Dowcipy i kawały

Pokaż wszystkie dowcipy:

  • Siedzi baca na cmentarzu i krzyczy do Boga:

    - Boże! Ja chciał do kumpla do Zakopanego, a nie do kumpla zakopanego!

  • W Morskim Oku, w przerębli kąpie się baca.

    - Baco, nie zimno wam?! - pytają turyści.

    - Ni.

    - Ciepło?

    - Ni.

    - To jak wam jest?

    - Jędrzej.

  • Siedzi baca na drzewie i śpiewa. Przechodzi turysta.

    - Baco, spadniecie, na drzewie się nie śpiewa.

    - Nie spadnę.

    - Za godzinę wraca turysta, patrzy, a baca leży pod drzewem.

    - A mówiłem wam, baco - nie śpiewa się na drzewie.

    - śpiwo się, śpiwo, ino się nie tańcy.

  • Spotyka się w knajpie dwóch górali, a ponieważ jeden z nich niedawno się ożenił, to drugi pyta go, jak mu poszło w noc poślubną.

    - Ano, Józiek, normalnie. Jak weszliśmy do sypialni, to się rozebrałem, żeby se psiakrew nie pomyślała, że się jej wstydzę. Potem dałem jej w gębę, żeby sobie nie pomyślała, że jej się boję. Na sam koniec sam się zaspokoiłem, żeby se psiakrew nie pomyślała, że jej potrzebuję.

  • Baco, co robicie, jak macie wolny czas?

    - Siedzem i durniem...

    - A jak nie macie czasu?

    - To ino siedzem...

  • Wchodzi baca do sklepu i nie zamyka drzwi.

    - Baco, drzwi w domu nie macie?! - krzyczy na niego sprzedawczyni.

    - Mom, i taką cholerę jak wy, tyz mom!

  • Zapisywał się góral do partii. Pytają go:

    - Był pan kiedyś w jakiejś bandzie?

    - Nie, przysięgom, to pierwszy roz!

  • Baca łapie okazję na drodze, wreszcie udaje mu się złapać przejeżdżającego mercedesa. Wsiada i jadą, ale po kilku kilometrach jakoś tak nudno się zrobiło, więc baca pyta:

    - A co to panocku za znacek z psodu?

    - To? - mówi kierowca, pokazując na znaczek mercedesa. To taki celownik, jak kogoś złapię w ten celownik, to już na pewno trafię.

    - Aha.

    Po kilku kilometrach patrzą, a tu drogą jedzie facet na rowerze. Baca mówi:

    - A weźcie, panocku, tego cłowieka w ten celownik... Kierowca skręcił i faktycznie rowerzysta znalazł się „w celowniku”, ale ponieważ kierowca nie chciał iść do więzienia, to w ostatniej chwili wykręcił, aby nie trafić w rowerzystę. Chwilę potem baca mówi:

    - Iiiii, kiepski ten was celownik, gdybym nie roztworzył drzwi, to byśmy go w ogóle nie trafili...

  • Baca był świadkiem wypadku samochodowego. Przesłuchuje go policjant:

    - Baco, jak to było?

    Na to baca:

    - Panocku, widzicie to drzewo?

    - Widzę.

    - No, a oni go nie widzieli...

  • Siedzi baca przed chatką. Przed bacą ogromy kloc drewna i kupka wiórków. Przechodzi turysta i pyta:

    - Baco! Co tam strugacie?

    - Ano, cółenko sobie strugom.

    Turysta poszedł. Następnego dnia rano przechodzi tamtędy i widzi bacę. Baca siedzi przed klockiem drewna i go struga. Przed bacą górka wiórów. Turysta pyta:

    - Baco! Co tam strugacie?

    - Ano, stylisko do łopaty sobie strugom.

    Następnego dnia: baca siedzi przed chatką, w rękach trzyma drewienko, przed nim kupa wiórów. Ten sam turysta pyta:

    - Baco! A teraz co strugacie?

    - Jak nic nie spiepse, to wykałacke.

  • Nad Morskim Okiem siedzi stary baca. Przechodzący turyści pozdrawiają go i pytają:

    - Co tu robicie?

    - Łowię pstrągi.

    - Przecież nie macie wędki!

    - Pstrągi łowi się na lusterko.

    - W jaki sposób?!

    - To moja tajemnica. Ale jeśli dostanę flaszkę, to ją wam zdradzę.

    Turyści wrócili do schroniska, kupili butelkę wódki i zanieśli ją bacy. On tłumaczy:

    - Wkładam lusterko do wody, a kiedy pstrąg podpływa i zaczyna się przeglądać, to ja go kamieniem i już jest mój...

    - Ciekawe... A ile już tych pstrągów złowiliście?

    - Jeszcze ani jednego, ale mam z pięć flaszek dziennie...

  • Pytają bacę:

    - Czy te trzy dziewczynki są twoimi córkami?

    - No.

    - Ale one urodziły się tego samego dnia?!

    - No...

    ...w odstępach piętnastominutowych!

    - No to co?! Jo mom rower...

  • Idzie turysta po szlaku i nagle słyszy:

    - Ło Jezuuu! Jezu, Jezu, Jezusicku!

    Biegnie, patrzy, a tu baca siedzi na pieńku, obok wbita siekiera:

    - Ło Jezu, Jezu, Jezu!

    Turysta:

    - Baco! Baco, co wam się stało?!

    Baca:

    - Mnie? Nic. Ło Jezuuuu! Jezu, Jezu, Jezu!

    Turysta:

    - A może komuś w waszej rodzinie?

    Baca:

    - Mojej? Ni. Ło Jezu, Jezu, Jezu, Jezusicku!

    Turysta:

    - No to co tak lamentujecie?

    Baca:

    - Ło Jezu, jak mi się robić nie chce!

  • - Wojtek, wyście taki mądrala, wsytko prawie wiycie, to powiydzcie, wiela jest prowd?

    Gazda na to:

    - Jo znom jino trzy. Piyrso to świynto prowda, drugo tyż prowda, i trzecio gówno prowda.

  • Do bacy wypasającego owieczki podjeżdża nowoczesnym samochodem ubrany w garnitur człowiek w średnim wieku. Po wyjściu z samochodu pyta:

    - Baco, co tu robicie? Wypasacie owce?

    - Tak, panocku...

    - Baco, a jak wam powiem ile macie tych owiec dokładnie, to dacie mi taką jedną, do upieczenia?

    - Dobrze, panocku, dom...

    Przyjezdny wrócił do samochodu, wziął laptopa, telefon satelitarny, połączył się z siecią, popracował chwilę nad danymi, i mówi:

    - Baco, macie tu na tej łące 347 owieczek.

    - Dobrze, panocku... To wybierzcie sobie jedną.

    Przybysz wybrał sobie jedną, ładną, białą; baca mówi:

    - Panocku, a jak ja wom powim, kim wy jesteście, to oddacie mi ją?

    Dobrze, oddam.

    - No panocku, to wy jesteście konsultant Unii Europejskiej do spraw rolnictwa.

    - A skąd to wiecie, baco!?

    - Ano tak: jeździcie drogimi samochodami, pchacie się gdzie was nikt nie prosi, zabieracie biedniejszym od wos i nic wiecie o mojej pracy! Oddajcie mi mojego psa!

  • Siedzi baca na drzewie i piłuje gałąź na której siedzi. Przechodzi turysta:

    - Baco, spadniecie!

    - Ni, nie spadnę!

    - Spadniecie!

    - Ni!

    - No mówię wam, że spadniecie!

    - Eeee, nie spadnę!

    Nie przekonawszy bacy, turysta poszedł dalej. Baca piłował, piłował, aż spadł. Pozbierawszy się, popatrzył za znikającym w oddali turystą i zdziwiony rzekł:

    - Prorok jaki czy co?

  • Baca rozmawia z turystą:

    - Zabiłem wczoraj dziesięć ćmów...

    - Ciem - poprawia turysta.

    - A kapciem.

  • Jedzie gazda z gaździną furmanką. Nagle niebo się zachmurzyło, rozszalała się burza. Znienacka 20 metrów przed furmanką uderzył piorun. A gazda patrzy w niebo, palec podnosi i mówi:

    - Nooooooo...

    Jadą dalej. Po chwili następny piorun uderzył 5 metrów za furmanką. Gazda znów podnosi palec i mówi:

    - Noooooooooooooo...

    Znów jadą dalej. I nagle kolejny piorun uderza w gaździnę siedzącą na furmance, a gazda zadowolony:

    - No!

  • Pijany góral wraca z wesela i zaczyna się rozbierać.

    - Maryna, pomóż, bo ni mogę kosuli sciongnoć - prosi żonę.

    Ta podchodzi i załamuje ręce.

    - Jezusicku, Jendrek, psecie ty mas ciupaske w plecach!

  • Dwóch juhasów znalazło jeża i kłócą się o nazwę tego zwierzaka:

    - To je iglok!

    - To je spilok!

    Przechodził tamtędy stary baca i usłyszał sprzeczkę. Podszedł i zawyrokował:

    - To nie je ani iglok, ani spilok. To je kolcok!

  • Turysta do bacy:

    - Ile kosztuje ten pies?

    - Sto milionów.

    - Przecież nikt go nie kupi.

    - Po pewnym czasie turysta do bacy:

    - Sprzedaliście psa?

    - Tak. Za dwa koty po 50 milionów...

  • Pyta turysta bacę:

    - Baco, co robicie?

    - A nic takiego, piorę tylko kota.

    - Kota? Przecież kota się nie pierze.

    - A co wy tam, turysto, wicie, kota się pierze.

    Za parę godzin turysta wraca. Patrzy, a kot leży nieżywy.

    Turysta do bacy:

    - A nie mówiłem, że kota się nie pierze?!

    A baca:

    - Pierze się, pierze, ale się nie wykręco.

  • Stoi baca nad przepaścią i liczy:

    - sto jeden, sto jeden, sto jeden, sto jeden, sto jeden....

    Podchodzi turysta i pyta bacę:

    - Baco, co tak liczycie?

    Na to baca spycha go w przepaść i zaczyna od nowa:

    - sto dwa, sto dwa, sto dwa, sto dwa, sto dwa...

  • Baca jest sądzony za zabójstwo turysty, ale się nie przyznaje. Sędzia pyta:

    - No to jak to było, baco?

    Ano nijak. Siedziołek se na przyzbie i strugałek osikowy kołecek. A ten turysta siad se kole mnie i zacoł jeść cereśnie. I co zjod, to mi pesteckom trach! w oko. A jo nic, ino se strugom ten kołecek. A on znowu zjod i trach! mie pesteckom w oko. A jo nic i dalej strugom... A on zjod łostatniom cereśnie, zucił mi torebke pode nogi, wstał i tak niesceśliwie potknoł, ze upadł na ten kołecek, com go strugoł. I tak, panie, coś ze 27 razy...

  • W Zakopanem miał się odbyć mecz bokserski USA - Polska. Stany wystawiły Tysona, a Polska oczywiście Gołotę. Jednak tuż przed samą walką Gołota złamał rękę i na gwałt potrzebny był jakiś bokser, aby uniknąć kompromitacji. Trener wyskoczył na Krupówki i zobaczył wielkiego górala. Podleciał i pyta:

    - Baco, chcecie zarobić sto dolarów?

    - No, chce - odparł baca.

    Trener wziął go do szatni, dał spodenki, rękawice i mówi:

    - Baco, wyjdźcie na ring, zasłońcie się rękawicami i stójcie. Jak przetrzymacie pierwszą rundę, dostaniecie pieniądze.

    Baca wyszedł, Tyson go poobijał, ale baca przetrzymał. No to trener mówi:

    - Jak przetrzymacie druga rundę, dostaniecie tysiąc dolarów. Baca wyszedł, Tyson go już teraz mocno poobijał, ale baca przetrzymał. Trener zachwycony mówi:

    - Baco, jak przetrzymacie trzecią rundę - dostaniecie dziesięć tysięcy dolarów!

    Baca wyszedł, ale już ledwo zszedł po tej rundzie. A trener do niego:

    - Słuchajcie baco, jak wytrzymacie czwartą...

    A baca:

    - Nie wytrzymam, przywalę pieronowi!

  • - Baco, czym zabiliście sąsiada?

    - A synecką, wysoki sądzie...

    - Wieprzową czy wołową?

    - Kolejową...

  • Ideał mężczyzny według gaździny to 5 Ł:

    - Ładny

    - Łagodny

    - Łokropnie bogaty

    - Łucciwy

    - No i oczywiście „łogoniasty”.

  • Turysta w Zakopanem wchodzi do baru, siada przy barze i pyta:

    - Barman, co polecacie?

    Barman na to:

    - Ano, panocku, może drink „Góra cy"!

    Turysta:

    Jak to - „Góra cy"?!

    Barman:

  • Wywiad z bacą:

    - Baco, jak wygląda wasz dzień pracy?

    - Rano wyprowadzam owce, wyciągam flaszkę i piję...

    - Baco, ten wywiad będą czytać dzieci. Zamiast flaszka mówcie książka.

    - Dobra. Rano wyprowadzam owce, wyciągam książkę i czytam. W południe przychodzi Jędrek ze swoją książką i razem czytamy jego książkę. Po południu idziemy do księgarni i kupujemy dwie książki, które czytamy do wieczora. A wieczorem idziemy do Franka i tam czytamy jego rękopisy.

  • Ceper pyta bacy:

    - A za co się przebierzecie na sylwestra?

    - Eeee, ja to sie psebiore za oscypka.

    - Jak to za oscypka?

    - Bede se stał w kącie i śmierdzioł...

  • Wychodzi baca przed chałupę, przeciąga się i woła:

    - Jaki piękny dzionek!

    A echo z przyzwyczajenia:

    - Mać, mać, mać...

  • Widzicie, bierzemy sklanecke wina, no dwie, góra cy i wlewamy do garnka. Później biezemy sklanecke piwa, no dwie, góra cy i wlewamy do tego samego garnka. Następnie sklanecke wódecki, dwie, no góra cy i wlewamy to do tego samego garnecka. Na koniec biezemy sklanecke koniacku, no dwie, góra cy i wlewamy do garnka. Garnek stawiamy na ogniu i miesając gzejemy cas jakiś. Później nalewamy i pijemy sklanecke, dwie, no góra cy.

    Po wypiciu wstajemy, robimy krocek, dwa, no góra cy!

  • Jeden baca do drugiego:

    - Napisali w gazecie, że cło podnieśli, ale cło podnieśli, to już nie napisali.

  • Przyjeżdża do bacy turysta czarnym mercedesem i pyta:

    - Popilnuje mi pan samochodu? Baca na to:

    - A cemu by nie.

    - A ma pan dzieci?

    - Ni mom!

    Po dwóch godzinach turysta wraca po mercedesa, patrzy, a tam lakier porysowany, tapicerka pocięta, koła poprzebijane, a w samochodzie siedzi pięcioro dzieci i bawi się kołem zapasowym. Turysta, widząc to, wrzeszczy do bacy:

    - Mówił pan przecież, że nie ma dzieci!?

    A baca na to:

    - Bo to nie są dzieci, tylko diobły pierońskie.

  • Turysta zachodzi w deszczu do bacówki, baca gościnnie częstuje go gorącą strawą, turysta zajadając spostrzega, że do talerza leci mu z góry woda.

    - Baco, dach ci przecieka!

    - Wim...

    - To dlaczego nie naprawisz?!

    - Ni mogę, przecież dysc pada.

    - To dlaczego nie naprawisz, kiedy nie pada?

    - A bo wtedy nie cieknie...

  • - Co to, gazdo, wstąpiliście do parti? - pyta sąsiad górala. Góral spogląda na swoje kierpce i odpowiada:

    - Nie, to chyba coś innego śmierdzi.

  • Góralka chwali się sąsiadce:

    - A wicie, gaździno, mój wnuk Kuba to studiuje na uniwersytecie!

    - A na jokim?

    - No, jak to on się nazywo - próbuje sobie przypomnieć góralka.

    - Ugryź? Nie, nie ugryź... Użarł? Tes nie... Już wim! Ujot!

  • Baca chce się zapisać do partii. Sekretarz cieszy się z jego decyzji, ale chcąc sprawdzić szczerość intencji, pyta:

    - Gazdo, a jak byśmy potrzebowali waszej krowy, dalibyście?

    - Dałbych.

    - A jak byśmy potrzebowali waszej świni, dalibyście?

    - Dałbych.

    - A jak byśmy potrzebowali waszej kozy, dalibyście?

    - Nie dałbych.

    - A to czemu?

    - Bo mom.

  • Baca wlecze do lasu ścierwo psa. Sąsiad zagaduje:

    - A co to się stało, kumie?

    - Aaaa... musiołek go zastrzelić!

    - To pewnie był wściekły, co?

    - No, zachwycony to nie był!

  • Wchodzi baca do sklepu w Krakowie i pyta:

    - Cy jes kiełbosa?

    - Jest, beskidzka.

    - Bes cego?

  • Spotykają się baca z Chińczykiem. Baca prosi Chińczyka, aby ten pokazał mu sztuki walki. Chińczyk podchodzi do bacy - zaszamotało, baca leży na ziemi.

    - Co to było, panocku?

    - Dżu-dżit-su.

    Baca prosi, żeby pokazał mu coś jeszcze. Znowu zaszamotało, baca leży na ziemi.

    - Ło Jezusicku, a to co było, panocku?

    - Ka-ra-te.

    Chińczyka w końcu znudziły te demonstracje, więc mówi do bacy:

    - A może baca teraz pokazać swoja stuka walki?

    Baca na to:

    - Ano dobze.

    Zaszamotało, zatrzeszczało, karetka przyjechała, zabrała Chińczyka do szpitala. Baca przychodzi w odwiedziny, a Chińczyk mówi:

    - To być najwięcej fantastycna stuka walki, jaka ja w życiu widzieć, baca powiedzieć, jak się ta stuka walki nazywa!

    A baca na to:

    - To słuchaj uważnie: Ciu-pa-ga!

  • Przychodzi ceper do górala i mówi:

    - Góralu, powiedzcie: chrząszcz brzmi w trzcinie.

    - Eee, cobyk nie pedzioł: chrobok burcy w trowie.