i mówi:

    - Jestem diabełkiem z moim małym kubełkiem. Zabiorę wam wszystkie pieniądze.

    Amerykanie na to:

    - Proszę bardzo, bierz ile chcesz, i tak mamy za dużo.

    Diabeł idzie dalej, dochodzi do Rosji i mówi:

    - Jestem diabełkiem z moim małym kubełkiem. Zabiorę wam wszystkie pieniądze.

    Rosjanie mówią:

    - Nic nie mamy. Jeśli chcesz, możesz pomóc nam szukać.

    Diabeł dochodzi do Polski i mówi:

    - Jestem diabełkiem z... a gdzie jest mój mały kubełek?!

  • Polak, Anglik i Niemiec idą do piekła. Przed piekłem jest przepaść. Diabeł mówi do Anglika:

    - Skacz!

    - Nie skoczę!

    - Gentleman by skoczył.

    Więc Anglik skoczył. Diabeł mówi do Niemca:

    - Skacz!

    - Nie skoczę!

    - Gentleman by skoczył.

    - Nie skoczę!- To rozkaz!

    I Niemiec skoczył. Diabeł mówi do Polaka:

    - Skacz!

    - Nie skoczę!

    - Gentleman by skoczył.

    - Nie skoczę!

    - To rozkaz!

    - Nie skoczę!

    - A, to nie skacz!

    I Polak skoczył.