Dowcipy i kawały

Pokaż wszystkie dowcipy:

  • Bogaty prawnik z renomowanej kancelarii zaparkował nowiutkiego mercedesa przed głównym wejściem biurowca. Kiedy wysiadał z samochodu, szykując się do zademonstrowania swojego cacka kolegom z pracy, tuż obok przejechała nagle wielka ciężarówka, urywając całe drzwi...

    Mecenas błyskawicznie wyciągnął komórkę, wezwał policję, a kiedy po chwili zajechał radiowóz, zaczął natychmiast opisywać policjantowi swoją szkodę:

    - Czy pan wie, jaką poniosłem stratę?! Mój nowy samochód, dopiero co kupiony, został całkowicie zniszczony. Nigdy już nie będzie taki sam! Nieważne, ile roboty i pieniędzy pochłonie naprawa, nie będzie już nigdy pełnowartościowy...

    Policjant wchodzi mu w słowo:

    - Wy, prawnicy, to jednak jesteście straszni materialiści.

    - Dlaczego pan tak uważa?

    - Przecież razem z drzwiami urwało panu też całe lewe ramię!

    - O Jezu, mój rolex!

  • - Wysoki sądzie, ja tego nie ukradłem!

    - Czy oskarżony ma alibi?

    - Słucham?

    - Czy oskarżonego w tym czasie ktoś widział?

    - Na szczęście nie, wysoki sądzie!

  • Oskarżony o godzinie trzeciej nad ranem dostał się do mieszkania sąsiada. Co oskarżony tam robił?

    - Byłem pijany i sądziłem, że to moje mieszkanie.

    - Ale dlaczego, kiedy nadeszła gospodyni schronił się pan przed nią w kuchni?

    - Bo myślałem, że to moja żona.

  • - Panie mecenasie - zwraca się do swojego adwokata oskarżony. - Jeżeli z tego wszystkiego wyjdę z wyrokiem sześciu miesięcy, otrzyma pan ode mnie specjalną premię. Powiedzmy - trzy miliony.

    Po procesie zmęczony, acz rozentuzjazmowany adwokat podchodzi do klienta.

    - To był bardzo trudny proces - mówi. - Walczyłem w pańskiej sprawie jak lew i w rezultacie ma pan te upragnione przez siebie sześć miesięcy więzienia.

    - Serdecznie dziękuję, panie mecenasie! A co mi groziło?

    - Chcieli pana uniewinnić.

  • Ściana odgradzająca raj od piekła zaczęła pękać, więc św. Piotr udał się do Lucyfera i rzekł:

    - Przez ostanie trzydzieści wieków to my dokonywaliśmy wszelkich remontów. Teraz na was pora, abyście naprawili tę ścianę.

    - Ani nam się śni! - odburknął Książę Piekieł.

    - W takim razie będziemy musieli pozwać was do sądu - zagroził przedstawiciel raju.

    - Tak!? - zaśmiał się Lucyfer. - A ciekawe, skąd weźmiecie adwokata?

  • Przed sądem staje młoda kobieta z maleńkim dzieckiem na ręku. Jest oskarżona o kradzież w hipermarkecie. Jak zwykle sąd ustala personalia. Po zapisaniu imienia i nazwiska pada pytanie o stan cywilny.

    - Mężatka?

    - Nie, wdowa.

    - Od jak dawna?

    - Od czterech lat.

    - No, a ten maluszek?

    - Panie sędzio, to mąż zmarł, nie ja.

  • Prawnik ustala z klientem warunki umowy.

    - Jeśli nie wygram pańskiej sprawy, nie wezmę od pana żadnych pieniędzy.

    - A jeśli pan wygra?

    - To pan nie weźmie żadnych pieniędzy.

  • Adwokat pyta swojego klienta:

    - Dlaczego chce się pan rozwieść?

    - Bo moja żona cały czas szwęda się po knajpach!

    - Czy to znaczy, że pije?

    - Nie, łazi tam za mną!

  • Dwaj adwokaci, biedny i bogaty, idą sobie razem ulicą w towarzystwie św. Mikołaja. Nagle wszyscy trzej jednocześnie spostrzegają leżący na chodniku banknot studolarowy. Komu on ostatecznie przypadnie?

    Oczywiście bogatemu adwokatowi, ponieważ pozostałe postacie są czystą fikcją.

  • Komisarz policji do poszkodowanej:

    - I niczego pani nie podejrzewała, kiedy oskarżony prowadził panią do ciemnego parku?

    - Podejrzewałam, ale nie przyszło mi do głowy, że ten bandyta może mi po prostu zerwać z ręki zegarek i uciec!

  • Odwiedzający cmentarz zauważa nagrobek z napisem „Tu spoczywa prawnik i uczciwy człowiek”.

    - Co za czasy! - oburza się przechodzień. - Zaczynają już kłaść po dwóch nieboszczyków do jednego grobu!

  • Doświadczony adwokat udziela rad początkującemu koledze:

    - Pamiętaj, żeby w sądzie przemawiać jak najdłużej. Im dłużej będziesz mówił, tym dłużej twój klient będzie na wolności.

  • Sędzia zwraca się do świadka:

    - A więc świadek widział, jak oskarżeni bili się krzesłami w barze... Dlaczego świadek nie próbował ich rozdzielić?

    - Nie było już wolnych krzeseł, proszę sądu.

  • Więzień zaczyna uciekać przez wykopany przez siebie tunel. Nagle spostrzega, że wejście do tunelu zasłonił jakiś cień.

    Po chwili słyszy za sobą czyjeś kroki, więc pyta:

    - Uciekamy razem?

    - Nie mogę.

    - Dlaczego?

    - Jestem strażnikiem.

  • Podsądny opuszcza salę rozpraw.

    - Ile ci dali? - pyta kolega.

    - Trzy niedziele.

    - To mało.

    - Palmowe.

  • - Czy wszystko odbyło się tak, jak przedstawił to prokurator? - pyta sędzia oskarżonego.

    - Nie, ale uważam, że jego plan też jest dobry.

  • Sędzia pyta oskarżonego, dlaczego przywłaszczył sobie samochód.

    - Bo stał przed cmentarzem, więc pomyślałem, że właściciel nie żyje.

  • Kat do skazanego:

    - Jakie jest pańskie ostatnie życzenie?

    - Chciałbym się napić szampana, ale pod warunkiem, że wybiorę sobie rocznik.

    - Zgoda. No więc jaki to ma być rocznik?

    - 2030.

  • Trudna sprawa karna, zeznania świadków coraz bardziej pogrążają oskarżonego. Po kolejnej bezowocnej godzinie adwokat zwraca się do sądu z wnioskiem:

    - Wysoki sądzie, oskarżony powierzył mi swoją obronę, moim obowiązkiem jest wnieść o zbadanie jego poczytalności.

    - Kolego, czy to aby nie za wiele samokrytycyzmu? - skomentował tubalnym szeptem adwokat poszkodowanego.

  • Do celi wchodzi nowy, młody więzień. Od razu z łóżek wstaje gromada recydywistów - tatuaże na szyjach, blizny, przekrwione oczy. Jeden z nich podchodzi do przerażonego chłopaka:

    - Grypsujesz?! - pyta ochrypłym głosem.

    - Proszę pana - odpowiada młody. - Ja w życiu jeszcze żadnej gry nie zepsułem!

  • Przed sądem oskarżony wyjaśnia, dlaczego zabił przechodnia:

    - Jadę sobie spokojnie ulicą, nagle jakiś facet zatrzymuje mnie i mówi: „Dawaj pieniądze!”. „Dlaczego?” - pytam groźnie. „Prima aprilis” - woła on na to. To ja mu naplułem w oko i mówię: „Śmigus dyngus!” Wtedy on gasi papierosa na moim czole i mówi: „Popielec!" No więc ja chwyciłem go za gardło i powiedziałem: „Zaduszki!”.

  • - Jak to się stało, że więzień uciekł z celi?

    - Miał klucz, panie naczelniku.

    - Komu go ukradł? Strażnikowi?

    - Nie ukradł go, tylko uczciwie wygrał w karty...

  • Strażnik wchodzi do celi i mówi:

    - 4587, wychodzić! Kąpiel!

    - Czy to absolutnie konieczne? - wzdraga się więzień.

    - A kiedy się ostatni raz kąpałeś?

    - Dwa lata temu. Ale przecież za pół roku wychodzę, to mogę się wykąpać w domu!

  • Pewien przewodnik w Górach Skalistych w USA miał bardzo złą sławę. Co zabierał jakąś grupę turystów na wyprawę, to zawsze ktoś ginął. W końcu zainteresowała się tym policja. W śledztwie wyszło na jaw, że zły przewodnik jest seryjnym mordercą. Sąd orzekł karę śmierci. W dniu wykonania wyroku posadzono skazanego na krześle elektrycznym. Włączono prąd, ale po dziesięciu minutach okazało się, że delikwent wciąż żyje i z drwiącym uśmiechem stwierdza:

    - Przecież wszyscy wiedzą, że jestem złym przewodnikiem.

  • Dwóch z Wołomina rozmawia na pogrzebie kumpla.

    - Ty, co się właściwie Marianowi stało?

    - Miał wysłać bombę pocztą, ale stwierdził, że to za długo potrwa i próbował ją przefaksować.

  • Trzem skazańcom pozwolono zabrać ze sobą po jednej rzeczy, która pomoże im przetrwać czas odsiadki. W autobusie wiozącym ich do więzienia pierwszy skazany pyta drugiego:

    - No i? Co ze sobą zabrałeś?

    Zapytany wyjmuje pudełko farbek i oświadcza, że zamierza poświęcić się malarstwu. Po czym pyta pierwszego:

    - A co ty zabrałeś?

    Pierwszy skazaniec wyciąga talię kart.

    - Karciochy. Mogę nimi układać pasjanse, trzaskać w pokera, tysiąca i całe mnóstwo innych gier.

    Trzeci skazany siedzi sobie cicho w kątku i uśmiecha się pod nosem. Dwaj pozostali zauważają to i pytają:

    - Coś taki zadowolony? A ty co wziąłeś?

    Koleś wyciąga pudełko tamponów, uśmiecha się jeszcze szerzej i mówi:

    - Ja zabrałem to.

    Tamci osłupiali pytają:

    - A co ty z tym niby możesz robić?

    Skazany wskazuje na pudełko i mówi zadowolony:

    - Cóż, zgodnie z tym, co tu napisali - mogę jeździć na rowerze i rolkach, chodzić na basen, jeździć konno...

  • - Czy mógłbym coś jeszcze dla pana zrobić? - pyta prokurator skazańca na krześle elektrycznym.

    - Mógłby pan potrzymać mnie za rękę?

  • Kobieta po raz drugi staje przed sądem:

    - Ile pani ma lat?

    - Trzydzieści osiem, wysoki sądzie.

    - Pięć lat temu mówił pani to samo!

    - Ależ oczywiście, wysoki sądzie, ja nigdy nie zmieniam zeznań!

  • Szef bandy gangsterów, widząc, jak jego człowiek skrupulatnie liczy banknoty zrabowane poprzedniego dnia z banku, mówi:

    - Po co tyle zachodu? Zatelefonuj do banku i zapytaj, ile im zginęło...

  • Seryjny morderca ciągnie kobietę do lasu. Kobieta krzyczy przerażona:

    - Ale ponuro i ciemno w tym lesie! Bardzo się boję!

    Na to morderca:

    - No, a co ja mam powiedzieć? Będę wracał sam…

  • Spotyka się dwóch złodziei:

    - Wiesz, ukradłem samochód. Ale prawo jazdy to sobie kupię.

  • Pewien facet pierwszy raz miał trafić za kratki i obawiał się bardzo więziennego życia i obyczajów. Pyta więc swojego adwokata, jak ma się zachować pierwszego dnia w kiciu.

    Adwokat doradza:

    - Wejdziesz śmiało do celi, popatrzysz odważnie i powiesz:

    „Kopsnij szluga dla pasera, bo cię paser sponiewiera”. Wtedy od razu wszyscy nabiorą respektu i będą wiedzieli, że nie jesteś byle kim. Facet postanowił posłuchać adwokata, bo co innego mu pozostało. Wchodzi do celi, strażnik rygluje drzwi, a na pryczach banda oprychów patrzy na niego groźnym wzrokiem. Na to facet rzuca wyuczonym tekstem:

    - Kopsnąć szluga dla pasera, bo was paser sponiewiera! Chwila napięcia... i zaraz ze wszystkich prycz wyciągają się łapska, a w każdej paczka fajek. Tylko w kącie siedzi jakaś postać i nie zwraca na nowego lokatora żadnej uwagi. Na to facet, już pewny siebie i rozluźniony, ciągnie dalej:

    - A ty, gnojku, nie częstujesz? Coś ci nie pasuje?!

    - Ja nie częstuję, bo ja tutaj jestem cwelem.

    - Taaa?! To zapamiętaj sobie cwaniaczku - od dzisiaj JA tutaj jestem cwelem!

  • Psychiatra do kryminalisty:

    - Ja opowiem panu bajkę, a pan ją dokończy.

    - Dziadek i babka posadzili rzepkę...

    Kryminalista kończy:

    - A Rzepka odsiedział swoje i załatwił i dziada, i babę.

  • - Macie widzenie - mówi strażnik do więźnia. - Żona przyszła was odwiedzić.

    - O cholera! Powiedzcie jej, że mnie nie ma.

  • Sędzia zwraca się do oskarżonego:

    - No więc? Może pan dowieść swojej niewinności?

    - Oczywiście, ale prosiłbym wysoki sąd o czas do namysłu.

    - Dobrze. Dostaje pan na to pięć lat.

  • Żona jednego z więźniów poszła do naczelnika więzienia prosić o lżejszą pracę dla męża.

    - Ależ szanowna pani, przy klejeniu kopert jeszcze nikt się nie przemęczył!

    - Tak, ale mój mąż po tej pracy musi jeszcze całymi nocami jakiś tunel kopać...

  • - Jechał pan z prędkością 150 kilometrów na godzinę - mówi sędzia do pozwanego. - Czy nie bał się pan zderzyć z jakimś innym pojazdem?

    - Na chodniku?!

  • W szpitalu więziennym aresztant rozmawia z lekarzem.

    - Panie doktorze, usunął mi pan już wątrobę, migdały, wyrostek i jedną nerkę, a ja tylko prosiłem, żeby mnie pan stąd wyciągnął!

    - I wyciągnę pana, tylko po kawałku...

  • Podczas rozprawy oskarżony, pomimo upomnień przewodniczącego, uporczywie zwraca się do składu sądzącego per „wysoka sprawiedliwości". Przewodniczącego wreszcie ponoszą nerwy:

    - Tu nie ma żadnej sprawiedliwości! - krzyczy. - Tu jest sąd!

  • - Czy oskarżony przysięga mówić prawdę, całą prawdę i tylko prawdę?

    - Przysięgam.

    - Co oskarżony ma w takim razie do powiedzenia?

    - Wysoki sądzie, przy ograniczeniach, które właśnie zostały na mnie nałożone, raczej nic.

  • Do willi bogatego biznesmena włamali się dwaj złodzieje. Zakneblowali i związali właściciela, posadzili go w fotelu i zabrali się do rozpruwania sejfu. Po pewnym czasie, ocierając pot z czoła, jeden z bandytów zwraca się do drugiego:

    - Spójrz, Marian, bogatemu to zawsze dobrze. Siedzi sobie taki w fotelu i patrzy, a ty, człowieku, męcz się z tą kasą...

  • W nocy do mieszkania włamał się złodziej. Świeci latarką, szuka kosztowności i nagle słyszy głos:

    - Jezus cię widzi...

    Rozgląda się wkoło, ale nikogo nie zauważył, szuka więc dalej, a tu znowu ten sam głos:

    - Jezus cię widzi...

    Facet się wkurzył, rozejrzał się uważniej, patrzy, a w klatce siedzi papuga i powtarza:

    - Jezus cię widzi...

    A ty co za jedna? Jak się nazywasz? Papuga na to:

    - Mojżesz...

    - Mojżesz? Idiotyczne imię dla papugi!

    - Nie gorsze niż Jezus dla rottweilera...

  • Sędzia pyta powódkę o wiek.

    - Dwadzieścia dwa i parę miesięcy.

    - Ile miesięcy?

    - No... sto osiemnaście.

  • W nocy żona budzi męża.

    - Słyszysz? Ktoś się do nas włamuje!

    - To co mam zrobić?

    - Idź obudź psa!

  • Rozmawiają dwaj handlarze samochodów:

    - Mam poważne wątpliwości, czy ludzie rzeczywiście czytają reklamy, za które trzeba płacić gazetom tak ciężkie pieniądze.

    - A ja przekonałem się, że jednak czytają. Niedawno dałem do prasy ogłoszenie, że zginął pies pilnujący naszego parkingu.

    - I co, ktoś go przyprowadził?

    - Nie, ale następnej nocy skradziono nam pięć samochodów.

  • Świeżo upieczony adwokat przybiega do ojca, też adwokata:

    - Tato! Udało mi się skończyć tę sprawę, z którą się męczyłeś 20 lat!

    - Ty idioto! Ja z tej sprawy zbudowałem dom, kupiłem trzy samochody, a ty ją skończyłeś na pierwszej rozprawie?!

  • Umiera biskup i jego dusza trafia do raju. Tam przyznają mu skromne, ciasne mieszkanko tuż obok wspaniałego, pełnego przepychu apartamentu innego rajskiego obywatela.

    - Tam pewnie mieszka jakiś kardynał, albo nawet papież? - dopytuje się nowo przybyły.

    - Nie, to adwokat. - odpowiada św. Piotr.

    - Jak to adwokat!?! - denerwuje się duchowny. - To ja, biskup, dostaję w raju lichą chatkę, a tamtemu daliście taką rezydencję?

    - Kochany - mityguje go św. Piotr - biskupów to my tu mamy na pęczki, adwokata natomiast tylko jednego...